Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie

Panie Ministrze – wstyd!!!

MedExpress Team

Dr n. med. Marek Derkacz

Opublikowano 7 czerwca 2013 15:39

Panie Ministrze – wstyd!!! - Obrazek nagłówka
Fot. arch. red.
List otwarty wystosowany przez Bartosza Arłukowicza do polskich lekarzy w opinii medyków świadczy o bezsilności ministra zdrowia, który odpowiedzialność za niekompetencje kierowanego przez siebie resortu usiłuje zepchnąć na „przyjaciół” lekarzy.

          Zdrowie i życie to wartości najważniejsze, które znajdują się na szczycie hierarchii wartości większości z nas. Z kolei szeroko pojęte „zdrowie obywateli” to jeden z najważniejszych priorytetów w normalnie funkcjonujących krajach. Ale czy we wszystkich? Czy w Polsce również? Odpowiedź wszyscy chyba doskonale znamy.  Ochrona zdrowia społeczeństwa  niestety nie znajduje się na liście priorytetów ludzi sprawujących władzę w naszym kraju. W ramach źle pojętych oszczędności, błędnej polityki oraz często nie do końca przemyślanych ustaw i rozporządzeń w Polsce dokonuje się powolnego demontażu publicznej służby zdrowia, przy okazji skutecznie  odbierając pacjentom poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego. A przecież polityka dotycząca ochrony zdrowia   w państwie powinna solidnie opierać się na rzeczywistej ochronie zdrowia i życia jego obywateli. W Polsce niestety bardzo łatwo można odnieść wrażenie, że jej celem jest nie ochrona zdrowia i życia, a ochrona mocno ograniczonych funduszy na zdrowie przed …samymi chorymi. Patologiczny system, który funkcjonuje w naszym kraju to przysłowiowy chwiejący się kolos na glinianych nogach, oparty na skrajnym niedofinansowaniu i zbiurokratyzowaniu służby zdrowia. W teorii  niemal wszystko chorym się należy, ale często ci sami chorzy  umierają znacznie wcześniej, bo choroba niestety nie rozumie, że na operację czy poradę specjalisty trzeba  często odczekać w kolejce wiele miesięcy…  Ludzie coraz bardziej boją się o własne zdrowie, bo dostęp do leczenia stale  się pogarsza. Nakładane na szpitale surowe i często do końca niezrozumiałe  limity przyjęć prowadzą  do sytuacji, że  chorzy, którzy znaleźli się poza tzw. „limitem” są często traktowani, jako zło konieczne i stanowią jedynie balast dla szpitali, o ile zostaną w ogóle do nich przyjęci. Z kolei lekarze zastraszani nawet w opinii prawników rażąco wygórowanymi karami , jakie choćby może nałożyć na nich NFZ za błędnie wypisane recepty coraz częściej piszą leki ze 100% odpłatnością, pomimo prawa pacjentów do refundacji. Takie działania spowodowane polityką zastraszania rozkładają  na łopatki skromne budżety coraz większej liczby polskich rodzin lub powodują, że chorzy  nie wykupują potrzebnych im leków.

                Większość z nas, zarówno lekarzy jak i pacjentów już dawno przekonała się, że priorytetem polityki uprawianej przez rządzących nie jest zdrowie obywateli, o czym jasno świadczą nakłady, jakie w Polsce przeznaczane są na ochronę zdrowia i życia. Wśród państw unijnych na zdrowie swoich mieszkańców Polska wydaje praktycznie najmniej, zarówno w przeliczeniu na statystycznego mieszkańca, jak i w odniesieniu do odsetka PKB.  W oczywisty sposób odzwierciedla to stosunek decydentów do  zdrowia i życia ludzkiego.

Kiedyś ludziom wpajano, że  „ojczyzna jest jak matka”.  Ale przecież każda kochająca matka najbardziej dba o zdrowie swoich dzieci!  Biorąc pod uwagę  nakłady na ochronę zdrowia w naszym kraju i inne wydatki, czy trwonienie publicznych pieniędzy, współczesną Polskę  można by  porównać do złej kobiety, która zamiast na leki dla chorych dzieci woli pieniądze wydać na kolejną  wyzywającą kolorową kieckę i krzykliwe pomadki, by podobać się starającym się o jej względy.  A dzieci? A niech tam sobie bidulki chorują…

