Medyczna Racja Stanu: Demografia – wyzwania zdrowotne i finansowe dla Polski i Unii Europejskiej
Opublikowano 7 maja 2026 07:48
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak zmiany demograficzne wpływają na zdrowie Polaków? Eksperci wskazują na alarmujący spadek wskaźnika dzietności, co prowadzi do starzejącego się społeczeństwa i wzrostu liczby osób potrzebujących wsparcia zdrowotnego.
- Program in vitro - sukces i wyzwania. Dzięki rządowemu programowi in vitro, od 2024 roku urodziło się już 13 tysięcy dzieci, ale eksperci apelują o lepszy dostęp i informowanie par o dostępnych możliwościach.
- Przewlekłe choroby nowotworowe jako nowe wyzwanie. Nowoczesne terapie umożliwiają traktowanie niektórych nowotworów jako przewlekłych, co zmienia podejście do leczenia i poprawia jakość życia pacjentów.
- Otyłość jako problem społeczny i zdrowotny. Specjaliści zwracają uwagę na rosnącą liczbę osób z otyłością, która prowadzi do wielu powikłań zdrowotnych, w tym niepłodności, podkreślając konieczność wczesnej interwencji.
- Migrena a decyzje o rodzicielstwie. Przewlekłe migreny wpływają na plany rodzinne wielu kobiet, co podkreśla potrzebę lepszej dostępności skutecznych terapii w Polsce.
Podczas debaty „Demografia – wyzwania zdrowotne i finansowe dla Polski i UE” zorganizowanej w ramach kampanii „Siła Kobiet” wiceprezeska GUS Hanna Strzelecka wskazała, że od 1990 r. mamy do czynienia ze spadkiem wskaźnika dzietności poniżej zastępowalności pokoleń. W Polsce żyje więcej osób w wieku 65 lat niż dzieci w wieku 0-14 lat, a do 2050 r. 65-latków będzie jeszcze o 25% więcej.
Prof. Irena Kotowska, przedstawicielka Rządowej Rady Ludnościowej przypomniała, że efektem rozwoju antykoncepcji i aktywizacji zawodowej kobiet była świadoma prokreacja i spadek dzietności. – To nie jest katastrofa, tylko zmiana właściwa obecnemu etapowi rozwoju demograficznego. Dotyczy wielu krajów. Nakłada się na to postęp w wydłużaniu życia ludzkiego oraz narastający problem niepłodności. Te procesy generują zmiany w strukturze wieku, które są trwałe. Negatywny przyrost naturalny jest do odwrócenia w najbliższym czasie, ale potrzebne są lepszy dostęp do przedszkoli, ułatwienie funkcjonowania rodzicom na rynku pracy. Istotny jest również element zdrowia, który nie występuje u nas w rozmowie o przygotowaniu do rodzicielstwa – zaznaczyła.
Praca emocjonalną rehabilitacją
Adrianna Sobol, psychoonkolog prezes Fundacji w Trosce o Pacjenta
mówiła o tworzeniu warunków pozwalających przewlekle chorym na kontynuację pracy zawodowej. - Możemy naszej pracy nie lubić, ale w obliczu choroby nagle okazuje się, że jest ona rehabilitacją emocjonalną. Wysłanie pacjenta na zwolnienie, mimo że może on wykonywać swój zawód jest często stygmatyzujące. – Rodzi się przekonanie: jestem pacjentem i już nic nie mogę - wyjaśniła. Dodała, że dostęp do nowoczesnych form terapii pozwala na aktywność zawodową. Brakuje jednak dostosowania przedsiębiorstw do zarządzanie chorym pracownikiem. - Łatwo jest wymazać gumeczką takiego pacjenta, nie doceniając, że chory przewlekle jest wciąż pełnowartościowym pracownikiem, który często jest jeszcze mocniej zaangażowany – wskazała.
Sukces programu in vitro
Prof. Rafał Kurzawa, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny i Rozwoju Embriologii poinformował, że w Polsce około 1 mln 200 tys. par boryka się z niepłodnością.
Program „Leczenie niepłodności obejmujące procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w tym zapłodnienie pozaustrojowe prowadzone w ośrodku medycznie wspomaganej prokreacji, na lata 2024-2028” ruszył 1 czerwca 2024 r., a pierwsze dziecko urodziło się w styczniu 2025 r.
