Wszystko co trzeba wiedzieć go guzie tarczycy
Opublikowano 26 lutego 2026 08:32
Z tego artykułu dowiesz się:
- Nie każda diagnoza guzka tarczycy oznacza operację! Dr Tomasz Sędziak z Centrum Chirurgii Małoinwazyjnej wyjaśnia, jak nowoczesne metody leczenia pozwalają na oszczędzenie tarczycy i uniknięcie blizn na szyi.
- Guzki tarczycy są powszechne, ale większość z nich jest łagodna. Kobiety częściej zmagają się z tym problemem z powodu hormonalnych predyspozycji, a dr Sędziak podkreśla, że diagnostyka jest kluczowa dla podjęcia właściwych decyzji.
- Echolaser to innowacyjna metoda leczenia! Pozwala na zniszczenie samego guza bez usuwania tarczycy, co oznacza szybszy powrót do codzienności i mniejsze ryzyko konieczności suplementacji hormonów.
- Obawy pacjentek są zrozumiałe, ale nie zawsze uzasadnione. Dr Sędziak zwraca uwagę na potrzebę edukacji i rzetelnej komunikacji, aby pacjentki czuły się pewniej w podejmowaniu decyzji o swoim zdrowiu.
- Każda pacjentka powinna być partnerem w procesie leczenia. Ważne jest, aby zadawać pytania i rozumieć wszystkie dostępne opcje, co zwiększa poczucie bezpieczeństwa i komfortu w obliczu diagnozy guzka tarczycy.
Panie Doktorze, w gabinetach endokrynologicznych to zdanie pada codziennie: „Ma pani guzek tarczycy”. I bardzo często uruchamia się lawina skojarzeń: operacja, blizna, leki do końca życia. Dlaczego ten lęk jest tak powszechny?
Dr Tomasz Sędziak: Bo tarczyca jest narządem, który pacjentki „czują” nie tylko w sensie fizycznym, ale też symbolicznym. To miejsce na szyi – widoczne, wrażliwe, blisko strun głosowych, oddychania, przełykania. Do tego tarczyca kojarzy się z hormonami, czyli z energią, nastrojem, wagą, płodnością, skórą, włosami. Kobieta słyszy „guzek” i myśli: „czy ja teraz będę chora?”, „czy to rak?”, „czy stracę tarczycę?”, „czy będę żyć na hormonach?”. Ten lęk jest zrozumiały.
Drugi powód jest bardziej systemowy: przez dekady głównym rozwiązaniem, gdy guz rósł albo dawał objawy, była chirurgia. A chirurgia tarczycy – choć często konieczna i skuteczna – niesie konsekwencje. Usunięcie płata lub całego gruczołu może oznaczać trwałą konieczność suplementacji hormonów, długoterminowe kontrole i – dla wielu pacjentek istotne – widoczną bliznę na szyi. To sprawia, że w świadomości społecznej „guz tarczycy” automatycznie łączy się z „utraconą tarczycą”. Tymczasem medycyna poszła do przodu i dziś mamy metody, które pozwalają leczyć, oszczędzając narząd.
Zatrzymajmy się na chwilę przy samych guzkach. Jak Pan tłumaczy pacjentkom, czym jest guzek tarczycy i dlaczego to takie częste zjawisko?
Dr Tomasz Sędziak: Guzek tarczycy to ogniskowa zmiana w obrębie gruczołu – fragment tkanki, który różni się strukturą od reszty. Może być lity, torbielowaty lub mieszany. Często stanowi „nieme” znalezisko w USG, bez żadnych objawów. U kobiet guzy występują częściej, co ma związek m.in. z gospodarką hormonalną, wiekiem i predyspozycjami genetycznymi.
