Medexpress Daily TV:

Prof. Gellert o sytuacji pacjentów z niewydolnością nerek

Iwona Schymalla

Opublikowano 14 kwietnia 2020, 08:41

Iwona Schymalla

Opublikowano 14 kwietnia 2020, 08:41

Dziś będziemy rozmawiać o pacjentach dializowanych, z niewydolnością nerek. Jaka jest sytuacja tych pacjentów w tej chwili?

W sumie dobra, bo wszyscy mogą się dializować. Jest to szczególna grupa pacjentów z tego powodu, że chorzy muszą być trzy razy w tygodniu na zabiegach. To są zabiegi ratujące życie – leczenie w krążeniu pozaustrojowym w bardzo wyspecjalizowanych ośrodkach, które z jednej strony należą do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, natomiast z drugiej strony prowadzą absolutnie szpitalne leczenie. Ta wyjątkowa sytuacja stacji dializ powoduje, że w szczególnych sytuacjach np. kwarantanny pacjenci mają kłopot. Z jednej strony nie mogą opuszczać domu, a z drugiej muszą pójść na zabiegi, inaczej umrą. I tej drobnej nieścisłości przepisów prawa staramy się zapobiec różnymi sposobami. Na szczęście spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odzewem i pomocą GIS i osób w nim pracujących. To one przekazały informację, by Państwowa Inspekcja Sanitarna zwalniała na czas dojazdu, leczenia i powrotu z niego pacjentów i lekarzy z kwarantanny (sześć razy trzeba takiego pacjenta z kwarantanny zwolnić). Mamy też osoby z domów opieki. A jak słyszymy, sytuacje epidemiologiczne w domach opieki bywają różne. To jednostki poza systemem opieki zdrowotnej, w których nie zawsze perfekcyjnie zabezpieczono możliwości izolacyjne pacjentów. Całe domy są zamknięte w kwarantannie, a pacjenci z nich też muszą dojeżdżać. Pojawienie się jednego pacjenta czy pielęgniarki z koronawirusem powoduje, że pół stacji dializ, albo i cała, nagle jest w stanie kwarantanny. Ci pacjenci nie tylko mają niewydolność nerek, ale są też starzy, mają cukrzycę, nadciśnienie tętnicze i upośledzony układ immunologiczny poprzez toksemię, w której się znajdują przez cały czas swojej choroby. Oni są niezwykle podatni na zakażenia. Ale z drugiej strony chorują łatwiej, często niestety bezobjawowo. I to jest pułapka, w którą możemy wpaść. I tylko szpitale dostały teraz wolną rękę w wykonywaniu oznaczeń, stacje dializ jak i ambulatoryjna opieka nie, a powinny mieć status jak szpital. Staramy się zabezpieczyć testy dla tych pacjentów i personelu stacji dializ oraz lex specialis dla tych osób, dlatego żebyśmy mogli z jednej strony ratować, z drugiej by nie było przenoszenia choroby. Wprowadziliśmy system opieki i kontroli zakażeń w całej Polsce. Ogromne zasługi położyli nasi partnerzy, którzy dostarczyli nam narzędzi informatycznych. Na naszej stronie internetowej zamieszczane są komunikaty moje, jako konsultanta krajowego, wskazujące jak na danym etapie epidemii należy się zachowywać. One są aktualizowane i to jest pomoc. Spotykam się też z konsultantami wojewódzkimi ds. nefrologii mniej więcej trzy razy w tygodniu oraz właścicielami sieci stacji dializ odpowiadających za 13 tysięcy pacjentów. To jest naprawdę bardzo duży udział (dwie trzecie rynku dializacyjnego jest w rękach prywatnych). Jest to więc ogromne przedsięwzięcie. Robimy wszystko, żeby to było bezpieczne dla pacjentów. Niestety śmiertelność w tej grupie pacjentów jest ogromna. I to jest problem.

Jak duże jest ryzyko powikłań w tej grupie pacjentów?

Z jednej strony jest duże, z drugiej nie tzn. ci pacjenci z racji upośledzonej odporności nie mają „burzy” cytokinowej, która zwykle jest dynamiczna, więc chorują lżej, ale niestety dłużej. I z racji chorób współistniejących częściej to się kończy niepowodzeniem, niż w innych grupach. Dlatego dbamy o to, by ich jak najwcześniej wykrywać, stosować wobec nich jak najlepiej metody zabezpieczenia. Taki pacjent trzykrotnie jest oceniany zanim wejdzie do stacji dializ. Mają mierzoną temperaturę, robiony wywiad epidemiologiczny przed wejściem do karetki, do stacji dializ. Pacjenci są dializowani w maseczkach od tego tygodnia. Wydałem takie zalecenie z racji coraz większej ekspozycji wirusa, by pacjenci i personel stacji mieli maseczki chirurgiczne i nie rozsiewali ewentualnie tego, co w sobie mają.

Co zmieni w systemie ochrony zdrowia w Polsce pandemia?

Dla wszystkich, którzy myślą o ochronie zdrowia będzie to nauczka, że nie można robić na styk. Wystarczy jeden, drobny epizod i system się wali. Musimy uciekać się do maksymalnych rozwiązań, które są doskonałe na czas pokoju, ale nie na czas wojny. Nie może być wszystko na styk, nie wszystko musi przynosić zyski. To jest tak trochę jak wojsko, które przecież nie wojuje przez cały czas. My – opieka zdrowotna jesteśmy jak wojsko. Dla lekarzy i pielęgniarek przepisy czasu pracy, które są ogromną zdobyczą, ale są też ogromną przeszkodą dla systemu. Nas jest za mało, żeby w taki sposób nas traktować. Przepisy dotyczące naszego zatrudnienia powinny mieć inną jednak regulację, żebyśmy nie musieli pracować w trzech tylko w jednym miejscu. Przez to personel roznosi również choroby. Proszę zwrócić uwagę, że to pielęgniarki „wędrujące” między ośrodkami przyniosły chorobę do jednej stacji dializ, naraziły pacjentów. Niestety tak się dzieje. To samo dotyczy lekarzy. Nagle stajemy się groźni przez to, że chodzimy w miejsca, w których w ogóle nas nie powinno być. Powinniśmy pracować w jednym miejscu, może dłużej i ciężej w miejscu powstawania kosztów (tak to się nazywa) tzn. w poradni, klinice, ale w danym szpitalu, a nie w trzech różnych. Bo później robią się takie trudności, jakie mieliśmy okazję zobaczyć w Radomiu, na Bródnie, w Gryficach, w Zgierzu. Szpitali, które mają kłopoty możemy wymieniać i wymieniać. Wędrówka personelu nie służy zdrowiu społeczeństwa.

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

Tematy

Ryszard Gellert / koronawirus
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31