Prof. Pieńkowski: forma podania herceptyny ma znaczenie

Iwona Schymalla

Opublikowano 17 pazdziernika 2018, 08:46

Fot. MedExpress TV
Iwona Schymalla

Opublikowano 17 pazdziernika 2018, 08:46

Od pewnego czasu w Medexpressie poruszamy temat sposobu, w jaki podawana jest herceptyna. Jaką wartość z punktu widzenia klinicysty oraz pacjentek ma podanie dożylne, a jaką podskórne tego leku?

Zacznę od ogólnej uwagi, że cały system onkologii, ochrony zdrowia powinien być tak skonstruowany, by uwzględniał czas pacjenta i jego szeroko rozumiany dobrostan. Jeżeli więc jest jakaś procedura, która trwa kilkadziesiąt minut, a z takim samym skutkiem może być zastosowana w ciągu kilkunastu, kilku minut, to z punktu widzenia chorego ma to ogromne znaczenie, gdyż jego czas poświęcony na leczenie skróci się. Stąd, jeżeli rozmawiamy o formie podanie herceptyny, to forma dożylna z punktu szpitala wymaga przygotowania wlewu, czyli substancji jaką otrzymujemy z apteki. Trzeba ją w odpowiednich proporcjach rozpuścić, przygotować, co pochłania oczywiście czas oraz zaangażowanie osób, które muszą to wykonać, następnie podłączyć wlew, który trwa kilkadziesiąt minut, godzinę, półtorej godziny. Jeżeli mamy do czynienia z formą podskórną, to mamy gotową ampułko-strzykawkę i czas podania to kilka minut. Czyli w tym przypadku absorbowanie pacjenta jest znacznie krótsze, absorbowanie sił ośrodka również jest mniejsze. Skuteczność obu form tego leku jest taka sama, nie różni się w sposób znaczący od siebie.

Ale czy mówimy o pacjentkach, które są w monoterapii?

Ma Pani rację. Jest tak, że podawane są cytostatyki w skojarzeniu z herceptyną. Ale i tak to wszystko trwa krócej, gdyż tylko wlew cytostatyków, których nie można podać w innej postaci, poza dożylną. Nie ma innej możliwości. Natomiast w tym przypadku istnieje taka możliwość. Z punktu widzenia chorego jest to istotne, że jego czas spędzony w ośrodku będzie krótszy. Przy spełnieniu wszystkich elementów związanych z koniecznością obserwacji chorych po podaniu leków, kojarzenia z podaniem dożylnym innych substancji, to i tak ten czas jest krótszy.

Czy może Pan powiedzieć, ile czasu trwa podanie dożylne leku, a ile podskórne, w Pana klinice?

To trwa tyle samo na całym świecie. Kilka minut przeciwko kilkudziesięciu – samo podanie, plus czas przygotowania w rozpuszczalni leku. Niestety, z bólem serca muszę powiedzieć, że w Radomskim Centrum Onkologii nie uzyskaliśmy kontraktu z NFZ na program lekowy, co naraża nasze pacjentki na dodatkową trudność – jeżdżenia na terapię herceptyną w miejsca, gdzie ono jest dostępne. Przerywa się ciągłość leczenia.

Czyli nie ma żadnej pacjentki?

Nie ma z powodu braku kontraktu, kiedy cały zespół jest przygotowany do takiego leczenia.

Czy możemy powiedzieć, że ta forma podania ma wpływ, i jeśli tak to jaki, na systemowe koszty ponoszone przez szpital?

Jeżeli jest wprowadzony współczynnik opłat, to ma on zachęcić szpitale do stosowania form dożylnych, które z punktu widzenia czasu spędzanego przez pacjenta w ośrodku są niekorzystne. Istnieją wyliczenia przeprowadzone przez światowe ośrodki, także polskie, które mówią o kosztach koniecznych do poniesienia z uwagi na przygotowanie substancje do podania dożylnego, których można by uniknąć a tym samym, w tym czasie, personel apteki mógłby przygotowywać leki dla innych chorych. Dzięki krótszej formie podawania leku można by na tym samym fotelu przyjąć więcej osób. Przynajmniej o jedną więcej.

