Apel prof. Brenta Kinga, epidemiologa z University of Maryland Medical Center

Thinkstock/GettyImages
„Jako naukowiec zauważyłem, że dwa aspekty obecnej sytuacji nie są dostatecznie nagłaśniane, albo w ogóle nie przebijają się do mediów społecznościowych. Chciałbym, aby te dwie kwestie stały się dla wszystkich jasne i jednoznaczne.”
Medexpress 2020-03-31 17:25

Drodzy Państwo,

Jestem epidemiologiem chorób zakaźnych i dlatego czuję się moralnie zobowiązany do przekazania pewnych informacji na temat tego, jak środki dystansu społecznego wpływają na dynamikę transmisji wirusa.

Jako naukowiec zauważyłem, że dwa aspekty obecnej sytuacji nie są dostatecznie nagłaśniane, albo w ogóle nie przebijają się do mediów społecznościowych. Chciałbym, aby te dwie kwestie stały się dla wszystkich jasne i jednoznaczne.

Po pierwsze jesteśmy w początkowej fazie epidemii. Oznacza to, że nawet przy stosowaniu zasad dystansu społecznego w nadchodzących tygodniach liczba przypadków i zgonów będzie wzrastać na całym świecie.

Nasze szpitale będą przeciążone i niewydolne, będą umierali ludzie, którzy nie musieliby umrzeć.

To może sprawić, że niektórzy zaczną myśleć, iż środki dystansu społecznego nie działają.

Tak nie jest. One działają.

Niektórzy mogą czuć się zniechęceni. Nie powinni. Jest to normalne w sytuacji chaosu. Ale jest to również normalna trajektoria takich epidemii.

Zachowajmy spokój.

Wróg, z którym przyszło się nam mierzyć, jest bardzo dobry w tym, co robi. Ale my nie możemy zawieść. Wszyscy musimy wytrwać, ponieważ epidemia nieuchronnie przybiera na sile.

To nie jest moja opinia. To jest bezlitosna „matematyka pandemii”, dziedzina, której zrozumieniu ja i moi koledzy poświęciliśmy całe zawodowe życie. Obecna epidemia nie jest pod tym [matematycznym] względem wyjątkowa. Widzimy co się dzieje i wiemy, co się stanie. Chcę pomóc Wam przygotować się na to, co nieuchronnie nas czeka. Pozostańmy silni, solidarni, wiedząc z absolutną pewnością, że to, co robimy, ratuje życie, nawet gdy dookoła ludzie zaczynają chorować i umierać. Gdy poczujecie, że chcecie się poddać – nie róbcie tego!

Po drugie, mimo że środki dystansu społecznego zostały (przynajmniej na razie) dobrze przyjęte [w USA], pewne zjawisko, choć oczywiste, wciąż nie jest brane pod uwagę. Chodzi o rolę określonych grup społecznych, przede wszystkim rodzin, w transmisji choroby. Jakkolwiek dystans społeczny zmniejsza kontakt z innymi członkami społeczeństwa, zwiększa jednak kontakty pomiędzy członkami grupy. Ten „drobny” i oczywisty fakt ma zaskakująco wielki wpływ na dynamikę przenoszenia chorób.

Liczne badania pokazały, że jeśli nawet istnieje tylko niewielka styczność między grupami (np. kolacja towarzyska, plac zabaw itp.), trajektoria epidemii nie różni się zbytnio od sytuacji, gdyby w ogóle nie powzięto żadnych środków zapobiegawczych. (…) Tymczasem całą rodzinę powinno się postrzegać jako „jeden organizm” – jeśli jedna osoba narazi się na ryzyko, wszyscy członkowie rodziny są zagrożeni.

Oto przykład, jak skutki pozornie niewiele znaczących kontaktów społecznych rosną z niepokojącą szybkością: jeśli twój syn odwiedzi dziewczynę, a później ty wyskoczysz do sąsiadki na kawę, twoja sąsiadka stanie się epidemiologicznie „połączona” z zainfekowanym pracownikiem biurowym, któremu matka dziewczyny twojego syna parę dni wcześniej uścisnęła dłoń. To nie jest żart, to nie jest przesada, to nie jest hipoteza. My, epidemiolodzy, mamy na to twarde dane!

Zależności te działają jednak – na szczęście – także w drugą stronę. Każde przerwanie ogniwa w łańcuchu kontaktów międzyludzkich blokuje przenoszenie się choroby w połączonej tym łańcuchem grupie. W przeciwieństwie do mycia rąk i innych środków ochrony osobistej – efekty wprowadzania dystansu społecznego dotyczą nie tylko jednostek, ale całych społeczeństw. Trzeba jednak czasu, aby efekt tych zabiegów stał się dostrzegalny.

Trudno sobie uzmysłowić (nawet mi!), jak jedno nierozsądne „krótkie spotkanko” może zniweczyć wielkie wysiłki wcześniej podejmowanych interwencji w zakresie zdrowia publicznego. Ale tak właśnie się dzieje. Naprawdę, tak właśnie jest. I nie da się tego przechytrzyć! A ludzie próbują – tu małe spotkanko, tam wizyta u fryzjera albo niepotrzebnie długie wędrowanie pomiędzy sklepowymi regałami. Takie zachowania, z punktu widzenia dynamiki transmisji wirusa, bardzo szybko „regenerują” gęstą sieć społecznych połączeń, podważając tym samym ciężkie wysiłki podjęte w celu przerwania ich w wielu miejscach.

Dopóki nie będzie szczepionki, ta bezprecedensowa epidemia nie zostanie przezwyciężona żadną odgórną decyzją, żadnym centralnym działaniem. Potrzebne są niezliczone indywidualne działania będące następstwem rozsądnych decyzji jednostek. Ten wirus nie wybacza decyzji błędnych.

Celem tego apelu jest przygotowanie Państwa na to, co nadejdzie w najbliższych tygodniach. Łatwo będą rozpowszechniać się wtedy twierdzenia, że to, co robimy – nie działa. Jednych sparaliżuje strach, inni będą mieć pokusę łamania zaleceń, ulegając złudzeniu, że i tak nic one nie dają.

Opierając się na danych naukowych, wiemy, czego się spodziewać, wiemy też, jak ważne jest utrzymanie środków dystansu społecznego. Mam nadzieję, że przekazując te informacje, przyczyniam się do podtrzymania „ducha wspólnoty” i zachęcam do działań, które pomogą nam wszystkim przetrwać ten niepewny czas.

Brent King, profesor Centrum Medycznego Uniwersytetu Maryland

PDF

Zobacz także