Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie

Szpital zakaźny od kulis. Jak działają nowe procedury?

MedExpress Team

Kalina Gierblińska

Opublikowano 1 kwietnia 2020 09:36

Szpital zakaźny od kulis. Jak działają nowe procedury? - Obrazek nagłówka
Fot. Wojciech Górski
Rozmowa Medexpressu z dr n. med. Zbigniewem J. Królem, zastępcą dyrektora ds. klinicznych i naukowych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, który w czasie pandemii został przekształcony na jednoimienny szpital zakaźny.

Jak zmieniła się organizacja pracy w szpitalu MSWiA w Warszawie, po przekształceniu go w szpital zakaźny? Jednocześnie chciałabym przytoczyć wypowiedź ratownika SOR-u tej placówki, który udzielił wywiadu Gazecie Wyborczej i poprosić o komentarz. To fragment jego wypowiedzi: „Z pomieszczeń, które są dostępne, utworzyliśmy dwie strefy – brudną i czystą. Ale one nie są odpowiednio wentylowane, nikt nie wie, gdzie powietrze z tych pomieszczeń się spotyka. Gdyby ktoś pół roku temu zobaczył, jak to wszystko jest zorganizowane i porównał to ze standardami, to podałby nas do prokuratury za to, że narażamy zdrowie pacjentów. W obecnej sytuacji nikt się tym nie interesuje.”

Zbigniew J. Król: Pół roku temu żyliśmy w kompletnie innej rzeczywistości, jeśli chodzi o funkcjonowanie służby zdrowia, co więcej pół roku temu ciężko było przekonać niektórych ludzi do regularnych szczepień przeciwko chorobom zakaźnym. Dlatego to odniesienie się w wypowiedzi wspomnianego ratownika do czasów, które chyba już nie wrócą po zakończeniu epidemii, jest kuriozalne. Przygotowanie szpitala wysokospecjalistycznego, jak nasz, z tak dużą liczbą łóżek oraz z takim zakresem udzielanych świadczeń i przeprofilowanie w szpital mono specjalistyczny jest rozłożone na etapy. Dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy lepiej przygotowani, niż byliśmy w minionym tygodniu. A jeśliby sięgnąć jeszcze dalej, niż te pół roku i pokazać tło dla dzisiejszej sytuacji, to warto podkreślić, że wówczas szpitale zakaźne były w Polsce w inwolucji, zwijaliśmy tego typu zasoby, kompletnie nie uwzględniając potrzeb stworzenia zabezpieczeń na okoliczność wybuchu epidemii. Co do SOR-u, ten który mamy, jest jednym z kilku w całym kraju, gdzie wykonano najwięcej procedur i wyróżnia się pewną logiką w „przepływie” pacjenta od momentu jego rejestracji do diagnostyki i kierowania na konkretny oddział szpitalny. Kilka razy dziennie na SOR-ze omawiamy bieżące zapotrzebowania np. sprzętowe czy dotyczące śluz bezpieczeństwa. W tej chwili kończymy jego przebudowę, mam na myśli stworzenie korytarza uwzględniającego strefy izolacji dla pacjentów, ale też dla pracowników od tej części „czystej” do części „brudnej”. Wielu pacjentów nie kwalifikuje się do hospitalizacji ze względu na dobry stan zdrowia i oczekuje na wyniki testu laboratoryjnego w domu. My na szczęście mamy taką sytuację, że pierwotnie deklarowanych dwieście łóżek nie mamy jeszcze zapełnionych. W związku z tym wykorzystujemy teraz czas na uzupełnienie zapasów sprzętowych, wkrótce będziemy dysponować ponad 130 respiratorami. Główny budynek jest przygotowywany tak, by ścieżki pacjentów COVID + nie łączyły się ze ścieżkami pacjentów „ujemnych”. Pawilon K został przekształcony na miejsce, w którym znajdują się pacjenci wymagający leczenia z powodu koronawirusa i ci, których zostawiamy pod obserwacją. Kiedy ten wywiad się ukaże, przebudowa szpitala będzie już zakończona. Dla nas, po ogłoszeniu decyzji o przemianowaniu szpitala na jednoimienny szpital zakaźny, najtrudniejsza była ewakuacja pacjentów. To było najbardziej wyczerpujące i emocjonalne zadanie. Musieliśmy znaleźć dla około 300 osób miejsca w innych podmiotach leczniczych. Przewoziliśmy ok. czterech pacjentów na godzinę. Bardzo dobrze zachowały się szpitale warszawskie, a dla nich to też nie była łatwa decyzja. W jeden weekend ewakuacja tak dużej jednostki, bez szkody dla pacjenta, jest naszym wspólnym sukcesem operacyjnym.

