Wirus pomaga pacjentom z SMA

O terapii genowej w leczeniu SMA rozmawiamy z Anną Kordalą, doktorantką na Wydziale Fizjologii, Anatomii i Genetyki Uniwersytetu Oksfordzkiego, popularyzatorką nauki w Fundacji SMA.
Medexpress 2020-11-23 10:20

Jak trafiła Pani do Fundacji SMA?

Zawodowo zajmuję się rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA). Doktoryzuję się na Uniwersytecie Oksfordzkim na Wydziale Fizjologii, Anatomii i Genetyki, a konkretnie zajmuję się badaniem mechanizmów regulacji białka SMN, którego niedobór prowadzi do SMA. Nawiązałam kontakt z Fundacją ze względu na popularyzację nauki. Uznałam, że warto bardziej przybliżyć społeczności mechanizmy tej choroby i jej leczenia przystępnym językiem. Jestem na bieżąco z badaniami klinicznymi i doniesieniami naukowymi, więc w FSMA zajmuję się nauką i jej popularyzacją.

Jest Pani genetykiem i bada mechanizmy choroby SMA, zatem zapytam o terapię genową w leczeniu SMA. Jak ona działa?

Terapie genowe (jest ich kilka), opierają się na kwasie nukleinowym RNA lub DNA. To co zwykle rozumie się przez określenie „terapia genowa” to terapie, które dostarczają geny, fragmenty DNA, których pacjent nie ma albo są uszkodzone. I tak właśnie działa terapia Zolgensma, która wykorzystuje nośnik, jakim jest wirus AAV9. Dostarcza on do komórki fragment DNA, czyli funkcjonalną kopię genu SMN1, którego pacjenci nie mają albo jest u nich uszkodzony. DNA wprowadzone przez wirusa do komórki istnieje obok naszego ludzkiego DNA w komórce, ale nie naprawia wadliwego genu, ani nie wbudowuje się do ludzkiego DNA, co jest często powtarzanym błędem. Mamy więc w jądrze komórkowym nasze ludzkie DNA i obok niego DNA wprowadzone przy pomocy wirusa, na podstawie którego organizm pacjenta zaczyna produkować brakujące białko w rdzeniowym zaniku mięśni, czyli SMN.

Jak terapia genowa może zmienić obraz pacjenta?

Wszystko zależy od czasu rozpoczęcia leczenia. Gdyby każde dziecko miało zrobione badanie przesiewowe pod kątem SMA po narodzinach, wyłapalibyśmy w ten sposób 95 procent takich dzieci. Większość z nich przy narodzinach nie ma objawów SMA, ale wiadomo, że niemalże na pewno te objawy wcześniej czy później wystąpią. Leczenie można by wdrożyć już w pierwszych tygodniach życia, przed pojawieniem się objawów choroby. Przy podaniu przedobjawowym jest szansa, że to leczenie terapią genową lub już refundowanym nusinersenem (Spinraza), w połączeniu z rehabilitacją i specjalistycznym wsparciem mogą spowodować, że dzieci będą się rozwijać całkiem normalnie albo objawy choroby będą bardzo słabe, delikatne w porównaniu do przebiegu nieleczonej choroby. I to wiemy z badań klinicznych. Ich wyniki są po prostu fenomenalne.

Opublikowano nowe dane z badania STR1VE-EU. Co one mówią?

Jest to badanie, które dotyczy dzieci objawowych (odwrotnie niż to, o czym przed chwilą mówiłam). Jest to badanie trzeciej fazy sprawdzające skuteczność i bezpieczeństwo terapii genowej Zolgensma u niemowląt poniżej 6 miesiąca życia. Dzieci w tym badaniu, były w bardziej zaawansowanym stopniu choroby w skali CHOP INTEND przy podaniu terapii genowej, niż przy poprzednich badaniach, jak STR1VE-US czy START. Jest to ważne, ponieważ wiemy, że w badaniach klinicznych zwykle udział biorą pacjenci spełniający wąskie kryteria, zwykle bardzo dobrze rokujący. Dobrze jest więc widzieć badanie kliniczne, gdzie zrekrutowano niemowlęta na bardziej zaawansowanym stadium choroby. W przyszłości umożliwi to lekarzom podjęcie decyzji o tym, jaka terapia będzie optymalna dla jakiej grupy pacjentów.

I jakie są wyniki tego badania?

Zaobserwowano, że uczestnicy mają dłuższy czas przeżycia bez wystąpienia zdarzeń chorobowych oraz konsekwentnie poprawiają swój stan motoryczny – po 6 miesiącach od podania terapii uczestnicy zyskali średnio 13,3 pkt. na skali CHOP INTEND. Po 10,6 miesiącach dwie trzecie osiągnęło kamienie milowe, których nie obserwuje się w naturalnej historii SMA typu 1. Nie jest to końcowa analiza, to badanie nadal trwa, ale dane wyglądają bardzo optymistycznie.

Co te wyniki oznaczają z perspektywy genetyka, naukowca zajmującego się SMA?

Terapia genowa, stosowana w modelach komórkowych lub zwierzęcych, jest już z nami prawie pół wieku. Ale jeszcze do niedawna mówiło się, że mamy tysiące wyleczonych myszy, ale żadnego wyleczonego pacjenta. I bardzo długo było to prawdą. Ale właśnie terapie takie jak Zolegensma, Luxturna i kilka innych zatwierdzonych w ostatnich latach leków, pokazują, że odnieśliśmy spektakularne sukcesy. Cieszymy się, że praca genetyka ma przełożenie na życie pacjentów i praktykę kliniczną. Jest to dla nas motywacją do działania, choć każdy pojedynczy człowiek wkłada do tej całości tylko swoją malutką cegiełkę – żeby taka terapia powstała, pracują przy niej tysiące ludzi. Dla genetyków to radosny dzień.

PDF

Zobacz także