Drobnokomórkowy rak płuca: ważna jest każda minuta

94463987
Thinkstock/GettyImages
- Resort zdrowia obiecywał nam, że 2020 r. będzie rokiem raka płuca. Skończyło się na obietnicach, bo pacjenci z drobnokomórkowym rakiem płuca wciąż nie mają dostępu do nowoczesnych leków, które mogą przedłużyć im życie – mówi Anna Żyłowska ze Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca Oddział Szczecin.
Medexpress 2019-11-05 08:20

Drobnokomórkowy rak płuca to niezwykle agresywny nowotwór. Szybko podwaja swoją masę i szybko daje przerzuty - do kości, wątroby, ale przede wszystkim do centralnego układu nerwowego. Rokowanie w tym nowotworze nie jest dobre. Tylko 5 proc. chorych ma szansę przeżyć 5 lat od rozpoznania choroby. W Polsce każdego roku ten typ raka płuca wykrywa się u około 3 tys. osób. - Dla chorych onkologicznie każdy tydzień ma znaczenie, nawet pół roku dłuższego życia jest dla nich bezcenne. Dzięki immunoterapii chorzy mogą spędzić ten ostatni okres życia w niezłej kondycji i robić to, co jest dla nich najważniejsze – podkreśla Anna Żyłowska inicjatorka powołania Rady Ekspertów ds. Drobnokomórkowego Raka Płuca.

Nierówność w dostępie do leczenia

Od lat 70., czyli przez 40 lat, do zeszłego roku nie pojawił się żaden nowy lek na drobnokomórkowego raka płuca. Dla tych chorych standardem była chemio- i radioterapia. Tymczasem dzięki nowoczesnym lekom inne typy raka płuca stały się chorobą przewlekłą. Nadzieją dla pacjentów z drobnokomórkowym rakiem było pojawienie się nowych terapii, czyli połączenie immunoterapii z chemioterapią. Daje to szansę na wydłużenie życia i nieczekanie na nawrót choroby w domu bez leczenia. Immunoterapia w fazie podtrzymującej jest bardzo dobrze tolerowana, ma dużo mniej działań niepożądanych w stosunku do chemioterapii i poprawia jakość życia. Niestety, w Polsce dla tych pacjentów jest niedostępna. Tymczasem chorzy nie zawsze są świadomi, na jaki rodzaj nowotworu cierpią i trudno jest im zrozumieć, dlaczego dla nich immunoterapia jest niedostępna. Anna Żyłowska apeluje do Ministerstwa Zdrowia, aby wszyscy chorzy mieli równy dostęp do immunoterapii oraz do wszystkich leków ukierunkowanych molekularnie. Zarówno pacjenci, jak i ich lekarze mają nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia będzie chciało wyrównać szanse pacjentów z rakiem niedrobnokomórkowym i drobnokomórkowym.

Czas płynie inaczej

W drobnokomórkowym raku płuca czas płynie inaczej. Dla tych chorych ważna jest każda minuta. Niestety, większość pacjentów trafia do lekarza z chorobą zaawansowaną, u około 75 proc. zgłaszających się nowotwór jest już rozsiany. – Tymczasem na wizytę u pulmonologa czeka się od 2 do 4 miesięcy – mówi Anna Żyłowska. W dodatku pandemia utrudniła dostęp do wszystkich lekarzy. Sporo czasu zajmuje więc postawienie diagnozy. W ramach NFZ skierowania na tomografię komputerową nie może wystawić lekarz POZ, tylko onkolog i pulmonolog. Do postawienia ostatecznego rozpoznania niezbędne jest także badanie patomorfologiczne, na wynik, którego niekiedy trzeba czekać miesiąc, oraz badanie genetyczne, na podstawie którego lekarz dobiera leki dla chorego. Zdaniem Żyłowskiej, należy wprowadzić opiekę koordynowaną. - Przede wszystkim pacjenci nie wiedzą, czego mogą oczekiwać i do kogo się zwrócić. Nie ma lekarza, który by bezpośrednio poprowadził chorego kompleksowo – podkreśla. - W dodatku brak dostępu do terapii, które są już stosowane praktycznie w całej Europie. Pacjenci proszą nas o kontakty do klinik poza Polską, a moim marzeniem jest, by można było ich leczyć w kraju – dodaje. Podkreśla, że ma nadzieję, iż uda się zmobilizować decydentów od spraw zdrowia, którzy obiecywali, że ten rok będzie rokiem raka płuca, bo na razie skończyło się na obietnicach.

Odbieranie nadziei

Lekarze najczęściej diagnozują drobnokomórkowego raka płuca u osób między 65. a 70. rokiem życia, ale coraz częściej wykrywają go u ludzi jeszcze przed czterdziestką. Niekojące jest to, że u tych młodych osób nowotwór jest bardziej agresywny niż u starszych. Rak płuca z założenia nie może być leczony operacyjnie ze względu na istniejące przerzuty i o ile chemioterapia daje bardzo szybkie efekty, o tyle u znaczącej części pacjentów następuje nawrót choroby, a z kolei około 15 proc. nie reaguje na chemioterapię pierwszego rzutu. U nich leczenie drugiego rzutu nie jest w ogóle możliwe. Pacjent, któremu lekarz nie zaproponuje żadnego leczenia zaczyna szukać informacji w Internecie i dowiaduje się, że są leki innowacyjne w Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych, które dla niego byłyby optymalne, ale w Polsce nierefundowane. Jak podkreślają psychoterapeuci zajmujący się chorymi na nowotwory, niezmiernie obciążająca psychikę chorego jest świadomość, że zostały zarejestrowane nowoczesne terapie, ale on nie może z nich skorzystać, bo nie zostały one objęte refundacją.

PDF

Zobacz także