Farmaceuci gotowi na kryzys. Potrzebne są szkolenia z medycyny taktycznej
Opublikowano 22 kwietnia 2026 10:15
Pionierskie szkolenie w ramach programu „Apteka Pierwszej Pomocy” zostało zorganizowane w Krajowym Centrum Ratownictwa Medycznego wspólnie przez Instytut Ochrony Zdrowia, Fundację Po Oparzeniu i Magnus Carta Institut.
- Musimy sobie uświadomić, że apteka jest fundamentem cywilnej odporności państwa. Apteki są najbliżej ludzi – gdy szpitale zostaną przeciążone, to właśnie apteka na osiedlu czy w gminie staje się dla obywatela pierwszą i jedyną dostępną placówką medyczną. Jest ona gwarantem stabilności społecznej i psychologicznym sygnałem, że państwo wciąż funkcjonuje – tłumaczy ideę szkoleń Anna Mossakowska, wiceprezes Fundacji Po Oparzeniu, koordynator programu Apteka Pierwszej Pomocy.
Dzięki temu projektowi każda dzielnica w Warszawie ma już na swoim terenie aptekę z kadrą, przygotowaną do działania w sytuacjach kryzysowych.
- Mamy szczęście żyć w czasach pokoju, ale niespokojne czasy każą nam myśleć o bezpieczeństwie długofalowo i na wielu płaszczyznach. Specjalistyczne szkolenie dla farmaceutów z zakresu ratownictwa w sytuacjach kryzysu i zagrożenia wojennego „Apteka Pierwszej Pomocy” jest świetną inicjatywą, wpisującą się w działania miasta „Warszawa chroni”. Mam nadzieję, że pilotaż będzie kontynuowany - mówi wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska, odpowiedzialna za sprawy ochrony zdrowia w stolicy.
A plany organizatorów rzeczywiście sięgają dalej. Pilotaż, objęty patronatem prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, to początek ogólnopolskiej akcji.
- Planujemy sukcesywnie szkolić farmaceutów w całej Polsce w zakresie medycyny taktycznej TECC. Chcemy, aby każda placówka była gotowa stać się autonomicznym punktem pomocy, zdolnym do ratowania życia nawet przy braku zasilania czy łączności. Budujemy system, w którym apteka – obok straży pożarnej czy pogotowia – jest filarem, na którym opiera się bezpieczeństwo nas wszystkich – mówi Anna Mossakowska-Ziemniak.
O tym, że farmaceuci są jednym z filarów bezpieczeństwa zdrowotnego państwa mówiło się od dawna, ale dopiero pandemia COVID-19 po raz pierwszy pokazała, że rola pracowników aptek to nie tylko wydawanie leków na podstawie recept. – Każdy z nas na pewno pamięta tę pustkę na ulicach, ciszę, specyficzny lęk i zapalone światła w aptekach. To, że były otwarte, stanowiło jedyny dowód na to, że system ochrony zdrowia w naszym kraju nie upadł. Codziennie stawaliśmy oko w oko z pacjentami i stawialiśmy czoła ich problemom – mówiła Małgorzata Kanarkiewicz, koordynatorka punktów szczepień i punktów opieki farmaceutycznej w grupie „Aptek z uśmiechem”, podczas międzynarodowej konferencji „Apteka w czasie wojny i kryzysu. Farmaceuci jako element odporności państwa”, która odbyła się 16 kwietnia w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
„Udowodnili, że są niewidzialnymi bohaterami”
Z czasem apteki stały się też punktami szczepień czy miejscami udzielania porad farmaceutycznych. Doświadczenia walczącej Ukrainy pokazały natomiast, że są też funadmentem budowania odporności kraju. – Doskonale pamiętam pierwszy dzień wojny i to jak moja żona, lekarka, wręczyła mi spis leków, które trzeba dokupić. Poszedłem do apteki w atakowanym już Charkowie. Były tłumy ludzi, ale farmaceuci ich uspokajali, zapewniali, że leki są. Udowodnili, że są niewidzialnymi bohaterami. Nie noszą mundurów, nie jeżdżą czołgami, ale bez nich sobie nie poradzimy. Stali się osobami, do których ludzie chodzą po pomoc, gdy ich szpital lub przychodnia zostały zniszczone przez agresora – mówił podczas konferencji Mykola Hranovskyi, Pierwszy Sekretarz Ambasady Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej.
Eksperci podkreślają, że licząca około 26 tysięcy grupa aktywnych zawodowo polskich farmaceutów to armia medyków o ogromnym potencjale do tego, by stanowić pierwsze, najważniejsze ogniwo systemu ochrony zdrowia w obliczu możliwego kryzysu. Aby mogli spełniać tę rolę muszą jednak nabyć odpowiednie kompetencje, a te zapewnić im może szkolenie z medycyny taktycznej.