Kluczowe jest to, że większość zmian guzkowych jest łagodna. Ale „łagodna” nie znaczy „bez znaczenia”. Guzek może rosnąć, deformować szyję, powodować uczucie ucisku, dyskomfort przy przełykaniu, czasem chrypkę – choć tu zawsze trzeba bardzo ostrożnie diagnozować – a także wywoływać napięcie psychiczne. Dla pacjentki 2-centymetrowa zmiana na szyi może być realnym problemem, nawet jeśli biopsja potwierdza łagodność.
Wspomniał Pan o USG i biopsji. Jak wygląda dziś rozsądny, nowoczesny algorytm diagnostyki guzów tarczycy? Co jest absolutnym minimum, zanim pacjentka usłyszy: „operacja”?
Dr Tomasz Sędziak: Minimum to rzetelna diagnostyka, a rzetelna diagnostyka zaczyna się od jakości USG i interpretacji obrazu. USG tarczycy to nie jest „tylko badanie obrazowe” – to narzędzie, które w doświadczonych rękach ocenia ryzyko onkologiczne zmiany, jej unaczynienie, granice, relacje do struktur sąsiadujących, a także to, czy guz jest lity, torbielowaty lub mieszany i czy ma cechy podejrzane.
Następnie podejmujemy decyzję o biopsji cienkoigłowej. W praktyce to biopsja rozstrzyga, czy mówimy o zmianie łagodnej, podejrzanej, czy o raku. Uzupełniamy to oceną funkcji tarczycy w badaniach laboratoryjnych – przynajmniej TSH, często FT4/FT3, czasem przeciwciała, zależnie od historii pacjentki. Celem jest odpowiedź na trzy pytania: czy guzek jest łagodny, czy wymaga postępowania onkologicznego; czy daje objawy mechaniczne lub estetyczne; czy wpływa na czynność hormonalną tarczycy lub jest z nią powiązany. Dopiero po takim uporządkowaniu można sensownie rozmawiać o opcjach: obserwacja, leczenie farmakologiczne, zabieg małoinwazyjny albo chirurgia.
Czyli to nie jest tak, że każdy guzek „się wycina”.
Dr Tomasz Sędziak: Zdecydowanie nie. Wiele guzków obserwujemy, jeśli nie rosną i nie dają objawów, a biopsja potwierdza łagodność. Natomiast jeśli zmiana rośnie, powoduje dolegliwości, jest kosmetycznie uciążliwa albo pacjentka odczuwa silny dyskomfort psychiczny – wchodzimy w leczenie. I tu przez lata „leczenie” oznaczało najczęściej operację. Dziś coraz częściej oznacza leczenie małoinwazyjne, o ile pacjentka jest dobrze zakwalifikowana.
No właśnie – kwalifikacja. Co to znaczy „dobrze zakwalifikowana pacjentka” do ablacji echolaserem?
Dr Tomasz Sędziak: To znaczy pacjentka, u której wiemy, co leczymy i po co to leczymy. Najczęściej są to zmiany łagodne potwierdzone w biopsji, które rosną, powodują objawy lub stanowią problem estetyczny. Ważne jest też położenie zmiany – jej relacja do tchawicy, przełyku, nerwu krtaniowego wstecznego i naczyń. Oceniamy unaczynienie, konsystencję – czy guz jest bardziej lity czy torbielowaty, jak reaguje na ucisk, czy ma cechy zwiększające ryzyko powikłań.
Kwalifikacja to również uczciwa rozmowa o oczekiwaniach. Echolaser nie jest „magiczną gumką”, która usuwa guzek natychmiast. To procedura, po której guz ulega stopniowej redukcji w czasie. Pacjentka musi rozumieć, jak wygląda proces gojenia, kontroli i osiągania efektów.
Kiedy echolaser nie jest dobrym wyborem?
Dr Tomasz Sędziak: Są sytuacje, w których chirurgia jest najlepszą i najbezpieczniejszą opcją. Dotyczy to zmian z wysokim podejrzeniem złośliwości, niejednoznacznych wyników biopsji wymagających postępowania według standardów onkologicznych, a także części przypadków wieloguzkowości z rozległymi zmianami w całym gruczole, gdy celem jest całościowe leczenie.
