Blogosfera Medexpressu

Cukier buraczany z podpisem astralnym

gregos

prof. Andrzej Gregosiewicz 2013-02-24 15:53
Informacja lecznicza może być też: duchowa, wirtualna, kwantowa, strukturalna i cyfrowa. Przesyłają ją nawet przez telefon lub Internet. Generalnie, to jakieś chore majaczenie na temat medycyny!

Rozmowa z prof. zw. dr. hab. n. med. Andrzejem Gregosiewiczem, kierownikiem Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Rozmawiała Agnieszka Mazuś, kierownik działu on-line Dziennika Wschodniego (przed rokiem).

Dlaczego prawo zezwala na sprzedaż leków homeopatycznych, zaś Naczelna Rada Lekarska przeciwko temu protestuje?

Odpowiem pytaniem. A skąd wziął się w Farmakopei Europejskiej zapis: „Nie da się określić różnicy między rozpuszczalnikiem a homeopatycznym środkiem leczniczym za pomocą naukowych metod analitycznych”?  Przecież takie sformułowanie to prawna legalizacja okultyzmu i magii. Idźmy dalej: o czym świadczy fakt, że każdy „lek” homeopatyczny musi posiadać „podpis astralny”? Niech każdy sobie odpowie; używanie słów niecenzuralnych jest wskazane.

Ale lobby (mafia?) homeopatyczne to wielkie pieniądze. Dlatego politycy nie mieli oporów, by napluć w twarz nauce i medycynie. Przeciwko temu gigantycznemu oszustwu (korupcji?) świat nauki musi protestować.

Portal Racjonalista nazwał pana „ojcem chrzestnym medialnej walki z homeopatią”. Trwa ona już ponad 10 lat. Dlaczego jest pan tak uparty?

Jestem konsekwentny. Nie toleruję głupoty. Bo głupota homeopatyczna zabija. Ostatnio, w Australii, zmarło 9-miesięczne dziecko z chorobą skóry, którą łatwo leczy się konwencjonalnymi środkami. Rodzice dziecka nie zgodzili się na ich stosowanie. Za ten brak zgody otrzymali wysokie kary więzienia. Ale „postępowe” media całodobowe nadal twierdzą, że trzeba mieć „otwarty umysł”, by zrozumieć, że „lek” homeopatyczny harmonizuje wibracje ustroju ludzkiego z wibracjami kosmosu. W regionach występowania malarii te homeopatyczne wibracje zabiły już miliony osób.

Teraz proszę uważać: wszystko to działo się (i dzieje) pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Mimo, że jej członkowie powinni już od dawna odsiadywać dożywotnie kary więzienia za homeobójstwo.

Swoją publicystykę na temat uzdrowicieli, ruchu New Age i tzw. medycyny holistycznej traktowałem początkowo jako hobby. Ale, gdy polski ustawodawca ogłosił, że „leki homeopatyczne nie muszą leczyć”, rozpocząłem autentyczną krucjatę przeciwko temu absurdowi. Na efekty czekałem całe lata, ale w końcu ludzie zaczęli myśleć i zastanawiać się, gdzie leży prawda.

Entuzjaści homeopatii zarzucają panu, że chce się pan wypromować ich kosztem.

Nie mam już takiej szansy. W hierarchii uniwersyteckiej osiągnąłem wszystko. Moja klinika cieszy się w Europie wysokim prestiżem. Przyjeżdżają do mnie pacjenci z całego kraju i zza granicy. Opublikowałem kilkaset prac naukowych, z których wiele jest cytowanych w anglojęzycznych podręcznikach ortopedii na całym świecie. Niektóre metody leczenia opracowane przeze mnie stały się standardem terapeutycznym. Zredagowałem naukowo pierwszy w Polsce podręcznik „Ortopedii Dziecięcej”. Czego mogę więcej chcieć? Na homeopatię tracę tylko czas

Jest pan światowej klasy specjalistą, jednym z najlepszych chirurgów ortopedów w Polsce. Czy nigdy nie obawiał się pan, że przez tę walkę z wiatrakami straci pan szacunek środowiska lekarskiego?

Problem polega na tym, że to ja straciłem szacunek do wielu autorytetów. Zwłaszcza do tych, którym nie przeszkadza, że pod przykrywką tzw. holistycznego paradygmatu, wkradły się do medycyny metafizyczne oszustwa lecznicze. W rozpowszechnianiu kłamstw naukowych i medycznych przoduje Ministerstwo Zdrowia. Czysty Orwell.

Dlaczego tak wielu lekarzy zajmuje się homeopatią?

Zazwyczaj to ci, którzy nie potrafili odnaleźć się w prawdziwej medycynie. Którzy pewnego dnia zorientowali się, że nie nauczą się operować lub nie będą mieli odwagi podejmować odpowiedzialnych decyzji.

Głośna krytyka homeopatii okazała się dość niebezpieczna. Dwa razy musiał się pan ze swoich słów tłumaczyć przed sądem.

