Prof. Stanisław Kłęk: Żywienie medyczne to oszczędność dla systemu

Fot. MedExpress TV
Żywienie medyczne pełni istotną rolę terapeutyczną, szczególnie w takich obszarach jak onkologia. Zgodnie z wynikami badań European Cancer Patient Coalition ponad 92 proc. pacjentów onkologicznych nie otrzymuje żadnej informacji na temat roli żywienia w terapii, a 77 proc. nie została skierowana do dietetyka lub specjalisty ds. żywienia klinicznego.
Wojciech Laska 2020-02-03 09:38

Odpowiedzią na to wyzwanie może być nowy wysokobiałkowy produkt do żywienia pozajelitowego, który z początkiem roku został zaprezentowany przez firmę Baxter. O nowy produkt oraz rolę żywienia medycznego w terapii zapytaliśmy prof. Stanisława Kłęka, prezesa Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.

Dla jakich pacjentów zastosowanie nowego wysokobiałkowego produktu do żywienia pozajelitowego może mieć szczególne znaczenie?

prof. Stanisław Kłęk: Są to pacjenci narażeni na nasilony katabolizm. Najlepszym przykładem będą pacjenci intensywnej terapii czy po prostu krytycznie chorzy pacjenci, u których rozpad masy mięśniowej w pierwszych dobach krytycznego zachorowania jest dosyć duży, pacjent traci około dwustu, trzystu gramów azotu, nawet czasem do kilograma mięśni rozpada się u takiego pacjenta. U takich pacjentów odbudowa takiej utraty jest bardzo trudna. Im szybciej zareagujemy w leczeniu żywieniowym, a w dodatku włączymy podaż dużych dawek aminokwasów, czyli po prostu białka, mamy szansę powstrzymać ten rozpad a dwa, doprowadzić do odbudowy włókien mięśniowych.

Jest Pan autorem rekomendacji dotyczących stosowania żywienia medycznego. Dlaczego, pomimo licznych dowodów na to, że terapia żywieniowa ma znaczny wpływ na efekt leczenia, nie jest ona normą w opiece nad polskimi pacjentami?

prof. Stanisław Kłęk: Myślę, że wynika to z braku edukacji na temat leczenia żywieniowego podczas studiów medycznych. Niestety, nie ma takiego przedmiotu, a temat porozrzucany jest na różne pola medycyny np. anestezjologię, chirurgię czy na zajęcia z interny. Tak naprawdę nie ma jednej myśli przewodniej, która by uczyła młodego medyka rangi leczenia żywieniowego. To jest wbrew pozorom nie tylko polski problem, ale istniejący na całym świecie. Polskie Towarzystwo Żywienia i Metabolizmu już od kilku lat podejmuje działania na rzecz zmiany tego stanu rzeczy. Najbliższe spotkanie odbędzie się podczas kolejnej grupy roboczej Europejskiego Towarzystwa. Liczymy na to, że uda się pewne porozumienie wypracować, gdyż obecni na niej mają być rektorzy i prorektorzy uczelni medycznych.

Co należy zrobić, aby pacjenci w Polsce mogli korzystać z terapii żywieniowej w domu, zgodnie z rzeczywistymi potrzebami?

prof. Stanisław Kłęk: Żeby pacjent w pełni mógł korzystać z terapii domowych (żywienia dojelitowego czy pozajelitowego) trzeba zmienić sposób myślenia o domowych interwencjach medycznych. Płatnik i Ministerstwo Zdrowia również muszą zrozumieć, że terapie przeprowadzone w domu są dużo tańsze i tak naprawdę bardziej efektywne niż prowadzone w szpitalu. Innymi słowy, opłaca się to, aby pacjenta jak najszybciej ze szpitala wypisać i zapewnić mu opiekę domową, w tym m.in. żywienie czy dojelitowe, czy pozajelitowe. Wymaga to zmiany sposobu rozumowania, jak chodzi o służbę zdrowia. Kilka lat temu przeprowadziliśmy badanie, z którego jasno wynika, że średnia oszczędność na pacjenta, mimo pieniędzy wydanych na dom wyżywienia, to pięćset dolarów przynajmniej. W związku z tym myślę, że jest to odpowiedź na pytanie. Płatnik musi zrozumieć, że opłaca się pacjenta leczyć w domu.

Wspomniał Pan, że nakłady na żywienie medyczne może przynieść pewne oszczędności. Czy w takim razie nakłady te powinny być zwiększone i na co powinny być przeznaczone w pierwszej kolejności? Czy możemy czerpać inspiracje z przykładów innych państw?

prof. Stanisław Kłęk: W pierwszej kolejności powinny zostać zniesione limity, które nałożone są na żywienia medyczne, szeroko pojęte szpitalne, ale szczególnie domowe. To z czym się teraz przede wszystkim borykamy to sytuacja, w której pacjenci całymi miesiącami muszą czekać na to, by mogli być włączeni do opieki domowej. To w praktyce powoduje, że albo z powrotem trafiają do szpitala, bo nie są w stanie wytrzymać na diecie doustnej, diecie mieszanej, miksowanej, albo się wikłają i z tego powodu trafiają do szpitala, albo po prostu umierają podczas oczekiwania w kolejce. Problem jest taki, że nie ma jednego poglądu w naszym kraju na ten temat. Nie można powiedzieć, że wszystkie regiony NFZ traktują pacjentów w ten sam sposób, bo mamy województwa typu Małopolska, gdzie Fundusz rozumie tę potrzebę i dosyć szybko stara się zapobiec takim sytuacjom. Ale mamy też województwa, np. pomorskie, gdzie pacjent czeka półtora roku na włączenie. Przez półtora roku na diecie miksowanej w domu albo bez żywienia dożylnego, pacjent nie ma szans przeżyć. I to zawsze kończy się źle.

PDF

Zobacz także