            Gdy jest bardzo źle to zazwyczaj szuka się winnych. Niektórzy mają tak, że winę lubią zrzucić na innych, a nuż się uda i ludzie uwierzą, a to pozwoli trwać dalej i uniknąć odpowiedzialności. Nic bardziej błędnego, bo Polacy to nie stado baranów, które uwierzy w każdą sprzedaną im historię. My jako lekarze z kolei mając na co dzień kontakt z pacjentami i ich rodzinami powinniśmy uświadamiać  tych nie do końca  świadomych i mówić im co leży u podstaw złej sytuacji w ochronie zdrowia.  Na szczęście tych nie do końca uświadomionych  pacjentów jest coraz mniej i ludzie coraz częściej sami zdają sobie sprawę jak mało ważna jest dla polskich decydentów  polityka w zakresie ochrony zdrowia.

             Przed kilkoma dniami minister zdrowia Bartosz Arłukowicz na łamach Gazety Wyborczej postanowił zaapelować do „przyjaciół”  lekarzy. W tym celu napisał list otwarty o którym od kilku dni mówi cała Polska.   Dlaczego akurat wybrał taki sposób komunikacji z lekarzami? Jak to się mówi – „Na początku najważniejsza jest idea”. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zamysłem ministra było publiczne wskazanie winnych złej sytuacji w ochronie zdrowia i odwrócenie uwagi coraz bardziej rozwścieczonych i rozczarowanych polityką zdrowotną rządu pacjentów.  Za kozły ofiarne wybrał „przyjaciół lekarzy”, którym w opinii większości czytających list dyskretnie zarzucił nieprzestrzeganie zasad etyki i wezwał …UWAGA! - do rewizji Kodeksu Etyki Lekarskiej!   List został wystosowany w odpowiedniej oprawie, dodatkowo  podobno opracowany przy wsparciu grupy samodzielnych pracowników naukowych prestiżowych polskich uniwersytetów. Ta socjotechnika miała oczywiście na celu wzmocnienie społecznego przekazu zawartych w nim treści. Pod listem zamieszczono informację, że  powstał we współpracy m.in. z profesorami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego. Prestiż największych i szanowanych w Polsce uniwersytetów został użyty jako element socjotechnicznego triku wymierzonego w całe polskie środowisko lekarskie. Ale co tu mówić, marketing polityczny ponad wszystko!  A swoją drogą, ciekawe co o całej sprawie i tych kilku profesorach myślą władze wyżej wymienionych uczelni? Przy okazji jeśli już mówimy o ludziach, którzy chcą uczyć lekarzy etyki i zmieniać obowiązujący od lat Kodeks Etyki Lekarskiej, warto wspomnieć, że jeden ze współpracujących przy pisaniu ministerialnego listu do lekarzy profesorów „etyków” jest felietonistą polskiego tygodnika antyklerykalnego Fakty i Mity. Z kolei wspierająca w liście Bartosza Arłukowicza pani profesor, od początku transformacji ustrojowej w Polsce w 1989 roku aktywnie działała przeciw delegalizacji aborcji, a potem zajęła się wspieraniem organizacji pozarządowych dążących do liberalizacji tzw. ustawy antyaborcyjnej. Takie fakty powinni znać  nie tylko lekarze, ale prawo do tego typu informacji powinni mieć również nasi pacjenci. Jest oczywiste, że lekarze nigdy nie zgodzą się, by  zawodowej etyki opartej od zarania dziejów na ochronie życia i zdrowia ludzkiego uczyły ich osoby o mówiąc delikatnie  nieco kontrowersyjnych poglądach. Czy tacy ludzie mają moralne prawo, by polskich lekarzy nawet próbować uczyć etyki, a tym bardziej  zmieniać Kodeks Etyki Lekarskiej?!  Oczywiście, że  nie.  W artykule  2 Kodeksu Etyki Lekarskiej  można przeczytać:  Powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego, zapobieganie chorobom, leczenie chorych oraz niesienie ulgi w cierpieniu; lekarz nie może posługiwać się wiedzą i umiejętnością lekarską w działaniach sprzecznych z tym powołaniem”.  Chyba każdy się ze mną zgodzi, że w tym punkcie kodeksu zmiany na pewno nie są nam potrzebne...