A jak skomentuje Pan informację o braku personelu na SOR-ze? Ponownie przytoczę cytat: „Część osób się zwolniła, część przeszła na L4. Nie każdy jest gotowy, żeby narażać siebie czy swoją rodzinę, nie każdy godzi się na to, żeby pracować na oddziale zakaźnym, bo nie w takim szpitalu się zatrudniał. Szukamy nowych osób do pracy, ale jakoś nie widzę dużego zainteresowania. Pewnie będzie tak, że będziemy mieli nadliczbowe dyżury.”

ZJK: Część ludzi się przestraszyła o siebie i swoje rodziny, co jest zrozumiałe w tej sytuacji. Doniesienia medialne nie pomagają w zachowaniu zimnej krwi. Wydawać by się mogło, że personel medyczny, niezależnie od dotychczasowego doświadczenia, powinien być nieco lepiej przygotowany na taką sytuację. Z moich obserwacji wynika, że w większości lekarze i pielęgniarki mają w sobie niesłabnącą gotowość do pełnienia swojej misji zawodowej. Natomiast część pracowników ulega frustracji. Już na etapie ewakuacji szpitala widzieliśmy u niektórych osób bardzo wyraźne reakcje emocjonalne. Pojedyncze osoby po prostu nerwowo nie wytrzymywały. Prosiliśmy wtedy o wzięcie urlopu czy o odpoczynek z myślą o pozostałej części zespołu, w który takie emocje uderzały. Nie umiem powiedzieć czy mamy problem z obsadą dyżurów SOR-ów. Mamy problem z tym na oddziałach, gdzie pacjenci rzeczywiście są, np. część lekarzy internistów wspomaga urologię, laryngolodzy również bardzo pomagają zostając z pacjentami na dyżurach. W tej chwili te podziały na specjalności medyczne przestają być pierwszym członem zabezpieczenia. Odbieramy cały czas telefony od ludzi, którzy chcą tutaj pracować. Na dyżurach pracowali u nas również ludzie z sanepidu. Póki co nie mamy pełnego zasiedlenia szpitala pacjentami i liczba pracujących osób jest adekwatna do obecnej sytuacji.

Czy to prawda, że pracownicy SOR-u nie byli wcześniej przez nikogo przeszkoleni z zakresu zmian związanych z ich pracą w czasie epidemii, m.in. z bezpiecznego zdejmowania kombinezonów ochronnych tak, by nie mieć styczności z zewnętrzną ich częścią?

ZJK: Mam coraz silniejsze przeświadczenie, że wywiad do którego się pani odwołuje musiał być nagrywany w momencie ewakuacji szpitala i opublikowany znacznie później. 12 marca mieliśmy decyzję o przemianowaniu naszego szpitala, a 14 marca zrobiliśmy posiedzenie szpitalnego sztabu kryzysowego w poszerzonym składzie na SOR-ze z osobami z zespołu ds. zakażeń oraz z lekarzami z oddziału hepatologii i zakażeń. Lekarze z tego oddziału są bardzo aktywni od tego momentu jeśli chodzi o wszelkie sprawy logistyczne i szkoleniowe. Wraz z psychologiem, internistą, pielęgniarką odwiedzają codziennie oddział po oddziale, żeby mieć wszystko pod kontrolą. Uruchomiliśmy też dwie sale konferencyjne na potrzeby szkoleń z właściwego korzystania ze środków zabezpieczających personel. Te szkolenia trwają już ponad 10 dni i są w formule otwartej, tzn., że to oddział się sam na nie zgłasza, ten kto tego potrzebuje.

Ilu jest obecnie pacjentów z koronawirusem w szpitalu na Wołoskiej?

ZJK: Ta liczba się nieustannie zmienia, ale wciąż jest tej wielkości, że nie wywołuje to paniki w zespole lekarzy. Mamy hospitalizowanych około 104 pacjentów z koronawirusem. Przebadaliśmy ponad 550 osób. Mamy też pacjentów, którzy wymagają innych zabiegów ratujących życie i zdrowie, a są w tej fazie oczekiwania na wynik testu na obecność wirusa. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, żeby oczekiwanie na wynik i brak wyniku pozytywnego oddzielało człowieka od udzielenia mu pomocy. Dalej operujemy i leczymy z zawałów, wykonujemy wszystkie neurochirurgiczne zabiegi, nawet kiedy jeszcze nie mamy pewności czy to jest pacjent dodatni. Potem izolujemy tych ludzi oczywiście i robimy to w pełnym zabezpieczeniu, tak jakby to był człowiek z dodatnim wynikiem.