„Możemy obsłużyć około 80 procent lżejszych przypadków”
Pierwsza grupa 24 farmaceutów pracujących w sieci „Aptek z uśmiechem” przeszła już program pilotażowego kursu. Jedną z pierwszych aptekarek w kraju, które uzyskały certyfikat TECC (Tactical Emergency Casualty Care) jest Małgorzata Kanarkiewicz. Jak mówi, szkolenie wyposażyło ją w kompetencje niezbędne do tego, by odpowiednio zachować się w obliczu możliwego kryzysu, niekoniecznie nawet militarnego.
– Dzięki umiejętnościom z zakresu profesjonalnego triażu, tamowania masywnych krwotoków, zaopatrywania ran taktycznych, możemy obsłużyć około 80 procent lżejszych przypadków, uwalniając w ten sposób miejsce na SOR-ach dla najbardziej potrzebujących, najciężej rannych. Dodatkowo, jako zawód zaufania publicznego, możemy być nieodzownym wsparciem psychologicznym dla naszych pacjentów, wygaszać ataki paniki i wyciszać ogromny szum informacyjny, który się wytwarza w momencie kryzysu czy wojny– powiedziała.
Stazę zakładają w 20 sekund, z zamkniętymi oczami
Jak podkreślił Maciej Brasse z Centrum Szkoleniowego Ratownictwa Medycznego Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego, szkolenie TECC ma doprowadzić do tego, by farmaceuta potrafił szybko ocenić sytuację i zbadać osobę potrzebującą pomocy.
– Ten kryzys może być bardzo lokalny, coś może się dziać tuż za rogiem, a jedyne zapalone światełko może być właśnie w aptece całodobowej. Mamy na przykład poszkodowanego, który wchodzi do apteki i mówi: zostałem ugodzony nożem i krwawię. Ratujcie mnie. Chcemy, żeby farmaceuci potrafili zareagować w takiej sytuacji – powiedział Maciej Brasse.
Opisany przez niego scenariusz jest jednym z tych, które były ćwiczone podczas szkolenia. Uczestnicy mówili, że kurs nie jest lekki, że to były dwa dni, które wycisnęły z nich siódme poty, ale też wyposażyły ich w niezwykle istotne umiejętności.
– Nie ma niczego gorszego, niż chcieć pomóc, a nie potrafić tego zrobić. Mam nadzieję, że te dwa dni szkolenia nigdy nam się nie przydadzą, ale może się okazać, że w którymś momencie staną się dwoma najważniejszymi dniami w życiu. To nie był kurs pierwszej pomocy, bo to każdy w aptece zna. Uczyliśmy się rzeczy poważnych, ale takich, które sprawiają, że do momentu przyjazdu karetki możemy już uratować ludzkie życie lub siebie i swoją rodzinę – mówiła Żaneta Mosiurak.
– Stazę taktyczną potrafimy już założyć z zamkniętymi oczami, w 20 sekund – dodawała Małgorzata Kanarkiewicz.
„Nasze życie nie składa się z wojen, a z małych kryzysów”
Eksperci nie mają wątpliwości: takie szkolenia powinny stać się elementem systemowego budowania kompetencji u pracowników aptek w całym kraju. – Farmaceuta to nie sklepikarz. To wykształcony człowiek, który ciężką pracą doszedł do wysokich umiejętności medycznych. Powinniśmy w systemie coraz szerzej ich wykorzystywać. Nasze życie nie składa się z wojen, a z małych kryzysów. Jednym z takich kryzysów jest na przykład powódź. Jeśli będziemy sobie umieli radzić z małymi kryzysami, to będziemy mieli zdolność do tego, żeby ogarniać też te większe i będziemy gotowi nawet podjąć się wyzwania pracy w działaniach wojennych – mówił płk dr n. med. Arkadiusz Kosowski, dyrektor Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia w Ministerstwie Obrony Narodowej.
– W razie kryzysu mieszkaniec będzie patrzył w stronę apteki, przychodni podstawowej ochrony zdrowia, a dopiero później szukał karetki czy szpitala. Wszyscy pracujący w usługach medycznych, wszystkie takie zasoby, będą mile widziane. Tych rąk, patrząc na doświadczenie przyjaciół z Ukrainy, potrzeba bardzo dużo – dodawała Anna Brzezińska, członek zarządu Województwa Mazowieckiego.
Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Robert Gałązkowski, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Wydziału Nauk o Zdrowiu, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przypominał natomiast, że medycyna taktyczna z założenia nie jest wyrafinowana. To szkolenie podstawowych czynności w określonym środowisku taktycznym. – Trzeba wbić sobie do głowy, że muszę tak układać działania pomocowe, by nie dać się zabić. Przez to, że mam tę umiejętność, moje życie jest bardzo dużą wartością dla osób potrzebujących – podkreślał podkreślał prof. Gałązkowski.
Sami farmaceuci mówili natomiast, że nowe kompetencje potrzebne i chętnie skorzystają z takich szkoleń. – Dobrze takie umiejętności posiadać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy okażą się potrzebne – deklarował Marcin Repelewicz, prezes Dolnośląskiej Rady Aptekarskiej we Wrocławiu.












