W leczeniu, jak w muzyce, ważny jest rytm

Prof. Sebastian Giebel, na co dzień kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii NIO w Gliwicach, po godzinach lider rockowego zespołu Autentikos mówi nam o muzyce i medycynie w czasach zarazy. Przeczytajcie i posłuchajcie.
Medexpress 2020-04-23 15:33

Jaka jest muzyka w czasach zarazy?

Chyba bardziej refleksyjna, nostalgiczna, z tęsknotą do normalnego życia. Piosenka, którą nagraliśmy „Katedra w Mediolanie”, jest świadectwem naszych czasów. Odmalowuje rzeczywistość, wykorzystując symbol – wymarłe miasto ─ Mediolan. Ta piosenka nie mogła być zaśpiewana wesoło, bo nie ma tu miejsca na przesadną radość. To, co się dzieje we Włoszech, co mam nadzieję nas ominie, jest tragedią. Z drugiej strony ważne są ostatnie frazy piosenki, dające promyk nadziei. Ta nadzieja w teledysku zobrazowana jest świtem rozlewającym się na Mediolan z perspektywy dachu katedry. Oczywiście piosenka jest przesycona moimi prywatnymi refleksjami. Spędziłem w tym mieście bardzo dużo czasu (robiłem tu staż, badania do doktoratu). I z jednej strony odczuwam tęsknotę za tym miastem, z drugiej głęboką empatię do tego, co się we Włoszech dzieje, i co dotyka dziś wielu miejsc na świecie.

Czy Pana pacjenci boją się bardziej?

Nad chorymi onkologicznymi niepokój o swoje życie wisi w sposób permanentny. Oni w jakiś sposób są z tą myślą oswojeni. Z drugiej strony jako hamatoonkolog mam często do czynienia z chorymi, których mam szansę wyleczyć albo przedłużyć im życie. Stąd potrzeba leczenia w odpowiednim rytmie i z odpowiednią intensywnością jest bardzo duża. Nie mogę pozwolić sobie na odwlekanie terapii. U części chorych ten niepokój dotyczy możliwości leczenia, tego czy proces leczenia będzie kontynuowany, jak będzie wyglądał i czy będzie przeprowadzony adekwatnie do standardów i protokołów.

Co się teraz zmieniło w tym rytmie leczenia, o którym Pan wspomniał?

U chorych na chłoniaki czy białaczki staramy się realizować leczenie bez zmian. Wszyscy chorzy przyjmowani na oddział są też badani w kierunku SARS-Cov-2, nawet jeśli nie mają objawów. W ten sposób staramy się ograniczyć ryzyko rozniesienia infekcji w obrębie oddziału hematologicznego. To szczególnie ważne, dlatego że pacjenci z nowotworami szpiku charakteryzują się znacznie obniżoną odpornością. Wystąpienie takiego zakażenia mogłoby mieć skutek śmiertelny z większym prawdopodobieństwem niż u populacji zdrowej. Z drugiej strony staramy się nie ograniczać leczenia i realizujemy wszystkie przyjęcia.

Docierają do nas sygnały, że pacjenci w tym także hematoonkologiczni, panicznie boją się szpitali i nie stawiają się na wyznaczone leczenie…

Leczenie tych pacjentów jest nadrzędne. Ryzyko związane z chorobą nowotworową jest mimo wszystko większe niż ryzyko związane z zakażeniem. Natomiast, są sytuacje, jak kontrole w poradni - prowadzone co 3 czy 6 miesięcy, które mogą być odroczone, bo taki przyjazd może stwarzać chorym niepotrzebne ryzyko. Nade wszystko, my lekarze cały czas o nich myślimy, troszczymy się, staramy się im zapewnić jak najlepsze, najbezpieczniejsze warunki leczenia po to, by się choroby raz na zawsze pozbyć. Żyjemy w cieniu koronawirusa, ale w przypadku pacjentów hematoonkologicznych świat się absolutnie nie zatrzymał i leczenie jest najważniejsze.

Czy w przypadku hamatoonkologii sprawdza się telemedycyna?

Sprawdza się w przypadku wizyt kontrolnych. Na podstawie wywiadu z pacjentem jesteśmy w stanie bardzo wiele wywnioskować i ocenić czy jakieś modyfikacje leczenia są potrzebne, czy pacjent musi do nas przyjechać, czy wizytę możemy fizycznie odroczyć. Tak, w hematoonkologii korzystamy z telemedycyny, ale na pewno w mniejszym stopniu niż inne dziedziny medycyny.

Z jakimi trudnościami zmagają się teraz Państwo w Klinice? Mówi się o braku środków ochrony osobistej, o braku kadr…

Staramy się radzić sobie z tym problemem. Kryzysowych sytuacji do tej pory nie przeżyliśmy. Oczywiście żyjemy w ciągłym niepokoju, że to zakażenie może przeniknąć w mury naszego szpitala. Robimy wszystko, żeby to ryzyko ograniczyć do minimum. Problemem są zawsze niedobory kadrowe. Licząc się z koniecznością kwarantanny znacznego odsetka personelu, gdyby taka konieczność zaistniała, musimy część pracowników delegować do pracy zdalnej, po to, by stanowili rezerwę w rzeczywiście zaistniałej sytuacji kryzysowej. Ale od strony organizacyjnej do tej pory udało nam się uniknąć trudności.

PDF

Zobacz także