Niewydolność serca: Wytyczne ESC potwierdzają skuteczność nowej terapii a MZ ciągle się waha

Fot. Getty Images/iStockphoto
W Polsce z powodu niewydolności serca umiera co roku więcej osób niż w wyniku chorób nowotworowych. Brak dostępu do skutecznych leków powoduje, że chorzy zbyt często trafiają do szpitala, a ich rokowania pogarszają się. I choć koszty hospitalizacji tych pacjentów wciąż rosną, śmiertelność nie spada.
Medexpress 2021-09-01 10:09

– Nowoczesne terapie lekowe, dzięki którym chorzy mają szansę na wydłużenie życia i poprawę jego komfortu nie są refundowane – ubolewa Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze schorzeniami serca i naczyń „EcoSerce”. W efekcie pod względem liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca wśród 34 państw OECD Polska zajmuje niechlubne pierwsze miejsce. Tymczasem wraz z kolejnymi hospitalizacjami skraca się mediana przeżycia całkowitego. W dobie pandemii sytuacja tych chorych staje się jeszcze trudniejsza, bo hospitalizacja zwiększa ryzyko zakażenia SARS-CoV-2, a niewydolność serca pogarsza dramatycznie rokowania w przebiegu COVID-19.

Znikające co roku miasto

Niewydolność serca jest pierwszą przyczyną zgonów Polaków. Co godzinę z tego powodu umiera 16 chorych. W skali roku choroba zabiera tyle osób, ile mieszka w wojewódzkim mieście takim, jak np. Zielona Góra. Przeżycia 5-letnie u osób dotkniętych niewydolnością serca wynoszą zaledwie 50%, a rokowania są porównywalne z chorobami nowotworowymi.

Prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zwraca uwagę, że podobna sytuacja miała miejsce w przypadku zawałów serca do czasu wprowadzenia kompleksowej opieki koordynowanej - programu KOS-Zawał. - Dzięki rozwojowi medycyny śmiertelność szpitalna w przypadku zawału spadała do około 5%, ale już po wyjściu ze szpitala w ciągu roku do dwóch lat umierało ponad 20% chorych. Dzięki kompleksowej opiece udało się te wskaźniki poprawić – informuje.

Od 2018 r., według danych Ministerstwa Zdrowia, zgony przewyższają zapadalność na chorobę. Brak koordynowanej opieki i optymalnej farmakoterapii prowadzi do wielokrotnych hospitalizacji – 2,5 razy częstszych niż wynosi średnia europejska.

Zdaniem Prof. Tomasza Hryniewickiego, członka Zespołu „Recovery Plan” Ministerstwa Zdrowia, dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii, Państwowego Instytutu Badawczego dzięki programowi KOS Zawał nastąpił ogromny postęp w redukcji śmiertelności, to jednak skutkuje wzrostem liczby pacjentów, którzy przeżyli, ale mają uszkodzone serce, co z kolei wpływa na rozwinięcie się u nich niewydolności tego organu. I tu pojawia się błędne koło...

Błąd systemu

Z raportu „Niewydolność Serca w Polsce. Realia, koszty, sugestie poprawy sytuacji” powstałego z inicjatywy organizacji pacjenckich pod patronatem PTK wynika, że ponoszone przez NFZ koszty leczenia szpitalnego niewydolności serca w Polsce wzrosły o 125%, jednak - mimo rosnących nakładów - liczba zgonów rośnie szybciej niż zapadalność.

- Wzrost umieralności, mimo zwiększania nakładów leczenie, to efekt braku odpowiedniej dystrybucji tych środków - podkreśla prof. Adam Witkowski. Jego zdaniem, brakuje kompleksowej, koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca, refundacji nowoczesnych leków o udokumentowanej skuteczności i oddziałów hospitalizacji jednodniowej. Program koordynowanej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca powinien trwać 2-3 lata. Dzięki monitorowaniu stanu zdrowia pacjenta, pracy wszczepionych urządzeń, refundacji nowych, bardzo skutecznych leków jak sakubitryl/walsartan czy flozyny oraz hospitalizacji jednodniowej, która ogranicza ryzyko zakażeń i innych powikłań szpitalnych można zmniejszyć śmiertelność w tej chorobie.

Pilotaż Krajowej Sieci Kardiologicznej

Jednym z elementów Narodowego Planu Odbudowy Zdrowia jest przeprowadzenie 18 miesięcznego pilotażu w województwie mazowieckim i wdrożenie w całej Polsce Krajowej Sieci Kardiologicznej. – Zakłada się, że w ciągu 30 dni pacjent będzie miał umówioną wizytę konsultacyjną w ośrodkach na różnych poziomach zaawansowania. W zależności od potrzeby chorzy będą trafiać do ośrodków lub nastąpi modyfikacja terapii i powrót do lekarza kierującego albo przesunięcie do ośrodków najbardziej zaawansowanych. Planuje się także finansowanie bez limitu nowoczesnych procedur, które dotychczas były mniej dostępne, m.in. przezcewnikową implantację zastawki aortalnej, która jest już na świecie standardem. Inauguracja pilotażu koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca odbyła się w listopadzie 2019 r. Dwuletni pilotaż miał być prowadzony przez 6 ośrodków koordynujących, a z programu miało skorzystać ponad 5 tys. pacjentów. Gdyby wystartował wówczas w tym roku jesienią kompleksowa opieka mogłaby zostać wprowadzona na terenie całego kraju. Niestety, w jego miejsce został ogłoszony w połowie lutego br. pilotaż sieci kardiologicznej i to tylko w województwie mazowieckim.

