Niech się mury pną do góry

Fot. K. Rainka
Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt.
Andrzej Sośnierz 2021-04-21 09:15

Naprawdę bardzo chciałbym za coś pochwalić ministerstwo, bo ciągła krytyka staje się nudna, a piszący te słowa może stać się niepoprawną zrzędą. Niestety, kolejny projekt ustawy, tym razem o 7-letnim planie transformacji nie dał mi szansy na napisanie czegoś dobrego.

Pomijając, mam nadzieję, że przypadkowe skojarzenia z opracowywanymi za tzw. komuny planami pięcio- i sześcioletnimi siedmioletnie plany transformacji mają być według pomysłodawców sposobem na naprawę systemu opieki zdrowotnej. Mając na uwadze, że sposób i proponowane czynniki, które miałyby być brane pod uwagę przy tworzeniu tych planów oraz sposób ich zatwierdzania oraz to, że podstawą opracowywania planów będą tzw. mapy potrzeb zdrowotnych staje się jasne, że plany te będą głównie planami inwestycji, remontów i zakupów, czyli będą się koncentrowały na problematyce strukturalnej, tj. na obiektach i ich wyposażeniu.

Tymczasem to, że system ochrony zdrowia w Polsce źle funkcjonuje nie wynika z problemów strukturalnych. Główne problemy ochrony zdrowia to problemy organizacyjne i funkcjonalne. Oczywiście również i struktura materialna opieki zdrowotnej wymaga ciągłego ulepszania, ale nie to jest jej głównym problemem i zakup np. kolejnego aparatu do badania metodą rezonansu magnetycznego w żaden sposób nie poprawi jej funkcjonowania.
Posłużę się tutaj dwoma przykładami z ostatniego okresu przepełnionego walką z epidemią. Cóż z tego, że w drugim kwartale ubiegłego roku minister Szumowski poinformował, że dostępna baza laboratoryjna umożliwia wykonywanie około 100 tys. testów dziennie, gdy w tym czasie – i to we wzlotach – wykonywano zaledwie około 30 tys. testów, a minister nie wiedział, dlaczego to nie działa. Cóż z tego, że dużym kosztem pobudowaliśmy bardzo duże szpitale tymczasowe na stadionach i w dużych halach, gdy nawet w czasie, kiedy bijemy światowe rekordy zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców, szpitale te nie były w stanie przyjąć takiej liczby pacjentów, jaką – budując je – zaplanowano. W jednym i drugim przypadku istniała odpowiednia struktura, i w jednym i drugim przypadku to wszystko po prostu nie działało tak, jak powinno.

Fundamentalną wadą projektu tej ustawy jest to, że zapowiadane plany miałyby być opracowywane na podstawie map potrzeb zdrowotnych, gdy tymczasem mapy te są mapami potrzeb tylko z nazwy, faktycznie są one głównie opisem istniejących zasobów. Problem z mapami zaczyna się od tego, że samo określenie „potrzeba zdrowotna” jest niedookreślone. Nie wiadomo, czy chodzi o potrzebę uzyskania policzalnych świadczeń zdrowotnych, czy też o poprawę pogorszonego stanu zdrowia. Czy chodzi o potrzeby związane z zachorowaniem czy też obejmuje działania profilaktyczne dla jeszcze zdrowych. Tak więc opracowywanie planów 7-letnich na podstawie map potrzeb, które nie są mapami potrzeb, to budowanie jednego fałszu opartego na drugim fałszu.

Czytając projekt, można odnieść wrażenie, że plany transformacji mają być metodą na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia. Tymczasem zajmować się one będą tylko wycinkiem problemu, pozostawiając i spychając konieczność poprawy sposobu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia na boczny tor. Tymczasem właśnie zajmowanie się głównie problemami strukturalnymi to jest właśnie boczny tor. Być może wynika to z tego, że Ministerstwem Zdrowia zarządzają technokraci spoza systemu ochrony zdrowia i dlatego sądzą, że system ochrony zdrowia będzie dobrze funkcjonował dzięki budynkom i sprzętowi. Tak, one są potrzebne, ale jak to czasami się mówi, budynki nie leczą.

I to daję pod rozwagę pomysłodawcom tworzenia planów 7-letnich. Znów wydamy duże pieniądze i ponownie wszystko będzie takie, jakie było. A może o to właśnie chodzi…

Źródło: „Służba Zdrowia” 4/2021

PDF

Zobacz także