Zarządzenie NFZ w sprawie programów lekowych ze szkodą dla pacjentek

Fot. MedExpress TV
O pilnych potrzebach w onkologii, Krajowej Sieci Onkologicznej i ograniczeniach administracyjnych w dostępie do leczenia mówi prof. Tadeusz Pieńkowski, dyrektor medyczny Radomskiego Centrum Onkologii, prezes Polskiego Towarzystwa do Badań nad Rakiem.
Edyta Hetmanowska 2018-08-07 14:32

Panie Profesorze, obawy pacjentów oraz klinicystów wywołało zarządzenie prezesa NFZ dotyczące programów lekowych. NFZ premiuje określoną formę podawania trastuzumabu. Jakie to rodzi niebezpieczeństwo?

Lek, o którym mowa, by podać go dożylnie, należy przeliczyć jego podanie indywidualnie dla każdego pacjenta. Trzeba go rozpuścić w odpowiedniej objętości płynów. To czynności pochłaniające czas i pieniądze. Natomiast przy leku w postaci podskórnej odpadają koszty związane z przygotowaniem. Taki lek podaje się przez kilka minut podskórnie i sprawa jest zakończona. Czyli, z punktu widzenia obciążenia pracą ośrodków, czasu pacjenta, ta forma podskórna jest korzystniejsza. Podawanie leku w postaci dożylnej wydłuża czas pracy ośrodków, jaki mogłyby one poświęcić na leczenie chorych.

Zapytaliśmy ministra zdrowia o zarządzenie i dostępność leku. Minister Szumowski odpowiedział, że zarówno jedna, jak i druga forma są dostępne.

Jeżeli pacjenci piszą do instytucji, że czegoś nie otrzymują, to zwykle otrzymują odpowiedź, że lekarz jest suwerenny w podejmowaniu decyzji, że dyrektor szpitala może kupić dowolną ilość leku. To jest oczywiście prawdą. Natomiast problemem jest sfinansowanie takiego zakupu. Jeżeli lek jest nierefundowany to szpital nie dostanie pieniędzy z NFZ za jego zakup. W przypadku leków szpital kupuje takie które są wyłaniane jako najbardziej korzystne w ramach przetargu.

Czyli w praktyce zarządzenie ogranicza dostępność do konkretnej formy leku?

Zarządzenie ogranicza praktyczną dostępność formy podskórnej dla ludzi. Teoretycznie obie formy są dostępne. Minister nie zarządził, że postać podskórna ma od jutra zniknąć z Polski. Wydano zarządzenie powodujące, że dla dyrektorów szpitali korzystniejsza finansowo będzie forma dożylna. Obie formy podawania są równie skuteczne. Wyliczenia przeprowadzone w Polsce i na świecie, pokazują, że podskórne podawanie jest tańsze. Lek w formie podskórnej nie wymaga rozpuszczania, na początku podaje się dwie ampułki, potem już po jednej. Samo podanie trwa kilka minut.

Z czym może wiązać się dla pacjentki zamiana formy podawania leku z podskórnej na dożylną?

Przy podawaniu dożylnym chora spędzi znacznie więcej czasu w ośrodku. Wszystkie działania, które administracyjnie ograniczają dostępność leczenia są ze szkodą dla chorych.

A czy nie obawia się Pan, że wkrótce pojawią się podobne zarządzenia w stosunku do innych leków?

Niechybnie pojawią się takie zarządzenia. Niepokoi mnie to. Niepokoi mnie to, że nakłady na ochronę zdrowia w Polsce są karczemnie niskie. Per capita powyżej czerech procent PKB to bardzo mało. Niepokoi mnie to, że nie ma Narodowej Strategii Zwalczania Chorób Nowotworowych. Niepokoją mnie kolejki - szpital może wykonać tyle zabiegów diagnostycznych i terapeutycznych, na ile ma pieniędzy. I stąd ustawia ludzi w kolejkach co rodzi powstawanie mechanizmu kontrolowania tego i samonapędzającego się mechanizmu do generowania kosztów.

I frustrację pacjentów…

Pacjenci mają przecież dostęp do informacji i wiedzą co się dzieje na świecie i jak tam się leczy. Chcą, by u nas też tak było. A nie jest. Gościłem kiedyś lekarza z Anglii eksperta w dziedzinie finansowania ochrony zdrowia. On powiedział, że gdyby taka sytuacja, jaka jest w Polsce w ochronie zdrowia była w Anglii, to ludzie by się zbuntowali i rząd by upadł. Nie byłoby to akceptowane. W Polsce ludzie jeszcze się nie buntują, bo każdy uważa, że sobie coś załatwi. I rząd nie czuje u nas parcia od strony pacjentów, które zmusiłoby go do podjęcia działań.

Premier Morawiecki zapowiedział powołanie Narodowego Instytut Onkologii. Tymczasem minister zapowiedział, że zamiast Instytutu będzie Krajowa Sieć Onkologiczna

Kluczowe jest to, kto będzie środki dzielił i kto będzie decydował o tym, kto i co będzie mógł zrobić. Obawiam się centralizacji. Ale, mam zbyt mało danych bym mógł się o tym wypowiedzieć. Na pewno Polsce jest potrzebna strategia leczenia chorób nowotworowych czyli , działań angażujących wszystkie siły państwa do zwalczania chorób nowotworowych. Medycyna naprawcza stanowi część takich działań. Ale nie tylko. Myślę, że palącą potrzebą w Polsce jest to, że koszty pośrednie chorób nowotworowych są bardzo wysokie. One są 6 do 8 razy większe niż te ponoszone przez NFZ. Lwią część kosztów pośrednich stanowią utracone koszty zarobków chorych oraz kosztów związanych z ich podróżowaniem na leczenie do ośrodków onkologicznych. Polsce potrzebne jest rozwiązanie ułatwiające pacjentom onkologicznym łatwiejszy dostęp do ośrodków onkologicznych, by mniej spędzali w nim czasu na oczekiwaniu oraz stworzenie systemu refundowania dowożenia chorych do takich dużych ośrodków.

PDF

Zobacz także