Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie
KZP 2023

Zmiany demograficzne i społeczne – wpływ na zdrowie psychiczne Polaków

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 2 stycznia 2024 10:17

Zmiany demograficzne i społeczne  – wpływ na zdrowie psychiczne Polaków - Obrazek nagłówka
Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie, problemy ekonomiczne, ale też zawrotne tempo życia pogarszają stan psychiczny Polaków – zarówno dorosłych, jak i dzieci i młodzieży. Jaka jest skala zjawiska i – przede wszystkim – jaka jest i powinna być odpowiedź ze strony instytucji odpowiedzialnych za ochronę zdrowia i zdrowie publiczne?

Wyniki badania EZOP II są jednoznaczne: 26 proc. populacji zmaga się z jakimś zaburzeniem psychicznym – mówił podczas dyskusji „Zmiany demograficzne i społeczne – wpływ na zdrowie psychiczne Polaków – wyzwania dla zdrowia publicznego” zorganizowanej w ramach Kongresu Zdrowia Publicznego prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

26 proc. to ok. 8 mln 300 tys. osób. Z tego jedynie ułamek, kilkaset tysięcy, cierpi na różnego rodzaju psychozy. Z czym zmagają się pozostali? – Zaburzenia lękowe, uzależnienia i zaburzenia depresyjne – wskazał ekspert, dodając jednocześnie, że koszty pośrednie tych problemów zdrowotnych stanowią nawet 80 proc. kosztów ogółem, co oznacza, że ich leczenie jest znacznie bardziej opłacalne niż zaniechanie leczenia (dostępu do specjalistów czy farmakoterapii). Zaniechanie leczenia ma też zupełnie inną cenę – rosnącą liczbę zamachów samobójczych. W Polsce w ostatnim roku odebrało sobie życie ponad 5 tysięcy osób, z czego 4,2 tys. to mężczyźni.

Skalę problemów psychicznych widać też z perspektywy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – W ubiegłym roku wystawiono 22 mln zwolnień lekarskich na 239 mln dni absencji. Co dziesiąty dzień absencji był związany ze schorzeniami psychicznymi – poinformował dr Piotr Winciunas, Naczelny Lekarz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Problemy ze zdrowiem psychicznym, jak mówił, od dłuższego czasu utrzymują się w czołówce przyczyn absencji chorobowej. W ostatnim roku były siódmą przyczyną absencji, ale jeśli chodzi o koszty – pierwszą. W trakcie pandemii o jedną czwartą zwiększyła się liczba zwolnień wystawianych z tego tytułu. Są one średnio o siedem dni dłuższe niż przeciętne zwolnienie (12–13 dni).

W obszarze problemów ze zdrowiem psychicznym szczególne miejsce zajmuje psychiatria dzieci i młodzieży.

– Już kilkanaście lat temu, gdy rozpoczynałam specjalizację, widać było narastanie kryzysu. Jednak psychiatria dzieci i młodzieży była marginalizowana – mówiła dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w tej dziedzinie. Ostatnie lata, obfitujące w ciąg negatywnych, z punktu widzenia zdrowia psychicznego, wydarzeń, zadziałały jak detonatory, pociągając za sobą z jednej strony potężny wzrost liczby potrzebujących pomocy specjalistycznej – w grupie dzieci do 13. roku życia wyniósł on, tylko w systemie publicznym, blisko 90 proc., a w grupie powyżej 13 lat – blisko 170 proc. (przy czym dr Lewandowska podkreśliła,

że te dane nie oddają skali problemu, bo nie obejmują sektora prywatnego, który wręcz w tej specjalizacji dominuje), z drugiej – identyczny, sięgający 150 proc. wzrost liczby zamachów samobójczych.

– W przypadku dzieci i młodzieży wpływ czynników środowiskowych na zdrowie psychiczne jest jeszcze większy niż w przypadku osób dorosłych – zwróciła uwagę ekspertka, dodając, że jednym z takich czynników jest wpływ osób dorosłych z najbliższego otoczenia, którzy sami często zmagają się z własnymi problemami o podłożu psychicznym. Polskie dzieci i nastolatki, podobnie jak ich rówieśnicy w UE, najczęściej cierpią na zaburzenia adaptacyjne, lękowe i depresyjne, a depresja wśród dzieci powyżej 1. roku życia jest główną przyczyną niepełnosprawności.

