Jak zachęcić Polaków do szczepień?

Fot. Getty Images/iStockphoto
W tej chwili problemem nie jest brak szczepionek, a przekonanie Polaków do tego, by się szczepili – przyznaje rząd. Loteria Narodowego Programu Szczepień, kampania profrekwencyjna na razie nie przynoszą specjalnie okazałych rezultatów, bo szczepienia pierwszą dawką wyraźnie zwalniają? Na pytanie, jak przekonać Polaków do szczepień, próbują odpowiedzieć profesjonaliści.
Medexpress 2021-07-07 09:36

Ponad 68 proc. Polaków to zwolennicy szczepień. 32 proc. to osoby, które mają wobec nich wątpliwości i zamierzają się szczepić. W wynikach badania HX Study zrealizowanego przez agencję mediową Starcom we współpracy z departamentem Data Science można szukać odpowiedzi na podstawowe w tej chwili pytanie: co mogłoby skłonić niezdecydowanych Polaków do szczepień.

Autorzy raportu zwracają, że dane demograficzne nie wyjaśniają w pełni decyzji o zaszczepieniu się. - Co prawda istnieje korelacja pomiędzy poziomem wykształcenia a stosunkiem do szczepień, ale nie jest ona wystarczająca do całkowitego wyjaśnienia zjawiska. Wykształcenie pomaturalne i wyższe deklaruje odpowiednio 50 proc. zwolenników i 40 proc. sceptyków – czytamy w raporcie.

Miejsce zamieszkania? Jest faktem, że największe miasta szczepią się najchętniej. W pierwszej piątce gmin z największym odsetkiem w pełni zaszczepionych (liderem jest maleńka, podwarszawska Podkowa Leśna) trzy miasta to wielkie aglomeracje (Warszawa, Wrocław, Gdańsk). Piąty jest Sopot. W pierwszej dziesiątce jest tylko jedna gmina wiejska (Michałowice, woj. mazowieckie) i jedna miejsko-wiejska (Konstancin-Jeziorna, willowa miejscowość podwarszawska).

Skąd ta nadreprezentacja wielkich miast? Raport wyjaśnia: „Może to wynikać z kilku kwestii. Po pierwsze gęstości zaludnienia. W dużych miastach trudniej jest unikać tłoku, a korzystanie z komunikacji miejskiej wymusza wspólne przebywanie w zamkniętych przestrzeniach. Istnieje tam mniejsza możliwość zachowania dystansu, a tym samym potencjalnie większe ryzyko zetknięciem się z wirusem. Skoro ryzyko jest wyższe, to i chęć szczepienia rośnie. Po drugie w dużych miastach jest więcej punktów szczepień, a tym samym cały proces wydaje się logistycznie prostszy. Po trzecie, w miastach jest więcej nośników reklamowych, które przypominają o trwającym procesie rejestracji, czyli mieszkańcy miast są bardziej eksponowani na kampanię społeczną promującą szczepienia. Ponadto oba wspomniane czynniki są ze sobą połączone, czyli statystycznie mieszkańcy dużych miast są jednocześnie lepiej wykształceni.”

Badania potwierdzają obserwowaną od miesięcy zależność między wiekiem a nastawieniem do szczepień: im starsza grupa, tym więcej zwolenników szczepień. Największą nadreprezentację zwolenników szczepień widzimy w grupach powyżej 45. roku życia. Młodsi Polacy wykazują więcej wątpliwości. – Mamy tu dwie hipotezy. Pierwsza to dotkliwość choroby. Młodsi ludzie mniej się boją, bo nawet jeśli zachorują, to przejdą łagodniej, więc motywacja do szczepienia spada. Druga kwestia to dostępność szczepionki. Paradoksalnie jej powszechność w Polsce przyczyniła się do spadku zainteresowania. Przedstawiciele starszych grup wiekowych walczyli jeszcze o możliwość zapisu, a sama szczepionka była dobrem rzadkim i cennym. Wszyscy pamiętamy bulwersujące opinię publiczną przypadki, kiedy to ktoś rozpoznawalny zaszczepił się poza kolejnością. Obecnie wiele punktów szczepień zamyka się z braku chętnych – mówi Agnieszka Jędrasik z agencji mediowej Starcom.

Specjaliści od marketingu i reklamy podkreślają, że głównym motywatorem przemawiającym za szczepieniem jest troska o własne zdrowie i bezpieczeństwo – wskazuje na nie odpowiednio 68 i 64 proc. respondentów. - Troska o innych, nawet najbliższych, choć wskazywana często, znajduje się znacznie niżej w rankingu. I to pomimo faktu, że od ponad roku oficjalna narracja związana z obostrzeniami akcentowała troskę o innych, a niekoniecznie o siebie. Jak widać, nie doceniono potęgi egoizmu jako głównego motywatora ludzkich działań. I na tym właśnie aspekcie – korzyściach dla siebie – powinna się skupiać dobra kampania promująca szczepienia – uważają twórcy badania.

