Czy dynamikę zakażeń zatrzymają godziny dla seniorów?

Fot. Getty Images/iStockphoto
Wbrew zapowiedziom szefa rządu, w sobotę nie przedstawiono ani jednej decyzji w sprawie funkcjonowania szkół. Rządowy sztab kryzysowy zdecydował o powrocie godzin dla seniorów w sklepach, aptekach i drogeriach oraz o doraźnej pomocy dla DPS-ów. Wszystko w imię ochrony najstarszych.
Medexpress 2020-10-11 14:34

Chronić seniorów trzeba, ale efektywnie będzie to możliwe tylko wtedy, gdy przerwiemy transmisję wirusa. Zmniejszymy – o ponad połowę – wskaźnik jego reprodukcji.

W tej chwili wskaźnik R dla całego kraju oscyluje wokół 1,7 i jest niebezpiecznie wysoki. Tymczasem realne środki bezpieczeństwa – powszechny obowiązek zakładania maseczek i godziny dla seniorów, plus „pudrowanie rzeczywistości” w postaci ograniczeń godzin funkcjonowania lokali gastronomicznych (tylko w strefach czerwonych) i nowy limit liczby gości weselnych (do 75 osób, od najbliższego tygodnia) eksperci komentują krótko: - Dalece niewystarczające.

Problemem numer jeden w tej chwili wydają się być szkoły – są badania, z których wynika, że stały się one jednym z największych rezerwuarów wirusa, co gorsza, odpowiadają za gwałtowny wzrost znaczenia transmisji rozproszonej. Ludzie, jak podkreślają epidemiolodzy, zakażają się już dosłownie wszędzie – w komunikacji publicznej, w domach, w sklepach. Znajdowanie ognisk zakażeń jest utrudnione lub wręcz niemożliwe – na przełomie września i października w przypadku niemal dwóch trzecich zakażonych nie udało się ustalić źródła zakażenia. To, w oczywisty sposób, utrudnia walkę z roznoszeniem wirusa przez przecinanie łańcuchów zakażeń. Rząd, również z oczywistych przyczyn, nie chce wprowadzać edukacyjnego lockdownu – który pociągnąłby za sobą konieczność wypłaty zasiłków dla części rodziców i zdezorganizowałby gospodarkę. Bo ochrona gospodarki to jeden z trzech strategicznych celów rządu na najbliższe tygodnie (miesiące?).

Tym celom (ochrona seniorów, utrzymanie gospodarki w obecnym rytmie, zwiększenie wydolności systemu ochrony zdrowia) nie towarzyszą jednak racjonalne decyzje taktyczne. Jak w soczewce widać to na przykładzie szkół. Tak, należy trzymać szkoły jak najdłużej otwarte, zarówno ze względu na stan gospodarki, jak i ze względu na dobrostan psychiczny dzieci. I – co nie mniej ważne – wyrównywanie szans edukacyjnych, bo zdalna edukacja to dodatkowy bonus dla dzieci ze środowisk uprzywilejowanych społecznie i ekonomicznie. Jednak żeby tak się stało, i żeby w ciągu 2-3 tygodni nie musiała zapaść decyzja o zamknięciu wszystkich szkół (i przedszkoli) konieczne (choć mocno spóźnione) byłyby decyzje:

- o nałożeniu przez rząd obowiązku zakrywania nosa i ust w szkołach, w przestrzeni publicznej (rozporządzenie rządu w tej sprawie zostawia decyzję dyrektorom, nie dając żadnych narzędzi do jej egzekwowania);

- pozwalające łatwiej podejmować decyzje o przechodzeniu na naukę hybrydową w klasach starszych, tak by przestrzeń szkolna umożliwiła stworzenie większego dystansu dla uczniów młodszych;

- zmieniające podstawę programową i dostosowujące ją do czasu pandemii (jedna trzecia przedmiotów w tych wyjątkowych czasach jest zbędnym obciążeniem).

Te decyzje powinny być przygotowane i opracowane latem. Nie zostały.

Bez zmian w szkołach nie da się przerwać łańcuchów zakażeń. A to oznacza, że ochrona seniorów – cel strategiczny – również się nie dokona, bo całkowita izolacja osób starszych (warto zwrócić uwagę, że w grupach podwyższonego ryzyka są nie tylko 60-70 latkowie i starsi, ale również osoby po 50. roku życia, nierzadko rodzice nastolatków) jest niemożliwa. Zrozumieli to Czesi, którzy w ubiegłym tygodniu wprowadzili system nauki hybrydowej i zdalnej dla wszystkich starszych uczniów, pozostawiając szkoły otwarte dla najmłodszych. Ale niewykluczone, że i ta decyzja jest spóźniona: w poniedziałek czeski rząd ma zastanawiać się nad powrotem do lockdownu, niemal tak ostrego, jaki był wprowadzony na wiosnę.

W Polsce, jeśli nie będzie radykalnego zmniejszenia wskaźnika reprodukcji wirusa i liczba zakażeń będzie rosnąć w tempie 10-20 proc. dziennie jeszcze przez kilka tygodni, system ochrony zdrowia nie wytrzyma – w części regionów szpitale już są na granicy wydolności. A mamy niespełna 5 tysięcy zajętych łóżek covidowych! – Łóżka nie leczą, respiratory nie leczą – mówią lekarze. Lekarzy nie przybędzie na drodze decyzji administracyjnych. Można ich przekierować ze zwykłych szpitali (zmniejszając dostępność dla pacjentów niecovidowych), można skierować na oddziały covidowe lekarzy w trakcie specjalizacji czy nawet stażystów. Ale aby miało to sens, trzeba – najpierw – podjąć decyzje, które w znaczący sposób zmniejszą napływ pacjentów w ciężkim i bardzo ciężkim stanie do szpitali. Inaczej wizja lombardzkiego scenariusza z marca zacznie się realizować prędzej, niż sobie możemy wyobrazić.

PDF

Zobacz także