Ważne jest też, że metody małoinwazyjne wymagają doświadczenia operatora. To nie jest procedura „taśmowa” – to precyzyjna praca pod kontrolą USG, w której każdy milimetr ma znaczenie.
Przejdźmy do samego zabiegu. Jak tłumaczy Pan pacjentce, czym jest echolaser i co dokładnie dzieje się z guzem?
Dr Tomasz Sędziak: Mówię: „Nie wycinamy tarczycy, tylko niszczymy samą zmianę od środka”. Echolaser to przezskórna ablacja laserowa pod kontrolą USG. W praktyce wprowadzamy do zmiany cienkie światłowody, przez które dostarczamy energię lasera. Powoduje ona kontrolowany efekt termiczny w obrębie guza: tkanka ulega zniszczeniu, a organizm stopniowo ją „sprząta” i zastępuje blizną wewnętrzną. W efekcie guz się zmniejsza.
Kluczowe są dwie rzeczy: kontrola – przez cały czas widzimy w USG, gdzie jesteśmy i jak rozkłada się energia – oraz selektywność – działamy na zmianę, a nie na cały narząd. Dla pacjentki oznacza to znieczulenie miejscowe, brak nacięcia chirurgicznego, brak blizny i szybki powrót do codzienności.
Jak pacjentka czuje się w trakcie zabiegu? Czy to boli? Czy jest stresujące?
Dr Tomasz Sędziak: Zabieg odbywa się w znieczuleniu miejscowym. To nie jest całkowicie „bezdotykowe” doświadczenie – jest ukłucie, czasem uczucie rozpierania czy dyskomfort – ale zazwyczaj dobrze kontrolowany. Stres? Tak, bo to tarczyca, szyja, głos. Dlatego tak ważne jest prowadzenie pacjentki: wyjaśnienie kolejnych etapów, spokój, komunikacja w trakcie. To nie jest tylko procedura techniczna – to procedura, w której pacjentka musi czuć się bezpiecznie.
Jakie są realne korzyści w porównaniu z klasyczną operacją? Nie tylko „brak blizny”, ale medyczne.
Dr Tomasz Sędziak: Brak blizny jest ważny, bo szyja jest miejscem widocznym, a dla wielu kobiet elementem tożsamości i poczucia atrakcyjności. Ale medycznie najważniejsze jest oszczędzenie tarczycy. Jeśli nie usuwamy gruczołu, w wielu przypadkach nie doprowadzamy do niedoczynności wymagającej stałej substytucji hormonów. Oczywiście nie mogę obiecać, że każda pacjentka nigdy nie będzie potrzebować leków – gospodarka hormonalna bywa złożona – ale zasadniczo ryzyko trwałej zależności od hormonów jest mniejsze niż po resekcji.
Dochodzi do tego aspekt rekonwalescencji. Zabieg małoinwazyjny to zazwyczaj szybszy powrót do funkcjonowania, mniej obciążeń okołooperacyjnych i brak typowych elementów chirurgii – narkozy ogólnej czy hospitalizacji w klasycznym trybie.
A ryzyka? Każda procedura je niesie. Jak Pan o nich mówi pacjentkom, żeby nie straszyć, ale też nie bagatelizować?
Dr Tomasz Sędziak: Mówię uczciwie: „To jest procedura bezpieczna, ale nie pozbawiona ryzyka”. Najważniejsze zagrożenia w okolicy tarczycy dotyczą struktur sąsiadujących – przede wszystkim nerwu krtaniowego wstecznego, odpowiedzialnego za ruch strun głosowych, oraz okolicznych tkanek. Dlatego tak istotna jest kontrola USG, technika i doświadczenie operatora. Mogą wystąpić przejściowe dolegliwości: ból, obrzęk, dyskomfort w szyi, rzadziej przejściowe zmiany głosu. Ryzyko poważnych powikłań jest niskie, ale rozmowa o nim jest obowiązkowa – pacjentka musi rozumieć, na co się decyduje i dlaczego u niej ta metoda ma sens.