Zwolenników szczepień od sceptyków wyróżnia to, że bardziej odczuli pandemię COVID-19 w codziennym życiu. Wyraźnie częściej deklarują np. częstsze załatwianie spraw przez internet, zakupy online. Częściej pracują zdalnie i korzystają z dostaw z lokali gastronomicznych. Częściej też online uczestniczyli w wydarzeniach kulturalnych. Ale przede wszystkim wśród zwolenników szczepień znacznie więcej jest osób, które mają osobiste doświadczenie związane z COVID-19. - Wśród zwolenników szczepień więcej jest osób, które obserwowały chorych w swoim otoczeniu, z ofiarami śmiertelnymi włącznie. W grupie sceptycznie nastawionej do szczepień więcej osób deklaruje, że nie zna nikogo, kto chorował. Z drugiej strony, to właśnie w grupie sceptyków więcej jest ozdrowieńców, którzy mogą czuć się tymczasowo odporni. Fuzja tych czynników może więc osłabiać poczucie osobistego zagrożenia, które jest kluczowym determinantem decyzji o szczepieniu – mówi Jędrasik.

Zwolennicy szczepień w ogromnej większości uważają, że szczepienia przyspieszą koniec pandemii (87 proc., podczas gdy wśród sceptyków 21 proc.). Wierzą w skuteczność szczepionek (88 proc. vs. 16 proc.) i ich bezpieczeństwo (79 proc. vs. 18 proc.). Jednocześnie niemal co drugi zwolennik szczepień przyznaje, że obawia się wystąpienia odczynów poszczepiennych (wśród sceptyków – 73 proc.).

Z badań wynika jeszcze jeden wniosek: ani przymus szczepień, ani wprowadzenie przywilejów dla zaszczepionych w Polsce nie mogą liczyć na większe poparcie społeczne. Nawet wśród zwolenników szczepień, z oczywistych względów bardziej przychylnych przywilejom, za takim zróżnicowaniem opowiada się mniejszość badanych. - Można się spodziewać, że wprowadzenie tego typu regulacji i tak nie przekonałoby przeciwników szczepień, a wywołałoby sprzeciw wobec nierówności i ograniczaniu wolności. Pierwsze próby takich działań, jak np. specjalna kolejka dla zaszczepionych do basenów w Termach Poznańskich, pokazują, że zagadnienie należy do kontrowersyjnych i wywołujących żywiołowe reakcje – czytamy w raporcie.

Co mogłoby zmotywować nieprzekonanych Polaków do zgłaszania się do punktów szczepień? Z badania HX Study wynika, że najsilniejszym motywatorem jest troska o samego siebie. Znacznie mniejszy sens miałby apel do odpowiedzialności zbiorowej czy odwołanie się do obowiązku obywatelskiego. Dla nas samych jesteśmy najważniejsi my sami, więc tylko osobiste korzyści mogą nas zachęcić. – Wcielając się w rolę autorów kampanii społecznej, bądźmy jednak ostrożni, gdyż przywileje tylko dla zaszczepionych nie spotkają się z entuzjazmem. Lepiej nie myślmy też o koncercie lub innym wydarzeniu „na zachętę” tylko dla zaszczepionych, bo prawdopodobnie fala hejtu przysłoni pierwotnie szlachetny pomysł. Najwyraźniej mamy kulturowo bardzo głęboko zakorzenioną niechęć do segregacji. Zobaczymy, jaki efekt przyniesie właśnie startująca Loteria Narodowego Programu Szczepień. Być może zasada marchewki zamiast kija zwiększy zainteresowanie szczepieniami. O tym dowiemy się już wkrótce. Pewnym tropem byłoby też podkreślenie w kampanii, że ozdrowieńcy nie nabierają trwałej odporności. Z naszych badań wynika, że ta grupa częściej rezygnuje ze szczepień, prawdopodobnie z powodu pozornego poczucia bezpieczeństwa – radzi Jędrasik.

Według autorów badania kampania powinna być też adekwatna do osób młodszych, poniżej 45. roku życia, bo w tych przedziałach widać najwięcej oponentów. Dobry efekt mogłaby przynieść kontynuacja kampanii oparta na współpracy z odpowiednio dobranymi ambasadorami. Dotychczasowy dobór celebrytów wydaje się być bardzo sensowny, tworzą go przedstawiciele jedenastu różnych generacji. Niemniej jednak najwięcej osób zauważyło Cezarego Pazurę (29 proc.), a skierowanego do młodszych Polaków Macieja Musiała jedynie 7 proc. Wyniki pokazują zatem, że teraz z większą uwagą powinni zostać potraktowani młodzi Polacy.

PDF

Zobacz także