Specjaliści podkreślali również, że zarówno w przypadku psychiatrii dorosłych, jak i psychiatrii dzieci i młodzieży kluczową rolę odgrywają zmiany, zmierzające do dezinstytucjonalizacji opieki, przeniesienia jej ciężaru bliżej pacjenta i zapewnienia pomocy lokalnie, a więc – szybciej, wtedy gdy jest ona konieczna. – Jeśli pacjent złamie nogę, nikt nie zakłada, że do lekarza może się dostać za rok. Ktoś, kto ma myśli suicydalne, też nie może czekać na pomoc, musi ją otrzymać natychmiast – podkreślał prof. Gałecki.

Wzrost zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne nie jest jedynie domeną zdrowia psychicznego. Doktor Marcin Pakulski, dyrektor ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, przypominał, odwołując się do opublikowanego już kilka lat temu przez NFZ raportu, że w stosunkowo bliskiej perspektywie czasowej popyt na świadczenia wzrośnie w niektórych zakresach nawet o 50 proc. – Tylko z powodu zmian demograficznych. – System nie jest przygotowany, by sprostać oczekiwaniom społecznym. Musimy go na nowo zaprogramować – podkreślał.

W jaki sposób? Jednym z rekomendowanych – obok stawiania na edukację zdrowotną i profilaktykę – kierunków jest właśnie dezinstytucjonalizacja, czyli zwiększanie odsetka pacjentów otrzymujących świadczenia, wsparcie medyczne poza szpitalami. Czy to w opiece domowej, czy w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej lub podstawowej. Możliwe są też inne rozwiązania – byle pacjenci pozostawali poza szpitalami – najdroższą i najbardziej angażującą kadry medyczne formą opieki. O doświadczeniach innych krajów mówiła Irma Veberič, dyrektor generalna Roche Polska, bo np. w Belgii i Grecji Roche angażuje się w programy testujące nowe formy leczenia. – Pandemia pokazała, że dotychczasowy system nie działa, ale zawsze staram się patrzeć optymistycznie i widzieć szklankę do połowy pełną. Pojawiły się nowe możliwości. Leczenie pacjentów poza szpitalami jest możliwe i jest bezpieczne – podkreślała.

Potwierdzają to polskie doświadczenia. Prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epidemiologii Instytutu „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie podkreślała, że w ostatnich latach zwiększyła się liczba świadczeń, które można wykonywać poza oddziałami szpitalnymi w sposób bezpieczny dla pacjenta i z korzyścią dla niego.

Dobrym przykładem, że taki transfer jest możliwy, są programy lekowe – coraz częściej pacjenci nie muszą być hospitalizowani, by otrzymać lek. Jest to możliwe nawet w rdzeniowym zaniku mięśni (SMA). – Mamy możliwość dostarczenia pacjentowi leku do domu. I lekarze, i rodzice pacjentów, bo większość stanowią dzieci, muszą się przyzwyczaić, że nie każde podanie leku wymaga pobytu w szpitalu – przyznała. Oczywiście rytm jest przeplatany – przynajmniej raz na pół roku lekarze muszą ocenić stan pacjenta i efektywność terapii. – Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli włączyć do tego systemu lekarzy POZ, bo niektóre procedury ważne dla oceny bezpieczeństwa i stanu pacjenta można wykonywać na miejscu – mówiła ekspertka.

Dr Marcin Pakulski ocenił, że trend do leczenia pozaszpitalnego na pewno wzmocni się w najbliższej przyszłości. – W oddziale onkologii chemioterapię prowadzimy już w trybie siedmiodniowym, ale pacjentów jest tak dużo, że widzimy potrzebę przygotowywania dawek do podawania w domu – przyznał. W jego ocenie nie wszyscy pacjenci mają jednak warunki do takiego domowego leczenia – wyjściem byłoby powstanie, na poziomie powiatów, centrów zdrowia – leczenia i diagnostyki – które mogłyby zapewniać taką opiekę. Bez angażowania, jak dodał, poradni POZ, choćby dlatego, że lekarzy w tym segmencie systemu mamy ponad połowę mniej niż średnia unijna.

Tematy

KZP 2023

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.

Zobacz także