Pomysł ministra Arłukowicza na napisanie listu w opinii lekarzy jest socjotechnicznym zabiegiem mającym na celu odwrócenie uwagi od istotnych problemów w ochronie zdrowia. Do przesady zbiurokratyzowany system, w którym pacjent jest mniej ważny od dokumentacji, procedury i punktów JGP został stworzony przez polityków wbrew protestom środowiska lekarskiego. A swoją drogą wielka szkoda, że wtedy dostatecznie nie wsparli nas  pacjenci, którzy tak naprawdę najbardziej ucierpieli na majstrowaniu rządzących przy ochronie zdrowia.  Lekarze wbrew swojej woli i mimo sprzeciwów, jakie wielokrotnie zgłaszali, stali się marionetkami w rękach polityków i urzędników. Stali się częścią chorego i nie do końca ludzkiego systemu.  Gdy wszystko się wali,  politycy odpowiedzialni za obecny stan ochrony zdrowia w Polsce starają się lekarzy przedstawić w negatywnym świetle, tylko po to, by zrzucić na nich winę, straszyć nimi pacjentów i przy okazji odwrócić ich uwagę od niewydolnego systemu ochrony zdrowia.   Minister Arłukowicz i jego ekipa już dawno powinni zastanowić się, w jaki sposób skutecznie i na stałe zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia, tak by polscy pacjenci mogli w końcu poczuć się bezpiecznie. Jeśli tego nie zrobią powinni dla  dobra i bezpieczeństwa pacjentów jak najszybciej zrezygnować z pełnionych funkcji. Wcześniej jednak wypadałoby publicznie  odpowiedzieć na ważne dla wszystkich pytania - Dlaczego chorzy na nowotwory  (kiedy każdy tydzień jest na wagę złota, a opóźnienie leczenia o kilka dni może oznaczać wyrok śmierci)  muszą czekać tygodniami, a niekiedy miesiącami na diagnostykę i leczenie? Dlaczego w Polsce ciągle brakuje pieniędzy na leczenie dzieci?!  Czemu polskie szpitale mają tak niskie kontrakty, przez co pomimo technicznych możliwości nie leczy się większej liczby pacjentów?  Prawo do ochrony zdrowia i życia nie może być limitowane, to jest właśnie nieetyczne! Dlaczego Polacy nie mają dostępu do nowoczesnych leków, kiedy cała Europa jest leczona nimi od wielu lat? (np. nowoczesne leki stosowane w leczeniu cukrzycy tzw. leki inkretynowe– refundowane praktycznie w całej Europie, ale nie w  Polsce). Dlaczego państwo w tak brutalny sposób gra zdrowiem i życiem milionów Polaków przeznaczając na ich leczenie środki nieadekwatne do potrzeb i procentowo najniższe wśród innych krajów Unii Europejskiej?  Czy nowe stadiony i sponsorowane z publicznych pieniędzy koncerty gwiazd popkultury powinny być ważniejsze od ludzkiego zdrowia i życia? Dlaczego w przeliczeniu na 10 000 obywateli mamy najmniej lekarzy w Europie i dlaczego lekarze znowu coraz cześciej wyjeżdżają z Polski w poszukiwaniu normalności, a pacjenci, szczególnie ci ciężko chorzy coraz częściej żyją w strachu o swoje zdrowie i życie?  Na pewno  nie dlatego, że nagle coś złego stało się z lekarską etyką (zawsze jak w każdym zawodzie byli i będą nieetycznie postępujący lekarze, ale ich liczba jak zdaje się sugerować pan minister nie zwiększyła się nagle o 50%, 30%, czy nawet 10%), ale ponieważ państwo nie dba o nich. To niestety dla rządzących tzw. „dobro pacjenta” wydaje się być obcym pojęciem, z czego pacjenci coraz częściej zdają sobie sprawę. Nieetyczne jest bowiem traktowanie przez władzę zdrowia po macoszemu, licząc na to, że chorzy sami sobie ze swoimi problemami poradzą, a na leczenie jeśli zajdzie taka potrzeba wysupłają przysłowiowy ostatni grosz.

