Szczyt Zdrowie Kardiologia – pilny priorytet w odbudowie zdrowia Polaków

Niewydolność serca jest w Polsce pierwszą, izolowaną przyczyną zgonów. Cierpi na nią 1,2 mln osób – i te statystyki dotyczą tylko pacjentów zdiagnozowanych. Eksperci i przedstawiciele organizacji pacjenckich nie mają wątpliwości, że pandemia COVID-19 zwiększyła tę liczbę, choćby dlatego, że z opóźnieniem diagnozowane są i leczone inne choroby układu krążenia, które prowadzą do niewydolności serca. Tymczasem ciągle problemem jest dostępność do skutecznej farmakoterapii.
Medexpress 2021-07-12 09:58

Uczestnicy panelu, poświęconego wyzwaniom w kardiologii, który odbył się w ramach Szczytu Zdrowie 2021 zwracali uwagę, że choć w tej dziedzinie w ostatnich kilkunastu latach dokonał się ogromny postęp, niewydolność serca, a raczej pacjenci z niewydolnością serca, ciągle czekają na swoją kolej. Na dostrzeżenie ich problemów. Również dlatego organizacje pacjentów z problemami kardiologicznymi zorganizowały w ostatnich miesiącach kampanię społeczną pod hasłem „Nie mamy czasu”. Zmiany w opiece nad pacjentami z niewydolnością serca postępują bowiem zbyt wolno, z perspektywy pojedynczych chorych, dla których nieoptymalne leczenie i opieka oznacza kurczenie się czasu życia.

Dane są bezwzględne: w 2018 roku niewydolność serca była odpowiedzialna, jako bezpośrednia przyczyna, za co dziesiąty zgon w Polsce. Ogólnie, rocznie, umiera 140 tysięcy osób, które cierpią na niewydolność serca. Polskim problemem jest to, że pacjenci z niewydolnością serca, z powodu problemu z dostępnością do optymalnej farmakoterapii i modelu leczenia, znacząco częściej niż mieszkańcy innych krajów trafiają do szpitali z zaostrzeniem choroby – za każdym razem, jak podkreślali w trakcie panelu eksperci, skutkuje to pogorszeniem ich rokowań na przyszłość. Według szacunków, łączne koszty niewydolności serca w Polsce wyniosły w 2018 roku 6,2 mld zł, czyli 0,3 proc. PKB.

- Od kilku lat apelujemy o skuteczne leczenie pacjentów z niewydolnością serca. Już w tej chwili mamy olbrzymią rzeszę pacjentów i wydaje się, że trzeba dokładać wszelkich starań, żeby nie przybywało pacjentów z pogłębiającą się niewydolnością. Podstawowa sprawa to nowoczesne terapie i kompleksowa opieka. Od sześciu, siedmiu lat to powtarzamy. Bierzemy udział w debatach, w posiedzeniach komisji sejmowych, senackich. Nie mamy wrażenia, żeby nasz głos był słyszalny – mówiła Agnieszka Wołczenko prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń „EcoSerce”.

Prof. Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii podkreślał, że lekarze są w stanie skutecznie leczyć pacjentów z niewydolnością serca. A raczej – mogliby, gdyby nowoczesny i skuteczny lek doczekał się w Polsce refundacji. – Nowoczesne, nierefundowane terapie są stosowane tylko w niewielkiej grupie pacjentów, bo większość nie może sobie pozwolić na lek – podkreślał ekspert. Co prawda miesięczny koszt dapagliflozyny, która nie może się doczekać refundacji, nie jest oszałamiająco wysoki – to około 140 złotych, ale lekarze podkreślają, że niewydolność serca pojawia się u pacjentów już obciążonych innymi chorobami. Część z nich jest niezdolna do pracy, żyje z zasiłku lub renty. W tej sytuacji stałe dodatkowe obciążenie w tej wysokości jest rujnujące dla domowego budżetu.

- Lek stosuję od momentu, kiedy został zarejestrowany w Europie. Jest on dobrze tolerowany, nie ma większych skutków ubocznych. Jest skuteczny, bo pacjenci nie trafiają do szpitali z powodu zaostrzenia niewydolności serca – mówiła dr Marta Kałużna-Oleksy, I Klinika Kardiologii UM w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca, podkreślając jednocześnie, że lek o którego refundację zabiegają i pacjenci i lekarze, nie może i nie będzie stosowany u wszystkich chorych z niewydolnością serca.

Jednak refundacja nowoczesnych terapii to nie wszystko. Kardiolodzy zwracają uwagę, że pacjent z niewydolnością serca powinien być tak samo zaopiekowany, jak pacjenci, którzy uczestniczą w programie KOS-Zawał. Bez włączenia lekarzy POZ i specjalistów w AOS, których pacjent powinien odwiedzać regularnie, trudno zapobiec zaostrzeniom choroby i hospitalizacjom. – KOS-Zawał zmniejszył roczną śmiertelność pacjentów o 38 proc. Nie ma takiej terapii, która by miała podobną skuteczność. Logistyka jest kluczem do sukcesu – mówił prof. Kaźmierczak. Kolejnym obszarem, na którym jest wiele do zrobienia, jest profilaktyka chorób układu krążenia, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, ale także otyłości.

Prof. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową i prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego przyznał, że w Polsce rosną wydatki na ochronę zdrowia, więcej pieniędzy przeznacza się na leczenie szpitalne, ale to nie przekłada się na wydłużanie życia pacjentów. – W leczeniu niewydolności serca największy procentowy udział, jeśli chodzi o koszty, ma właśnie leczenie szpitalne. A najmniej kosztochłonne jest leczenie ambulatoryjne oraz farmakoterapia. Chodzi wręcz o to, żeby odsuwać moment, gdy pacjent trafia do szpitala, gdy musi tam trafić – podkreślał. Zresztą o takie właśnie podejście apelowali już w pierwszych miesiącach pandemii kardiolodzy, wyrażając nadzieję, że jej doświadczenia „nauczą” decydentów, jak ważne jest właściwe alokowanie środków finansowych i kierowanie ich tam, gdzie możliwe jest utrzymanie pacjenta jeśli nie w zdrowiu, to na takim etapie rozwoju choroby, który nie zagraża załamaniami i koniecznością korzystania z opieki szpitalnej.

PDF

Zobacz także