O zarobkach lekarzy i nie tylko o tym
Opublikowano 23 lutego 2026 13:04
Z tego artykułu dowiesz się:
- Wynagrodzenia lekarzy budzą ogromne emocje, ale jak pokazuje raport „Gazety Wyborczej”, odpowiedź na pytanie „ile zarabiają” jest bardziej skomplikowana, niż się wydaje.
- Większość lekarzy nie jest zatrudniona na etacie, co powoduje, że tylko 15-20% z nich korzysta z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, a reszta może liczyć na znacznie wyższe kwoty.
- Problemy finansowe w ochronie zdrowia wynikają nie tylko z niskich wynagrodzeń, ale także z niesprawiedliwego podziału obciążeń składkowych, co od lat budzi kontrowersje wśród ekspertów.
- Choć pojawiają się obietnice zmian, dotychczasowe doświadczenia z politykami sugerują, że realne reformy w systemie ochrony zdrowia mogą być trudne do osiągnięcia.
Oczywiście, można odpowiedzieć i tak: - Lekarze na ogół zarabiają dużo lub bardzo dużo. Co zresztą dla każdego będzie znaczyć coś innego, więc i tak „to skomplikowane”.
Wiadomo natomiast z całą pewnością, że teksty o wynagrodzeniach sprzedają się zawsze „dobrze” lub „bardzo dobrze” a zarobki w ochronie zdrowia, w tym zarobki lekarzy, dzięki nieustannym staraniom polityków (i dziennikarzy, również) podpalają zbiorową wyobraźnię, generując liczne kliki. Co zresztą nie dziwi, uwielbiamy zaglądać innym do kieszeni (na konto) i nawet jeśli zamiast informacji „ile zarabiają lekarze” dostajemy przykłady pojedynczych zarobków z wybranych szpitali (tych, które chciały odpowiedzieć, spoiler alert – większość nie chciała), kliki się mnożą.
I to będzie trwać, bo przecież przeciąganie liny wokół zarobków – również lekarzy – trwa w najlepsze i prędko się nie skończy. Teoretycznie ustawa o wynagrodzeniach minimalnych pracowników ochrony zdrowia dotyczy niewielu lekarzy, przynajmniej specjalistów – nie więcej niż 15-20 proc. z nich jest zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, w tej grupie są również tacy, którzy na etacie otrzymują znacząco większe kwoty niż te, gwarantowane ustawą, a to wokół niej w najbliższych tygodniach i miesiącach będzie się toczyć najostrzejszy spór.
Związki zawodowe mówią bardzo jasno: to nie ustawa o wynagrodzeniach generuje kryzys w finansach ochrony zdrowia, ale zbyt niski poziom nakładów. A nakłady są niskie, bo mamy zabetonowany niesprawiedliwy podział obciążeń składkowych. Lista grup uprzywilejowanych, płacących składki minimalne (rolnicy) lub niepłacących ich wcale (m.in. służby mundurowe) jest naprawdę długa a o konieczności bardziej sprawiedliwego, solidarnościowego, rozłożenia obciążeń składkowych eksperci przypominają od lat. Od lat – bez efektów.
Czy to się zmieni? Pojawiające się doniesienia a to o trwających rozmowach „na najwyższym rządowym szczeblu” i w gronie ugrupowań koalicyjnych brzmią obiecująco, jednak doświadczenia na styku „polityka” (a zwłaszcza „politycy”) i „składka zdrowotna” każą raczej powściągać optymizm. Nie raz i nie dwa premier (i inni politycy) wykluczali podwyższanie składki. Co prawda chodziło wówczas raczej o bazową składkę zdrowotną, ale jeśli do tego brakło odwagi (choćby w postaci kroczącego, praktycznie nieodczuwalnego, podwyższania o 0,25-0,5 pkt. proc. rocznie), czy można się spodziewać zgody na „rewolucję” dla wybranych grup społecznych. Grup, które mają swoją silną reprezentację polityczną, która to reprezentacja w najbliższych wyborach parlamentarnych będzie dosłownie grać o życie.
Dyskusja o zmianach w oskładkowaniu grup uprzywilejowanych bez rozmowy o nowym modelu finansów systemu ochrony zdrowia, łącznie z poziomem realnego odsetka PKB przeznaczanego na zdrowi ze środków publicznych jest pusta. A nic nie wskazuje, by politycy byli gotowi do zmierzenia się z problemem takim, jaki on jest – a nie takim, jaki chcieliby go widzieć, czyli wycinkowym.