Co z efektem? Pacjentka pyta: „Czy guzek zniknie?”
Dr Tomasz Sędziak: To zależy od typu i charakterystyki zmiany, ale celem jest istotna redukcja objętości guza i ustąpienie dolegliwości. Zmiana po ablacji nie znika tak jak „usunięta” chirurgicznie – przebudowuje się i zmniejsza w czasie. Efekt oceniamy kontrolnie w USG w kolejnych miesiącach. Pacjentka powinna wiedzieć, że to proces: guz stopniowo maleje, a organizm „porządkuje” obszar po ablacji. Bardzo ważne jest realistyczne ustawienie oczekiwań i systematyczna kontrola po zabiegu.
Wspomniał Pan o kontroli. Jak wygląda follow-up po echolaserze i dlaczego to element leczenia, a nie formalność?
Dr Tomasz Sędziak: Kontrola to część terapii. Umawiamy badania USG w określonych odstępach czasu, a w zależności od wyjściowej sytuacji endokrynologicznej monitorujemy też parametry tarczycowe. Na kontrolach oceniamy redukcję guza, ewentualne elementy wymagające dalszej obserwacji i to, czy objawy kliniczne ustąpiły. To ważne również psychologicznie: pacjentka widzi, że proces jest nadzorowany i że decyzja była przemyślana.
W tej rozmowie pojawia się jeszcze jeden wątek: kobiety, ciało i estetyka. W wielu obszarach medycyny ten aspekt wciąż traktuje się jako „fanaberię”. Jak Pan na to patrzy?
Dr Tomasz Sędziak: Estetyka to nie fanaberia – to element jakości życia. Blizna na szyi może być dla jednej pacjentki obojętna, a dla innej bardzo obciążająca. My, lekarze, nie powinniśmy oceniać, co jest „ważne”, tylko rozumieć, że pacjentka przychodzi z całością swojego życia. Jeżeli mamy metodę, która jest skuteczna i bezpieczna, oszczędza narząd i nie zostawia blizny – to jest to realna wartość terapeutyczna, a nie „kosmetyka”.
Chciałbym poruszyć temat, który często wraca: „A co, jeśli łagodny guzek stanie się kiedyś złośliwy?”. Czy to realne ryzyko i jak się z nim pracuje?
Dr Tomasz Sędziak: Tu trzeba mówić precyzyjnie. Większość łagodnych guzków nie ulega transformacji złośliwej. Natomiast pacjentka słusznie myśli o przyszłości: medycyna opiera się na prawdopodobieństwie i nadzorze. Dlatego tak ważna jest diagnostyka i kontrola. Jeśli zmiana jest łagodna w biopsji i ma obraz USG typowy dla łagodności, postępowaniem może być obserwacja lub leczenie małoinwazyjne, gdy istnieją wskazania. Jeżeli cokolwiek budzi wątpliwości, ścieżka jest inna i często prowadzi do chirurgii lub dalszej diagnostyki. Kluczowe jest to, że decyzja nie może być oparta na lęku – tylko na danych klinicznych.
Jak w praktyce współpracuje Pan z endokrynologami? To ważne, bo pacjentki często czują się „między specjalistami”.
Dr Tomasz Sędziak: To jest leczenie zespołowe. Endokrynolog często jest pierwszym lekarzem prowadzącym – diagnozuje, ocenia hormonalnie, kieruje na biopsję, prowadzi obserwację. Ablacja echolaserem wchodzi w grę wtedy, gdy rozważamy terapię małoinwazyjną. Ważne, żeby pacjentka nie musiała sama „układać” planu leczenia. Dobry ośrodek to taki, gdzie istnieje wspólny język diagnostyki, wskazań i kontroli.