- Do tej pory dzięki programowi urodziło się 13 tysięcy i to jest wielki sukces. Powinniśmy iść dalej w tym kierunku – wskazał. Dodał, że brakuje twardych danych, które pomogą Ministerstwu Zdrowia oszacować jakość leczenia w poszczególnych ośrodkach w oparciu o kluczowe parametry. - Chodzi o to, żeby pieniądz publiczny był wydawany tam, gdzie leczy się niepłodność najlepiej - zaznaczył.
Magdalena Kramska, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia przyznała, że sukcesy rządowego programu in vitro stanowią dla resortu duże wyzwanie. - Przede wszystkim, aby zapewnić parom równy dostęp do tych świadczeń - wskazała Początkowo budżet programu wynosił 500 mln zł, od 2025 r. jest to 600 mln zł. Mamy 58 realizatorów, z których 54 to podmioty prywatne. Przyznała, że poprawy wymaga dotarcie z informacją do potrzebujących par o funkcjonowaniu programu. Zapowiedziała też stosowanie narzędzi monitorujących i wykorzystanie rejestrów do oceny skuteczności ośrodków realizujących program. Zaznaczyła, że zwiększenie liczby realizatorów programu w ramach tego samego budżetu spowodowałoby uszczuplenie środków dla dotychczasowych wykonawców. - Wyrównywanie dostępu do świadczeń, czyli wypełnianie białych plam będzie przedmiotem analizy w najbliższym czasie – zapowiedziała.
1 zł na in vitro to 92 zł przychodu dla gospodarki
Z analiz przedstawionych przez Leszka Stabrawę, specjalistę w dziedzinie ekonomiki ochrony zdrowia z Alphamed wynika, że w pierwszym roku funkcjonowania programu jego efektem było 4,3% wszystkich urodzeń. W 2030 r. może być to 6,4%. Prof. Kurzawa poinformował, że w Izraelu aż 10% dzieci rodzi się w wyniku in vitro. - Jedna złotówka przeznaczona na program wspomaganego rozrodu metodą in vitro daje potencjalne 92 zł przychodu dla gospodarki narodowej w długim horyzoncie – wyliczał Leszek Stabrawa.
- Są to fantastycznie alokowane środki finansowe. Kluczowe jest, żebyśmy widzieli, którzy świadczeniodawcy zapewniają wysoki poziom skuteczności i aby tych świadczeniodawców wspomagać - dodał.
Zaznaczył, że modele analityczne wskazują, że liczba osób, które mogą wejść do programu in vitro będzie się stale zwiększać i możemy dojść bez większego wysiłku do 6,6% urodzeń. - Koniecznie jest jednak zwiększenie środków oraz zintegrowany sposób zbierania danych – apelował. - Wierzę, że program będzie kontynuowany, bo jest wysoce skuteczny i przynosi konkretne zyski – dodał prof. Kurzawa.
Głos tej kwestii zabrała również Nino Berdzuli, przedstawicielka WHO w Polsce, która przed laty zajmowała się leczeniem bezpłodności. - Kwestia płodności i bezpłodności jest bardzo bliska zarówno mojemu sercu, jak i całej organizacji WHO. Jesteśmy zdania, że każda kobieta, rodzina powinna mieć dostęp do dobrej jakości usług związanych z in vitro – wyjaśniła.
Pomoc rodzinom z chorym dzieckiem
Ewa Daros, prezes Fundacji Edukacji Obywatelskiej OliEdu również podkreślała skuteczność programu in vitro. – To jest konkretna, mierzalna interwencja demograficzna. Ale mówiąc językiem ekonomicznym, popyt rośnie szybciej niż finansowanie. Więc ważne jest, żeby utrzymać ciągłość finansowania – zaznaczyła. Dodała, że in vitro to jedyna profilaktyka prorodzinna, która daje natychmiastowy efekt. - Wiele programów nie działa skutecznie. Kiedy np. rodzic po narodzinach dziecka musi skorzystać ze świadczenia socjalnego czy opieki wytchnieniowej albo z ustawy za życiem mającej zapewnić kompleksową pomoc rodzinom, w których urodziło się dziecko z ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniem lub nieuleczalną chorobą - to te programy nie są wydolne. A żadna kobieta nie zasługuje na to, żeby stawiać czoła codziennie od rana do wieczora reanimacji własnego dziecka i nie mieć chwili na wytchnienie - dodała.