             Panie Ministrze, dobry pomysł nie wystarczy i choć wydaje się Panu, że decydująca jest jego inscenizacja, bo polityka potrzebuje pozy, to powinien Pan wiedzieć, że wojny z lekarzami i pacjentami nie warto prowadzić, bo nigdy nie uda się  jej wygrać. Chorzy i ich rodziny widząc jak traktuje ich własne państwo będą wiedzieli jak zachować się przy wyborczych urnach. Osobiście również podzielam opinie lekarzy i pacjentów z którymi rozmawiam. Moim zdaniem w Pana liście nie chodziło głównie o apel do lekarskich sumień, a była to swojego rodzaju  zagrywka socjotechniczna, tu chodziło bardziej o obecność i medialne oddziaływanie, o podręcznikowe „odegranie roli”. Obym się mylił…

A skoro już Pan swój list do lekarzy zaczął słowami: „Wiele się mówi o błędach w systemie ochrony zdrowia, o zbyt niskich nakładach na leczenie i słabo wycenionych procedurach. Szukanie rozwiązań tych istotnych problemów to zadanie ministra zdrowia, rządu i parlamentu. Staramy się temu sprostać.”, to może należałoby się na poważnie zająć najważniejszymi problemami ochrony zdrowia. Zdrowie i życie wielu pacjentów w Polsce z uwagi na skandaliczne niskie finansowanie tego sektora są naprawdę zagrożone. Nie pana zadaniem jest poprawianie uznawanego od lat za jeden z lepszych w Europie polskiego Kodeksu Etyki Lekarskiej, niech Pan lepiej zajmie się realnymi problemami polskich pacjentów, którzy miesiącami czekają w kolejkach do lekarzy i szpitali , a decyzjami urzędników odbiera się im prawo do leków refundowanych. Po ostatnim spotkaniu Pana z przedstawicielami Naczelnej Izby Lekarskiej, prezes NIL  Maciej Hamankiewicz powiedział, że  na pytanie o proponowane zmiany kodeksu  nie potrafił Pan sprecyzować odpowiedzi. Co tu mówić, żle to o Panu świadczy…  

Nie da się ukryć, że kilkuletnie starania sprostaniu problemom ochrony zdrowia pańskiej ekipy zakończyły się fiaskiem, a Pan w obliczu zbliżających się strajków personelu medycznego i protestów pacjentów rozpoczyna rozmowy o  Kodeksie Etyki Lekarskiej?! Pan wybaczy, ale wygląda to trochę tak, jakby dowódca straży pożarnej stojąc przy płonącym domu pełnym ludzi wydał rozkaz nie gaszenia pożaru i ratowania ofiar pożaru,  ale …zdjęcia kota z rosnącego przy płonącym budynku drzewa. Z całym szacunkiem, ale w obliczu kryzysu w ochronie zdrowia  bardziej etyczne byłoby zajęcie się przewlekle chorym systemem i jego skrajnym niedofinansowaniem. Te rzeczy najbardziej zagrażają pacjentom, a apele lekarzy o poprawę warunków leczenia są od lat przez polityków zupełnie ignorowane. Pan natomiast stara się zasiać ziarno niezgody między lekarzami i  pacjentami.  Dlaczego Pan to robi? Dlaczego kreuje Pan wizerunek polskiego lekarza,  jako człowieka pozbawionego etyki, – bo tak właśnie wielu lekarzy i pacjentów Pana list odebrało. Czy podejmując taką grę z przesłanek politycznych warto łamać podstawowe zasady etyki? Dlaczego do publikacji swojego listu-apelu wybrał pan Gazetę Wyborczą, a wcześniej wielokrotnie zapraszany przez lekarskie organizacje do wspólnych rozmów o problemach służby zdrowia odrzucał Pan zaproszenia?  Pora wreszcie na poważnie zastanowić się jak zwiększyć nakłady na leczenie Polaków, a nie stosując tanie socjotechniczne sztuczki odwracać uwagę od spraw dla chorych najistotniejszych. Nie pogłębiania pańskich retorycznych i dialektycznych umiejętności oczekują pacjenci, ale kompetencji i działania na rzecz ochrony zdrowia.

Kończąc pozwolę sobie na zacytowanie wpisu dotyczącego Pańskiego listu do „przyjaciół” lekarzy, a znalezionego na jednym z medycznych portali, który sądząc po dalszych komentarzach  jego użytkowników odzwierciedla opinię środowiska lekarskiego. Oto on:

 „Treść tego listu świadczy o bezsilności ministra zdrowia, który odpowiedzialność za niekompetencje kierowanego przez siebie resortu usiłuje zepchnąć na kolegów lekarzy. Panie Ministrze – wstyd!!!”

Podobne artykuły

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)

Zobacz także

Leszek Borkowski
13 listopada 2023
27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak

Incydent studencki

30 października 2023
DSC_(1287) K.Rainka

Demografia, głupcze!

22 czerwca 2023
Michal-Modro-3
3 kwietnia 2023
Msolecka
Felieton

Mniej niż zero

22 marca 2023