W Pana pracy widać też pionierski wątek: szpital EuroMediCare jako pierwszy w Polsce wdrażał echolaser również w leczeniu nowotworów, z Pana udziałem. Co daje lekarzowi takie doświadczenie w kontekście tarczycy?
Dr Tomasz Sędziak: Praca z leczeniem małoinwazyjnym w onkologii uczy pokory wobec kwalifikacji i bezpieczeństwa. Uczy też, że „mniej inwazyjne” nie znaczy „mniej poważne”. To procedury wymagające bardzo dobrej znajomości anatomii, obrazu USG, świadomości ryzyk i planowania. W leczeniu tarczycy przekłada się to na precyzję, ostrożność i bardzo klarowną rozmowę z pacjentką: co możemy osiągnąć, jak, jakim kosztem i jakie są alternatywy.
Jakie pytania pacjentki zadają najczęściej – i które z nich uważa Pan za szczególnie mądre?
Dr Tomasz Sędziak: Bardzo cenię pytania o kwalifikację i alternatywy. Na przykład: „Co konkretnie w moim USG przemawia za łagodnością?”, „Czy biopsja jest wystarczająca, czy trzeba ją powtórzyć?”, „Jakie mam opcje poza operacją i obserwacją?”, „Jak wygląda kontrola po zabiegu?”, „Co z hormonami i płodnością?”. To pytania, które pokazują, że pacjentka chce rozumieć proces. I to jest fundament dobrej medycyny: pacjentka jako partner w decyzji.
Z drugiej strony – są też mity. Jakie są trzy najczęstsze mity o echolaserze i guzkach tarczycy?
Dr Tomasz Sędziak: Pierwszy: „Guzek = rak”. Nie – większość guzków jest łagodna. Drugi: „Jak jest guzek, trzeba wyciąć tarczycę”. Też nie – często wystarczy obserwacja lub leczenie oszczędzające. Trzeci: „Echolaser to kosmetyczna fanaberia”. To nie kosmetyka – to metoda terapeutyczna, która w odpowiednich wskazaniach pozwala leczyć skutecznie, bez usuwania narządu.
Powiedział Pan: „w odpowiednich wskazaniach”. Czyli echolaser to nie „religia”, tylko narzędzie.
Dr Tomasz Sędziak: Dokładnie. Najgorsze, co można zrobić, to zamienić jedną rutynę w drugą. Kiedyś rutyną była chirurgia. Nie chcemy, żeby rutyną stała się ablacja „na wszystko”. Dobra medycyna polega na dopasowaniu metody do problemu pacjentki, jej anatomii, wyników badań, potrzeb i ryzyk.
Na koniec proszę o krótką „mapę decyzji” dla kobiety, która właśnie dowiedziała się o guzku. Jakie trzy kroki dadzą jej poczucie bezpieczeństwa?
Dr Tomasz Sędziak: Po pierwsze: dobre USG u doświadczonej osoby i rzeczywiste zrozumienie opisu – nie tylko „jest guzek”, ale jaki jest. Po drugie: biopsja tam, gdzie jest wskazana i spokojna interpretacja wyniku w kontekście obrazu USG i objawów. Po trzecie: rozmowa o wszystkich opcjach, w tym o metodach małoinwazyjnych, jeśli istnieją wskazania. I najważniejsze: nie podejmować decyzji w lęku. Guz tarczycy to diagnoza, która bardzo często pozwala działać spokojnie, rozsądnie i nowocześnie – bez pochopnego usuwania narządu.
Gdyby miał Pan zostawić pacjentkom jedno zdanie, które redukuje lęk – co by to było?
Dr Tomasz Sędziak: Diagnoza guza tarczycy nie oznacza automatycznie operacji – dziś w wielu przypadkach możemy leczyć skutecznie, chroniąc tarczycę i jakość życia.