Pilotaż Krajowej Sieci Kardiologicznej dla Mazowsza ma się zakończyć dopiero 1 sierpnia 2023r. i być może wtedy zostanie on rozszerzony na inne województwa. Tymczasem chorzy nie mogą czekać ponad 2 lata na efektywne leczenie. Zdaniem ekspertów, przeznaczamy ogromne nakłady na leczenie szpitalne niewydolności serca, a przesunięcie środków na lepiej zorganizowaną koordynowaną opiekę oraz zapewnienie optymalnej farmakoterapii, zgodnej z zaleceniami ekspertów, poprawiłoby rokowania pacjentów.

Nowe wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w leczeniu niewydolności serca

Dnia 27 sierpnia 2021 r. na Kongresie ESC zostały zaprezentowane nowe zalecenia i algorytm leczenia farmakologicznego w ramach „Wytycznych dotyczących niewydolności serca 2021”, uwzględniających po raz pierwszy dapagliflozynę (SGLT2i), dla której w ostatnim czasie opublikowane zostały przełomowe wyniki badań. To farmakoterapia, która od listopada 2020 roku jest zatwierdzona do leczenia niewydolności serca w Europie i staje się standardem leczenia. Nie dotyczy to jednak Polski - mimo deklaracji ministerialnych urzędników o refundacji w maju lub lipcu br., pacjenci nadal czekają na dostęp do nowoczesnego leczenia.

– Dziś SGLT2 otrzymało najwyższe zalecenia (klasy IA) w leczeniu pacjentów z niewydolnością serca ze zmniejszoną frakcją wyrzutową z najwyższym poziomem dowodów (A). Uproszczony algorytm leczenia tych pacjentów kładzie nacisk na wczesne podawanie czterech głównych klas leków: ACE/ARNI, beta-blokerów, MRA i SGLT2. Oznacza to, że inhibitory SGLT2 rekomendowane już od samego początku choroby na równi z innymi terapiami, bez względu na etap leczenia czy leki, które wcześniej przyjmował pacjent. Zdajemy sobie sprawę z ograniczonych możliwości budżetowych NFZ, dlatego apelujemy o udostępnienie terapii choćby tym, którzy najpilniej jej potrzebują. Ci pacjenci nie mają już innej drogi leczenia. Jako lekarz, staję przed dylematem czy przepisać pacjentom lek, który nie jest refundowany. To często osoby, których domowy budżet nie pozwala na dodatkowy koszt. Na wrześniowej liście refundacyjnej nadal nie ma dapagliflozyny. – mówi z rozczarowaniem dr Marta Kałużna-Oleksy – kardiolog i prezes Stowarzyszenia Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Cisza, która niepokoi pacjentów

Wokół refundacji nowoczesnej farmakoterapii i wdrożenia koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością ze strony Ministerstwa Zdrowia zapadła cisza. Porozumienie Organizacji Kardiologicznych, które skupia dziewięć organizacji pacjenckich w kardiologii jest otwarte na dialog z resortem. Na listy i prośby o spotkanie wysyłane do urzędników Ministerstwa Zdrowia, nie ma odzewu. Jak mówią sami pacjenci, mimo to mają nadzieję, że urzędnicy dotrzymają swoich deklaracji składanych wielokrotnie na wydarzeniach publicznych dotyczących systemu ochrony zdrowia, a niepokojąca cisza w tym temacie zostanie przerwana. Wobec tej sytuacji, Rzecznik Praw Pacjenta, Minister Bartłomiej Chmielowiec, skierował oficjalne pismo do resortu zdrowia z prośbą o ustosunkowanie się do sytuacji.

Dramat pacjentów

Przewodnicząca „EcoSerce” Agnieszka Wołczenko podkreśla, że nie ma czasu na oszczędzanie na zdrowiu pacjentów z niewydolnością serca. – Przez wiele lat było nas stać na hospitalizowanie tych chorych, choć koszty pochłaniały ponad 90% budżetu przeznaczonego na leczenie tego schorzenia. Przy jednoczesnej niezdolności do pracy kilkuset tysięcy pacjentów, wspomnianych hospitalizacjach, potencjalnie utraconych przychodach z tytułu podatków i wzrostu PKB – prawdopodobnie „koło nosa“ przez całe lata przeszły miliardy złotych, ale widocznie na taką rozrzutność było nas stać. Brak reakcji ze strony administracji publicznej na apele chorych i ekspertów, dane mówiące o kosztach pośrednich czy niskiej przeżywalności oraz wysokiej śmiertelności nie były wystarczająco przerażające, aby przekonać decydentów o konieczności podjęcia pilnych i zintegrowanych działań – ubolewa. Podaje przykład 51-letniego chorego z Chodzieży. – Zaawansowana niewydolność serca, niezdolność do pracy, depresja. Chory po kilku wyładowaniach kardiowertera-defibrylatora, sparaliżowany myślą o wyjściu na spacer czy do ogrodu, mający w głowie jedno – jak upadnie podczas prac ogrodowych, żona szybko go nie znajdzie. Brak możliwości wykupienia leków na łączną sumę kilkuset złotych, brak perspektyw i nadziei. To jedna z tysięcy podobnych historii, które poznałam przez ostatnie lata – opowiada.

PDF

Zobacz także