Pielęgniarz: Powinniśmy składać prawa wykonywania zawodu i zmieniać miejsca pracy lub branżę

Martyna Chmielewska 2021-06-18 14:30

We wtorek sejmowa większość nie poparła zaproponowanych przez Senat poprawek do nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, które zakładały m.in. podwyższenie współczynników o 0,3. O ocenę tej decyzji zapytaliśmy pielęgniarza, ratownika medycznego Marcina Jachimiaka.

- Oczywiście rozumiem, że podwyżki to duże obciążenie dla budżetu, ale z drugiej strony zdrowie powinno być dla nas wszystkich priorytetem! Każda osoba mająca bazowe pojęcie o ekonomii wie, iż chory człowiek wykonuje pracę mniej efektywnie, albo nie wykonuje jej wcale. Ponosimy koszty leczenia, rehabilitacji, rent, zasiłków. Osoba chora nie przyczynia się do wytwarzania PKB! Im szybciej przywrócimy go do zdrowia i sprawności tym lepiej dla nas i to z każdego punktu widzenia - powiedział Marcin Jachimiak.

- Błędem jest rozdzielenie Ministerstwa Zdrowia. Ministerstwa Polityki Społecznej. A wszystko dlatego, że każdy z resortów patrzy tylko na swój kawałek tortu, a prawdą jest to, że każda złotówka wydana na zdrowie to złotówka mniej wydana na renty i zasiłki. Niedorzeczne jest również okłamywanie społeczeństwa, iż 7% PKB na zdrowie uzdrowi system. Otóż jest to 7% z obecnego PKB państwa. Nasza gospodarka jest wielokrotnie mniejsza niż np. niemiecka. Nasze 7% PKB ma znacznie inną wartość niż niemieckie czy szwedzkie. Aby dojść do takiego poziomu profilaktyki, leczenia, rehabilitacji, a także warunków pracy personelu, musielibyśmy wydawać w tej chwili na zdrowie około 30% obecnego PKB - dodał.

Wśród medyków panują fatalne nastroje w związku z odrzuceniem poprawek do ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. - Wszyscy medycy czują się oszukani i wykorzystani. Podczas pandemii bito nam brawa, obiecywano podwyżki, dodatki. A wszystko po to, aby medycy wzięli dodatkowy dyżur, aby zamiast 300 godzin - pracowali 400 godzin miesięcznie. Rząd okłamywał obywateli ws. naszych zarobków. Ministerstwo Zdrowia ustami RPP poinformowało, że średnie zarobki pielęgniarki wynoszą 6000-6500 zł. Zapomniano dodać, że są to zarobki brutto, ze wszystkimi dodatkami za noce, święta, staż, doświadczenie, ciężkość oddziału, a także co najważniejsze nadgodziny (przeciętna pielęgniarka pracuje miesięcznie 300 godzin – prawie 2 etaty) - powiedział Jachimiak.

- Społeczeństwo, które otrzymuje błędne informacje na temat naszej pracy, nie udziela nam wsparcia. Nie dziwi mnie to. Wielu przedsiębiorców straciło w okresie pandemii firmy, wielu ludzi prac, a my według propagandy zarabiamy dobrze i do tego jeszcze dostaliśmy 100% dodatku. Porozumienie Zembali gwarantujące wzrost wynagrodzeń pielęgniarek i ratowników wygasa, a wraz z nim dostaniemy po około 1000 zł mniej. Większość z nas otrzyma zarobki na poziomie płacy minimalnej. Dodatki covidowe okazały się tylko "świętym gralem". Według medialnej i rządowej narracji dodatkowe 100% wynagrodzenia za pracę podczas pandemii otrzymali wszyscy medycy. Tak naprawdę dodatki obiecano to w części szpitali. Niestety z dotrzymaniem obietnic są problemy, bo niektóre placówki zalegają z wypłatami obiecanych dodatków od grudnia. Na 200 000 pielęgniarek i położnych dodatki otrzymało może z 10-15%. Z całości zawodów medycznych? Mniej niż 5% - dodał.

Zdaniem Jachimiaka ustawa o płacy minimalnej jest fatalnie napisana. Na jej podstawie pracodawca może zdecydować, czy na proponowanym nam stanowisku potrzebne są studia i specjalizacje. - Daje to możliwość zatrudniana wszystkich, nawet magistrów, specjalistów z ogromnym doświadczeniem za najniższe przewidziane kwoty - wyjaśnił.

Dodał, że pielęgniarki nie powinny organizować kolejnego protestu. - Uważam, że masowo powinny składać prawa wykonywania zawodu i zmieniać miejsca pracy lub branżę. Choć uwielbiam swoją pracę, to nie stawiam ją za cel mojego życia. Pracujemy w bardzo złych warunkach. Mamy 2-3 krotnie za małą kadrę w stosunku do liczby pacjentów. Jesteśmy obciążeni biurokracją. Pracujemy ponad siły. Niewielu z nas może sobie pozwolić na życie z jednej pensji, z jednego etatu. Mamy duże problemy zdrowotne takie jak: uszkodzony kręgosłup, stawy, rozjechany poziom glikemii, zaburzenia snu, wagi, ogromne obciążenie psychiczne ze względu na regularny kontakt ze śmiercią i cierpieniem, problemy hormonalne, przez które coraz więcej pielęgniarek ma problem z zajściem i utrzymaniem ciąży, zniszczone relacje rodzinne z powodu ciągłych dyżurów to codzienność wszystkich medyków - powiedział Jachimiak.

- Nikt nie zmusi nas do pracy w tym zawodzie. Mamy alternatywy. Możemy pójść do prywatnego sektora. Możemy zatrudnić się w gabinetach medycyny estetycznej lub zostać przedstawicielami różnych firm. Możemy pojechać za granicę, gdzie dostaniemy lepsze warunki pracy i płacy. Ciągłe deprecjonowanie naszej wiedzy, umiejętności odpycha nowych ludzi wchodzących w zawód. Za 5-10 lat będzie nas o połowę mniej. Trupa, jakim jest system ochrony zdrowia w Polsce, nie da się już zapudrować - dodał.

PDF

Zobacz także