„Smak Zdrowia”:

Ciało obce ze wstydu

Kalina Gierblińska

Opublikowano 25 listopada 2018, 20:07

Fot. Getty Images/iStockphoto
Kalina Gierblińska

Opublikowano 25 listopada 2018, 20:07

Wstyd – to się właśnie czuje w czasie choroby obok lęku, bólu, zimna, samotności, odrzucenia, paniki. Wstyd przytrafia się podczas rozmowy z lekarzem, kiedy trzeba się do czegoś „przyznać”, obnażyć się przed nieznajomą osobą, pokazać jak na tacy wszystkie ułomności ciała. Czuje się go w czasie badania, czasem po operacji albo przed zabiegiem czy badaniem, po wyjściu ze szpitala ze smutną i szarą ze zmęczenia twarzą. Zazwyczaj wstyd wywołuje niską samoocenę. Spychany jest gdzieś pod strzechy niepamięci, żeby jak najszybciej otrząsnąć się z nieprzyjemnych doświadczeń. Mało kto przygląda się wstydowi. Mało kto wie, że jego podstawową funkcją jest ochrona granic intymności i informowanie o tym, że są one zagrożone lub przekraczane. Wstyd to granica, która nas określa. Pamiętasz, kiedy ostatnio w gabinecie lekarz zapytał, czy może cię zbadać? No jasne, od dziecka nie możesz tego pamiętać. Zwłaszcza jeśli wszystkie zastrzyki i czopki podawano ci na siłę, bez tłumaczenia.

Obchód

Szpital uniwersytecki w dużym mieście. Na sali są cztery łózka. Na każdym z nich inna historia pooperacyjna. Ludzie leżą jak mumie. Nieruchomo wpatrują się w sufit. Agata to widzi i naciąga na siebie kołdrę. Boli ją brzuch, pachwina, nie może się ruszyć bez pomocy pielęgniarki. Do pokoju wchodzi ordynator z grupą młodych lekarzy. Kierują się od razu do niej. Ordynator przegląda kartę pacjentki. Zaczyna. – Tu mamy ciekawy przypadek. Niby prosta operacja wyrostka, ale była komplikacja – drapie się po uchu i ciągnie wywód niezrozumiałym dla Agaty językiem. Nawet nie wiedziała, że była komplikacja. Pozostali lekarze patrzą zza ordynatora wprost na nią, ładną i zadbaną. Oczy im się błyszczą, a usta wykrzywiają w koślawym uśmiechu troski.

– Widzicie linię szycia, jest nietypowa – odsłonił kołdrę sprawnym ruchem, pokazując fragment ciała Agaty. Lekarze synchronicznie przekierowali ciekawski wzrok na bliznę, która schodziła poniżej linii bioder. Zdziwili się. Agata nie mogła dosięgnąć brzegu pościeli, żeby zasłonić się przed gapiami.

– Może pan tu ze mnie nie robić jakiegoś eksponatu naukowego? – warknęła Agata i poczuła jeszcze większy wstyd.

– A jak studenci mają się uczyć? Trzeba było wybrać prywatną klinikę, a nie szpital uniwersytecki – zasłonił jej ciało kołdrą. Gromada lekarzy zniknęła za drzwiami po krótkiej chwili milczenia, w której każda ze stron oczekiwała słowa „przepraszam”.

– I po co się to tak na doktora boczyć. Ładnie zszył, blizny nie będzie prawie widać i takie podziękowanie! – powiedziała salowa, która w tym tłumie przez chwilę była dla Agaty niewidoczna. Kobieta pokręciła głową, energicznie poprawiając poduszkę na sąsiednim łóżku, na którym pacjent leżał bezwładnie na boku. Przypominał bezdomnego na autobusowej ławce. Agata dostrzegła niechcący kawałek jego nagiego, pomarszczonego tyłka. Sierpniowe słońce prześwietlało szare smugi w oknach.

Rutynowe badanie

Czekała przed gabinetem. Lekarz w sędziwym wieku wyszedł przed i wywołał ją z imienia i nazwiska. Zaprosił do środka, podał rękę i się przedstawił. Co za maniery, pomyślała. Pierwszy raz spotkała się z takim zachowaniem. Lekarz starej daty. Z jego twarzy bił ciepły blask i spokój. Trochę gaduła. Schludnie ubrany, koszula w kratę, równo przycięte paznokcie, wysoki i wyprostowany. Co panią do mnie sprowadza – zagaił. Obejrzał wyniki, wysłuchał uważnie, nie przerywał. Ilona czuła, że też bierze udział w tym badaniu, że wszystkie jej granice są uszanowane, że to żaden wstyd chorować jak ona. Endokrynolog zapytał, czy badała piersi. Ilona miała na sobie sukienkę bez ramiączek, zapinaną na suwak na plecach. Nie miała na sobie stanika. Tak, odpowiedziała pośpiesznie, choć to nie była prawda. Nie bada piersi regularnie. Zawstydziła się.

– Proszę zdjąć górę sukieneczki – zwrócił się jak do dziewczynki. Ilona spojrzała w bok, szukając sposobu, by się wykręcić. Wolała zbadać się u kobiety ginekologa, jednak nie umiała tego powiedzieć. Przecież lekarz jest tak uprzejmy. Nie wypada robić z siebie dziwadła, pomyślała.

– Pomóc pani ją rozpiąć?

– Nie, nie, nie trzeba – Ilona odsłoniła piersi i schowała się w ramionach. Wciąż patrzyła w bok. Wstyd rósł. Przecież to ważne, żeby badać piersi, powtarzała sobie w myślach, żeby się rozluźnić.

I że chyba głupia jakaś jest. Wydawało się jej, że to badanie trwało zbyt długo. Lekarz patrzył na jej twarz, w końcu spojrzała mu w oczy. Wystarczy, myślała. Lekarz powtórzył badanie. Lewa pierś, prawa. Nic nie mówił, tylko ją obserwował.

– Wystarczy – powiedział. I znów był uroczy, jak na początku. – Wszystko w porządku – dodał. Ilona ubrała się błyskawicznie. Nie wróciła do niego na kolejne badanie.


Przestrzeń, którą możemy wyznaczyć przed sobą zasięgiem rąk to pierwsza intymna granica. Drugą granicą jest ciało. Traktuj je jak swoje. Bycie pacjentem nie jest jednoznaczne z brakiem granic.

Art. 20 pkt. 1 Praw Pacjenta: Pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, w szczególności w czasie udzielania mu świadczeń zdrowotnych.


Źródło: „Smak Zdrowia” 11/2018 (czasopismo dostępne w wybranych aptekach i placówkach medycznych)

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

Tematy

Smak Zdrowia / prawa pacjenta / komunikacja lekarz-pacjent
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31