Subskrybuj
Logo małe
Szukaj
banner

Rzadko się o tym mówi: Tacy jak wy tu nie przychodzą

MedExpress Team

Iwona Schymalla

Opublikowano 18 lutego 2026 07:31

"Tacy jak wy tu nie przychodzą" - usłyszała prof. Urszula Demkow w ośrodku adopcyjnym. Przyszła mimo to. I wzięła pod opiekę chłopca, którego nikt nie chciał. W nowym odcinku rozmawiamy o rodzicielstwie zastępczym od środka — o procedurach, trudnych nocach, systemie który zawodzi i miłości, która działa powoli, ucząc zaufania tam, gdzie wcześniej było tylko przetrwanie.
Rzadko się o tym mówi: Tacy jak wy tu nie przychodzą - Obrazek nagłówka

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Dlaczego prof. Urszula Demkow postanowiła wziąć na siebie odpowiedzialność za chłopca z domu dziecka, wiedząc, że system opieki zastępczej w Polsce ma swoje poważne braki.
  2. Jak trudne były procedury, które musiała przejść, aby stać się rodzicem zastępczym, a także jakie wyzwania czekały na nią na początku tej drogi.
  3. Jakie emocjonalne zmagania towarzyszyły Piotrusiowi, gdy trafiał do nowego domu, oraz co oznaczało dla niego otwarcie się na miłość po traumatycznych doświadczeniach w domu dziecka.
  4. Dlaczego prof. Demkow podkreśla, że system wsparcia dla rodzin zastępczych w Polsce wymaga pilnych zmian i co każdy z nas może zrobić, aby pomóc.

Prof. Urszula Demkow – lekarka, naukowczyni, była wiceminister zdrowia, kiedy miała już trzy córki, razem z mężem otworzyła drzwi dla czwartego dziecka – chłopca z domu dziecka. O tym, dlaczego tak mało ludzi podejmuje tę decyzję, co system robi nie tak i dlaczego mimo wszystko warto – mówi w rozmowie z Iwoną Schymallą w podcaście „Rzadko się o tym mówi".

Decyzja nie wzięła się z przypadku. Prof. Demkow jako lekarz znała badania prowadzone po upadku komunizmu – obserwacje dzieci adoptowanych z rumuńskich sierocińców przez zachodnie rodziny. Wyniki były jednoznaczne i niepokojące.

„Żadne dziecko, które trafiło do sierocińca przed ukończeniem szóstego miesiąca życia, nie rozwijało się prawidłowo. To jest taki okres, kiedy wydaje się, że dziecko niewiele wie, niewiele kojarzy, a jednak jest kluczowy dla rozwoju dziecka - bo właśnie wtedy mózg intensywnie się rozwija, tworzą się odpowiednie połączenia nerwowe, rozwija się kora czołowa, która jest odpowiedzialna za rozwój emocji, za to, kim będziemy w przyszłości."

– Miałam świadomość, że te dzieciaki nie powinny trafiać do domów dziecka. I że najważniejsze, żeby rozwijały się w rodzinie – mówi profesor.

„Miałam tyle, że powinnam się podzielić"

Trzy córki, dom, kariery akademickie obojga małżonków. Prof. Demkow opisuje tamten moment z rozbrajającą prostotą: „Stwierdziłam, że mam tyle, że powinnam się podzielić. Z kim się podzielić? Z tym kimś najsłabszym. Pomyślałam sobie, że skoro wychowałam trójkę dzieci, to i to czwarte się zmieści w nowym domu."

Pierwsze kroki skierowali do ośrodka adopcyjnego – z myślą o adopcji. Dyrektor powiedział im jednak coś, co zmieniło ich plany: „Wszyscy by chcieli adoptować, a naszych dzieci to nikt nie chce". Dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną – które nie mogą być adoptowane, ale mogą trafić do rodziny zastępczej. Profesor nie wahała się długo. – No dobrze, to zróbmy to – powiedziała.

„Tacy jak wy tu nie przychodzą"

Procedura okazała się długa i wieloetapowa: testy psychologiczne trwające wiele godzin, zaświadczenia z poradni uzależnień, od psychiatry, o niekaralności, o dochodach. Potem wielotygodniowy kurs przygotowujący rodziców od strony medycznej, prawnej i psychologicznej.

„Tacy jak wy – wykształceni, z dobrą sytuacją materialną, z wytyczoną ścieżką rozwoju – tu nie przychodzą" – powiedział dyrektor ośrodka. – Ale my jednak chcemy – odpowiedzieli.

Piotruś i jego kolce

Trafił do nich jako trzylatek z domu małego dziecka. Na początku prawie nie spał – w domu dziecka dostawał leki nasenne, o czym rodzice dowiedzieli się dopiero z dokumentacji. Prof. Demkow wspomina tę fazę słowami zaczerpniętymi z ulubionej książeczki – „Jeż" – o mamie, która adoptowała chłopca pokrytego kolcami:

„W miarę jak otwierał się na miłość, te kolce odpadały jeden po drugim. Ale zanim odpadną, można się pokłuć do krwi."

Szczęście w nieszczęściu – i nierówność szans

Dziś Piotruś ma 21 lat. Profesor przyznaje, że miał szczęście: trafił do domu dziecka jak miał rok i osiem miesięcy, więc pierwsze miesiące spędził z matką. Nie doznał najgłębszych uszkodzeń emocjonalnych. Miała też szczęście ona – jako lekarka z dostępem do psychiatrów dziecięcych, alergologów i zasobów finansowych na prywatne wizyty.

„Ja byłam w pozycji uprzywilejowanej. Natomiast dla takiej mamy, która ma czekać dwa lata w kolejce do alergologa, a nie stać jej na wizytę prywatną – to jest wielkie wyzwanie."

System, który nie działa

Jak wygląda system opieki zastępczej w Polsce? Wsparcie psychologiczno-psychiatryczne jest limitowane, opieka wytchnieniowa praktycznie nie istnieje, pomoc prawna w skomplikowanych sytuacjach dzieci z nieuregulowanym statusem – też nie. Prof. Urszula Demkow skorzystała z programu wolontariatu w Warszawie, finansowanego przez prezydenta miasta: raz w tygodniu wolontariuszka zabierała Piotrusia na wyjście, a rodzina mogła odetchnąć. Program trwał dwa lata i nie był kontynuowany.

W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trwają prace nad ustawą o pieczy zastępczej. Profesor ostrożnie wyraża nadzieję, że nowy akt prawny poprawi sytuację – ale podkreśla:

„Zachęcać trzeba, tylko równolegle trzeba budować system wsparcia."

Każdy może coś zrobić

Na zakończenie rozmowy profesor przypomina, że rodzicielstwo zastępcze ma wiele form. Czasem chodzi o starsze dziecko, które potrzebuje tylko spokojnego kąta i możliwości nauki. Albo o rodzinę zaprzyjaźnioną, która zaprasza dziecko na święta. Albo o wsparcie finansowe rodzinnych domów dziecka. Dla tych, którzy wciąż się wahają, ma konkretny argument: „Każdy może coś zrobić. Każdy."

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie o pracę za darmo

Lub znajdź wyjątkowe miejsce pracy!

Zobacz także