Czyli to nie jest tak, że wszystkie kliniki czy oddziały szpitala zostały zamknięte?

ZJK: W tej chwili nie ma żadnych planowych przyjęć ani przyjęć w trybie ostrym, chyba że mówimy o zabiegach ratujących życie. Nie odwracamy się od potrzebujących pacjentów.

Ile jest wykonywanych w szpitalu testów na koronawirusa?

ZJK: Około stu dziennie. Próbek wysyłamy do laboratorium tyle, ile potrzebujemy. Czas oczekiwania na wynik testu zmniejszył się z 24 godzin do 12.

Które spośród procedur zasługują na „pochwałę”, a które się nie sprawdzają w tej nowej rzeczywistości?

ZJK: Procedury, które stosujemy pozwalają zadbać o bezpieczeństwo pacjenta. Ten, kto trafia na SOR dostaje maskę i jeśli z wywiadu wynika, że miał np. kontakt z potencjalnym nosicielem lub osobą chorą, ma pobierany wymaz i jeśli stan pacjenta wymaga przeniesienia go na oddział obserwacyjny, to od razu izolujemy go w osobnej sali. Pełen reżim bezpieczeństwa jest zachowany. Czasami zdarza się tak, że ktoś niedoświadczony próbuje wprowadzić pacjenta wejściami „czystymi”, ale nie dopuszczamy do tego, by tak się stało. Mamy wsparcie policji, która pomaga nam interweniować kiedy, np. osoby bezdomne próbują zasiedlać różne zakamarki szpitala. Kłopot jaki mamy to niejednoznaczność określania nas jako szpitala zakaźnego i są takie sytuacje, że przyjeżdżają do nas pacjenci np. karetkami prywatnymi z lotniska i są to osoby w ogóle niekwalifikujące się do szpitala, bo najpierw powinny odbyć kwarantannę. A szpital nie jest miejscem do tego wyznaczonym. Myślę, że kontakt z sanepidem powiatowym mógłby być też lepszy. Wiem, że ludzie, którzy tam pracują są teraz w bardzo trudnej sytuacji i są wykończeni pracą i negatywnymi emocjami, które uderzają bezpośrednio w nich samych. Dobrze byłoby nie kierować wszystkich pacjentów, którzy oczekują na wynik z pytaniami do sanepidów, gdzie linie telefoniczne są zajęte non stop. Chcemy to trochę wziąć na siebie. Opisać te procedury izolowania, w momencie nawet ujemnego wyniku to ten okres kwarantanny powinien być trochę dłuższy, niż takiego przeciętnego człowieka i bardziej bezwzględnie prowadzony. Myślę, że jakaś pomoc tym instytucjom się należy. Planujemy przygotować dla pacjentów specjalną broszurę informacyjną, która będzie zawierała odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania w związku z kwarantanną i objawami zakażenia.

Jakich wyzwań szpital spodziewa się w najbliższych dniach, tygodniach?

ZJK: Wszyscy trzymamy kciuki za nasze społeczeństwo, ale jak każdy przygotowujemy się do zwiększonej liczby pacjentów z koronawirusem. Myślę, że wielu jest wciąż takich ludzi, którzy myślą, że ich ta choroba nie dotknie i to sprawia że lekceważone są albo traktowane zbyt łagodnie obostrzenia wydane przez rząd. Niestety wiadomości, które dostajemy z krajów typu Francja czy Wielka Brytania, czyli krajów na których systemy ochrony zdrowia się powoływaliśmy latami i uczyliśmy od nich, pokazują, że jeśli wszyscy nie zaczniemy przestrzegać nowych zasad, możemy za chwilę stać się pacjentami COVD plus. Co więcej, te wzorowe dla nas systemy ochrony zdrowia kruszeją pod naporem epidemii. Kiedy jeszcze nie byliśmy typowani na szpital zakaźny, dostaliśmy ofertę na zakup sprzętu do testowania, ale wtedy wydawało się że to nie ma sensu. Aparat bardzo drogi i specjalistyczny wydawał się nie do końca potrzebny. A kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy szpitalem zakaźnym, to ten aparat nie był już dostępny. Takie sytuacje są ogromnie frustrujące. Na szczęście firma stanęła na wysokości zadania i lada moment będziemy mieli własny aparat.

Czy w szpitalu nie brakuje maseczek i odzieży ochronnej?

ZJK: Na dzień dzisiejszy nie, choć pamiętajmy że obecna sytuacja jest skrajnie dynamiczna. Mamy też oddziały, gdzie jeszcze nie ma pacjentów, a już uzupełniamy tam zasoby z tymi materiałami dla personelu.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)