Zabezpieczenie onkopłodności
Program in vitro daje też możliwość zabezpieczenia onkopłodności zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Niektóre procedury terapeutyczne – szczególnie chemioterapia i radioterapia – powodują znaczne lub całkowite upośledzenie płodności. Jej zabezpieczenie polega na pobieraniu i przechowywaniu gamet – przed lub w trakcie leczenia onkologicznego. Prof. Rafał Kurzawa zaznaczył, że środki na to są, ale wykonywanych jest tylko 3-5% potrzebnych procedur. – To wynika z braku komunikacji na linii lekarz-pacjent onkologiczny, lekarz-onkolog i lekarz świadczący usługi w zakresie tego programu. Jest tu olbrzymia przestrzeń do wsparcia i szerzenia wiedzy – zaznaczył.
Marta Górna ze Stowarzyszenia Nasz Bocian zwróciła uwagę, że zabezpieczenie płodności jest możliwe tylko z przyczyn medycznych. Tymczasem potrzeby są szersze. - Jesteśmy w grupie sześciu państw Europy, która nie dają jasnej zgody na zabezpieczenie płodności z przyczyn społecznych. A płodność spada wraz z wiekiem i to właśnie wiek może być wskazaniem do zabezpieczenia płodności. Potrzebne jest prawo, które pozwali kobiecie niemającej partnera lub opiekującej się chorym onkologicznie rodzicem podjąć decyzję o posiadaniu dziecka np. za pięć lat. My tym pacjentkom nie dajmy prawa do tego, żeby mogły zabezpieczyć sobie płodność. I to jest naprawdę powód do wstydu i wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich - wskazała.
Zwróciła też uwagę, że w Polsce singielki nie mogą skorzystać z programu in vitro. - 75% państw europejskich daje możliwość podejścia do zabiegu in vitro czy inseminacji kobietom, które żyją samodzielnie z własnego wyboru. – W Polsce nie wiemy nawet, jak duża byłaby to grupa, bo prawo na to nie pozwala. W Hiszpanii kobiety nieżyjące w związku stanowią 10% pacjentek klinik in vitro, w Wielkiej Brytanii 6% – wyliczała.
Przewlekły charakter chorób nowotworowych
Eksperci podkreślali znaczenie dostępu do szerokiego wachlarza innowacyjnych terapii dających szansę na traktowanie choroby nowotworowej jako przewlekłej, co pozwala pacjentom na aktywne pełnienie ważnych ról społecznych. Lokomotywą postępu jest od lat hematoonkologia. A przykładem skutecznej troski o życie, w dobrej jego jakości z chorobą jest szpiczak plazmocytowy.
Jest to trzeci najczęstszy nowotwór krwi na świecie. Niemal wszyscy pacjenci doświadczają nawrotu choroby po początkowym leczeniu. W związku z tym istnieje potrzeba skutecznych opcji leczenia już od pierwszego nawrotu choroby. Obecnie brakuje leku, który wydłuży remisję i czas przeżycia, oferując wyższą skuteczność niż dotychczasowy standard leczenia. Dłuższe przeżycie do nawrotu to mniej skutków choroby jak częste infekcje bardzo niebezpieczne dla pacjentów, złamania, które wymagają hospitalizacji i rehabilitacji.
Prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów poinformował, że zmiany leczenia szpiczaka plazmocytowego dotyczą wszystkich linii. – W pierwszej mamy do czynienia z odejściem od chemioterapii, czyli nie będzie kumulacji toksyczności i możemy oferować schematy czterolekowe pacjentom z grupy niekwalifikujących się do przeszczepienia. To jest zupełna nowość i przybliża schematy stosowane dla niekwalifikujących się do przeszczepienia do tych, które możemy stosować dla kwalifikujących się - wyjaśnił. Dodał, że analizy pokazują największą poprawę efektów leczenia w grupie niekwalifikującej się do przeszczepienia. – Dla schematu PARD łączącego daratumumab z bortezomibem, lenalidomidem i deksametazonem wyliczenia dotyczące mediany czasu do progresji dla chorych w grupie przeszczepowej wynoszą 17 lat, a w grupie nieprzeszczepowej powyżej 8 lat. To są naprawdę niesłychane wyniki, bo mówimy o pojedynczej linii leczenia. Wcześniej pacjenci na szpiczaka mieli medianę przeżycia 3 lata, a teraz mówimy o medianie czasu do progresji. Dlatego coraz częściej powinniśmy tę chorobę traktować jako przewlekłą - wskazał. Jego zdaniem, największym wyzwaniem jest druga linia leczenia, ze względu na ogromne zwiększenie skuteczności schematów pierwszej linii. - W trakcie procesu refundacyjnego jest technologia CAR-T i liczymy, że w tym roku ta dostępność się pojawi. Większość pacjentów będzie wymagała jednak innej terapii. Mamy do dyspozycji dwa schematy terapeutyczne z belantamabem: PVd z pomalidomidem, bortezomibem i deksametazonem oraz PBd – z pomalidomidem i deksametazonem - powiedział. Na podstawie rekomendacji AOTMiT z 6 marca br., trwają zaawansowane prace nad włączeniem belantamab mafodotin do refundacji w ramach programu lekowego szpiczaka plazmocytowego.
Otyłość powoduje niepłodność
Prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości poinformował, że nie zdajemy sobie sprawy z zagrożeń dla całego społeczeństwa wynikających z liczby chorych na otyłość w naszym kraju i skutków związanych z rozwojem tej choroby. – To około 200 różnego rodzaju powikłań. A my uprawiamy medycynę paliatywną, lecząc powikłania, zamiast przyczynę. Najbardziej efektywnym sposobem leczenia danej choroby jest jej leczenie przyczynowe i my w chwili obecnej, mamy takie możliwości w chorobie otyłościowej. I jest to największy przełom w medycynie, jaki dokonał się w ostatnich latach – zaznaczył. Przypomniał, że chirurgia bariatryczna jest adresowana do najbardziej zaawansowanych postaci choroby otyłościowej. - Naszym celem powinno przeciwdziałanie jej rozwojowi, czyli interwencja na jak najwcześniejszych etapach - zaznaczył. - Musimy dojrzeć do systemowego podejścia do leczenia choroby otyłościowej - zaapelował. Dlatego niezbędne jest zapewnienie refundowanego, ciągłego leczenia oraz uświadomienie pacjentom, że otyłość jest chorobą przewlekłą, a ciągłość leczenia ma kluczowe znaczenie dla utrzymania efektów.
Migrena odsuwa decyzję o urodzeniu dziecka
Największe nasilenie migreny przypada na wiek 25–35 lat. Dotyczy głównie kobiet w wieku 20–50 lat, ale chorują też mężczyźni. Choroba wpływa na decyzje o macierzyństwie – kobiety rezygnują z planów rodzinnych z obawy przed niesamodzielnością. Współczesna medycyna oferuje skuteczne leczenie migreny. Prof. Konrad Rejdak z European Academy of Neurology zaznaczył, że w Polsce są z tym pewne problemy. - Mamy leki klasyczne podawane w tabletkach, które z reguły mają przeciwwskazania również w okresie ciąży. Więc w przypadku migreny przewlekłej trudno planować terapię. Mamy też program lekowy, ale zbyt skomplikowany. Stosujemy preparaty toksyny botulinowej i czekamy na efekt. Tymczasem łatwiejsze w użyciu i skuteczniejsze terapie biologiczne są dostępne na ostatnim etapie leczenia. Problemem też jest brak możliwości powrotu do programu lekowego, gdy wyczerpany jest limit roczny terapii. To wywołuje obawy u pacjentek: co będzie, jak wróci ból, czy będę normalnie funkcjonować? To są te pytania, na które nie możemy odpowiedzieć. A migrena jest chorobą wielu lat, której nie możemy jak infekcji przeleczyć i pozbyć się. Ona z natury swojej może nawracać. W związku z tym powinniśmy mieć do dyspozycji właściwe leki, które pozwolą na przerywanie terapii i wolność w decyzjach, jeżeli nastąpi nawrót - apelował.