To prawda. Przed laty kilku dziennikarkom lubelskiej prasy próbowałem wytłumaczyć, że jeśli mechanizm działania oscillococcinum polega na przenoszeniu „leczniczej informacji”, to gdy przypadkiem do produkcji tego „leku” zostaną użyte zwłoki kaczki, która była chora na ptasią grypę – to „lek” przeniesie „informację chorobotwórczą”. Była to zwykła kpina z metafizycznych absurdów homeopatii. Ale tego dziennikarki już nie wyjaśniły, a swoje artykuły zatytułowały dramatycznie: „Leki homeopatyczne przenoszą ptasią grypę”. Nic dziwnego, że producent preparatu pozwał mnie do sądu. Proces przegrałem i sąd nakazał mi przeproszenie firmy. Nie zrobiłem tego, więc koncern przeprosił sam siebie zamieszczając stosowne ogłoszenie z moim podpisem. Uważam jednak, że w sumie to się opłaciło. Bo właśnie wtedy zaczęła się burza medialna, której do dzisiaj nie mogą mi homeopaci darować.

A kolejny proces? 

Byłem wtedy już obeznany z kodeksem cywilnym i wiedziałem, że mogę nazywać homeopatię oszustwem, jeśli tylko nie będę wymieniał nazw koncernów. Ale pani Irena Rej, z zawodu psycholog, a z zamiłowania producentka 50 „leków” homeopatycznych (wszystkie „odkrył mentalnie” były prezes Polskiego Towarzystwa Homeopatycznego) i prezeska Izby Gospodarczej Farmacja Polska wytoczyła mi proces o zniesławienie. Do wspólnego boju zaprosiła wszystkie zagraniczne koncerny produkujące w Polsce homeopatyczny cukier. Warszawski sąd jednak odrzucił pozew. Okazało się, że nazywanie oszustwa oszustwem nie jest przestępstwem.

Klub Sceptyków Polskich nazwał pańską działalność syzyfową pracą. Jednak chyba nie mają racji, skoro według „Rynku Zdrowia” w ciągu ostatnich kilku lat sprzedaż leków homeopatycznych w Polsce zmniejszyła się o około jedną czwartą

Obecnie o połowę. Z tego jestem najbardziej dumny. Łatwo policzyć, ilu pacjentom uratowałem zdrowie lub życie. Poza tym, głównie dzięki mnie, Polska jest europejskim liderem w walce z oszustwami leczniczymi.

Co jest według homeopatów czynnikiem terapeutycznym?

Ewa Czerwińska – obecna szefowa Towarzystwa Homeopatycznego, twierdzi, że jest to niematerialna „informacja lecznicza”. Cóż, z osobą, która w „leczeniu” stosuje magię, nie ma jak dyskutować. Po prostu należałoby odebrać jej dyplom lekarza i na tym zakończyć sprawę.

Co to znaczy „informacja lecznicza”?

Sami homeopaci nie wiedzą, co to jest. Nadają jej różne nazwy. Np. duchowa, wirtualna, kwantowa, strukturalna, cyfrowa. Przesyłają ją nawet przez telefon lub Internet. Generalnie, to jakieś chore majaczenie na temat medycyny!

Kiedy leki homeopatyczne stały się popularne w naszym kraju? I dlaczego tak się stało?

Rozkwit homeopatii zawdzięczmy Unii Europejskiej i jej oszukańczym dyrektywom, które „suwerenny” polski ustawodawca zaakceptował na kolanach. Efektem było wprowadzenie do aptek około 5 tysięcy homeopatycznych fałszywek. Po raz kolejny wyszła na jaw ignorancja Ministerstwa Zdrowia i arogancja władz publicznych. Lekarze nie mieli nic do powiedzenia.

Jak to wygląda w innych krajach?

W USA Agencja ds. Żywności i Lekarstw (FDA) nie wydaje licencji na „leki” homeopatyczne od 1970 roku! A w Anglii, w zeszłym roku komisja specjalna parlamentu brytyjskiego wydała oświadczenie, w którym zaleciła, by National Health Service zaprzestała refundacji preparatów homeopatycznych oraz wycofała wszelkie licencje, jakich udzieliła tym preparatom. Widząc, co się święci, już w 2009 roku, kilka brytyjskich uniwersytetów zaprzestało rekrutacji studentów na kursy homeopatyczne. A kilka tygodni temu Naczelna Lekarz Wielkiej Brytanii prof. Sally Davis oświadczyła publicznie, że „homeopatia to stek bzdur”.

W Polsce z homeopatią walczy tylko pan?

Tak było przez całe lata. Teraz mam oparcie w Klubie Sceptyków Polskich, którego jestem członkiem-założycielem oraz w Polskim Stowarzyszeniu Racjonalistów. Przyłącza się do nas coraz więcej myślących niezależnie naukowców. Wszyscy mamy nadzieję, że już niedługo polski ustawodawca wyeliminuje z medycyny szalbierstwo i metafizykę.

PDF

Zobacz także