Mówimy też o zmniejszeniu dolegliwości związanych podawaniem leku, z chemioterapią. Jak wiele pacjentek ma wszczepione porty na stałe, które jednak minimalizują uszkodzenie naczyń krwionośnych przy chemioterapii? Czy my znacznie odbiegamy od innych krajów?

Nie znam statystyk, ale sądzę, że w Polsce jest ich wszczepianych mniej niż na świecie. Chociaż na świecie ta liczba rośnie.

Jakie znaczenie ma to dla pacjentki?

Każdy cytostatyk, większość podawanych jest dożylnie, powoduje w konsekwencji działanie drażniące na żyły obwodowe, na kończynach, oraz zanik światła. Im częściej nakłuwane są żyły, tym łatwiej jest je przekłuć i łatwiej jest o wynaczynienie leku, co może powodować już poważne konsekwencje, gdyż te substancje, które są silnie drażniące dla tkanek, mogą powodować trudno gojącego się owrzodzenia. Przy założeniu urządzenia do podawania tzw. portu (to jest cewnik wkłuty do dużego naczynia, którego końcówka jest w żyle, o dużym przepływie), lek jest szybko rozcieńczany, nie dochodzi do drażniącego działania, stacyjka do podawania leku jest ukryta pod skórą. I osoba, która ma założone takie urządzenie może pływać, wykonywać inne rzeczy, bo nie jest w stanie tego uszkodzić czy zanieczyścić. Istnieje pewne dodatkowe ryzyko związane z zakładaniem tych urządzeń w postaci infekcji czy zaburzeń zakrzepowo-zatorowych, ale jest znacznie mniejsze niż potencjalne korzyści wynikające z jego założenia. Powinno się dążyć do tego, by coraz więcej osób miało port zakładany.

Jeśli dobrze zrozumiałam, to nie lekarz klinicysta ma decydujący głos w podejmowaniu decyzji o podaniu leku dożylnie czy podskórnie?

W systemie refundowanego leczenia, który jest też w Polsce, jeśli chodzi o leczenie szpitalne, to lekarz nie ma wpływu na to co chorzy dostają, bo o tym, jaki lek zakupi szpital decyduje przetarg. Na wygranie przetargu fundamentalny wpływ ma cena leku. Podobnie dzieje się w innych krajach europejskich. Warto przy tym zaznaczyć, że pacjent ma wpływ na to jaki lek dostaje w obrocie aptecznym, zewnątrz szpitalnym. Jeżeli lekarz zaznaczy – nie zamieniać, to pacjent dostanie lek zapisany i jeśli nie mieści się w limicie ceny, musi dopłacić różnicę. Natomiast w leczeniu szpitalnym pacjent nie ma tu decydującego głosu.

Skoro mówimy o minimalizowaniu kosztów dla sytemu, wynikających z choroby onkologicznej, tu mowa o raku piersi najczęściej występującym u kobiet, to warto wspomnieć, że Amazonki, ale nie tylko, bo i pracodawcy apelują, żeby zrobić wszystko, by w chorobie móc być aktywnym i pracować. Nowe terapie dają taką szansę. Czy dożylne podskórne podanie wpływa w jakiś sposób na aktywność i jakość życia pacjentki?

Przede wszystkim czas spędzony w ośrodku przy podaniu dożylnym zawsze będzie dłuższy. A jeżeli herceptyna jest podawana w monoterapii, a tak też się dzieje, to ten czas jest zdecydowanie dłuższy. Więc czas spędzony w ośrodku plus ten związany z dojazdem i powrotem do domu pacjentki oraz czas poświęcony na leczenie, zdecydowanie się wydłuża i automatycznie koliduje z innymi aktywnościami życiowymi, zawodowymi.

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

Tematy

onkologia / rak piersi / Tadeusz Pieńkowski
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31