Nadciśnienie skraca życie
Prof. Jacek Wolf z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii GUM, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego podkreślił, że nadciśnienie to główny zabójca i „skracacz” życia. 38% dorosłych Polaków mierzy się z tym problemem, a skuteczność leczenia wynosi 22%. Zainicjowany przez Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego program "Misja 50/30" uruchomiony na początku 2026 r. to ogólnokrajowa inicjatywa mająca na celu zwiększenie odsetka pacjentów z dobrze kontrolowanym nadciśnieniem tętniczym do 50% do 2030 r. - Naszym ambitnym celem jest, aby 50% Polaków, którzy cierpią na nadciśnienie tętnicze miało je w sposób prawidłowy kontrolowany do 2030 r. – wyjaśnił prof. Jacek Wolf. - Do misji przystąpiło już kilkanaście tysięcy lekarzy, a zatem jest chęć realizowania tego kierunku – dodał. Dr Michał Sutkowski, współzałożyciel Medycznej Rady Stanu zapowiedział, że Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, jako największa organizacja lekarzy rodzinnych też chętnie będzie uczestniczyła w tym programie.
Prof. Jacek Wolf mówił też o lekach złożonych zawierających dwie, trzy lub nawet cztery substancje czynne. - To jest fundament leczenia większości pacjentów z nadciśnieniem tętniczym i idealne rozwiązanie dla choroby, która jest wieloczynnikowa. Leki te istotnie zwiększają poziom współpracy pacjenta z lekarzem, na co są dowody z badań niemieckich. Przyjmujący je pacjenci w porównaniu do tych, którzy zażywają kilka tabletek rzadziej wymagają hospitalizacji z powodów wtórnych do nadciśnienia tętniczego, zaostrzenia niewydolności serca, choroby wieńcowej, udarów mózgu, etc. – wyliczał. Mówił też o lekach na otyłość, które zmieniają sztuczny już podział na leki diabetologiczne, nadciśnieniowe i antyotyłościowe. - Leki redukujące masę ciała pacjentów są sprzymierzeńcem leczenia hipotensyjnego, bo otyłość jest czynnikiem numer jeden, jeżeli popatrzymy na patogenezę nadciśnienia tętniczego – zaznaczył.
Demografia: między modernizacją a solidarnością pokoleń
Prof. Elżbieta Gołata, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN zwróciła uwagę na niefortunność funkcjonującego w przestrzeni publicznej sformułowania „kryzys demograficzny”. - Właściwszym określeniem są „zmiany demograficzne”, ponieważ zjawisko nie dotyczy tylko naszego kraju, te megatrendy obserwujemy na całym świecie, tylko podzielone są na określone etapy i w różnych państwach są one na różnym poziomie – tłumaczyła.
Prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, przewodnicząca Rządowej Rady Ludnościowej zachęcała do zaakceptowania zmian demograficznych. - Wiemy, że będziemy mniej liczni i starsi, ale jednocześnie możemy być nowocześniejsi i bardziej produktywni. Kluczowa jest zmiana sposobu prowadzenia polityki z krótkookresowych działań na długofalowe inwestycje w edukację, zdrowie, usługi opiekuńcze, kapitał społeczny oraz integrację migrantów. Wtedy kurczenie się populacji przestanie być źródłem lęku, a stanie się impulsem do szeroko rozumianej modernizacji - wyjaśniła. Ekspertka poruszyła również aspekt solidarności międzypokoleniowej, która coraz mocniej wybrzmiewa również w Unii Europejskiej.
O znaczeniu profilaktyki, konieczności nastawienia na zdrowy styl życia już od najmłodszych lat jako inwestycji w przyszłość mówiła Urszula Koszutska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. przyszłości demograficznej Polski, podkreślając jednocześnie, że to społeczne i emocjonalne poczucie bezpieczeństwa wpływa na decyzje o rodzicielstwie. – Ważne, aby pokazać młodym ludziom, co może być wartościowym celem życia. Samorealizacja jest również elementem związanym z posiadaniem dziecka. Te kwestie należałoby podnieść publicznie mówiąc o nawiązywaniu stałych relacji, będących podstawą związków – wyjaśniała odwołując się do swojego doświadczenia jako psycholog.












