50 proc. pacjentów nie chce kontynuować leczenia

Araszkiewicz
Fot. MedExpress TV
Czy osoby chorujące psychicznie mogą być dobrymi pracownikami? Czy zachęty finansowe dla pracodawców sprawią, że będą chętniej zatrudniani? Mówi nam o tym prof. Aleksander Araszkiewicz.
Edyta Hetmanowska 2014-05-27 07:00

Araszkiewicz

Czy osoby chorujące psychicznie mogą być dobrymi pracownikami? Co zrobić, żeby nie wypadli z ról społecznych? Czy zachęty finansowe dla pracodawców sprawią, że chorzy psychicznie byliby chętniej zatrudniani? Mówi nam o tym prof. Aleksander Araszkiewicz.

Jakie warunki muszą być spełnione, aby pacjent cierpiący na chorobę psychiczną, np. schizofrenię, nie wypadł ze wszystkich ról społecznych?

Takich warunków jest wiele. Zacząłbym od tego, że pacjent musi być właściwie leczony. Aby tak się stało, konieczna jest właściwa diagnoza. Osoba, która czuje, że może mieć zaburzenia psychiczne lub osoby jej bliskie to czują, powinna zgłosić się do psychiatry. Tu zaczynają się jednak schody, ponieważ jest duży lęk przed stygmatyzacją. Jeśli pacjent przełamie tę barierę i trafi do psychiatry, wówczas ważny jest właściwy dobór leków. Niesłychanie ważne jest, by lekarz utwierdził takiego pacjenta w przekonaniu, że choroba psychiczna nie jest wyrokiem. Że będąc chorym człowiekiem, przy odpowiednio prowadzonej terapii, uwzględniając terapię farmakologiczną, mając wsparcie ze strony bliskich, instytucji, ma możliwość normalnego funkcjonowania w życiu społecznym i rodzinnym. To jest najważniejsza rzecz do spełnienia. Nie jest to proste,  ponieważ jedną z barier jest brak współpracy pacjenta z lekarzem. Około 50 proc. osób cierpiących na zaburzenia psychiczne nie chce kontynuować leczenia. Myślę, że to kwestia pracy z takim człowiekiem, stworzenia mu odpowiedniej atmosfery oraz wsparcia psychospołecznego, które jest nie do przecenienia. Pacjent musi uwierzyć, że wymaga cały czas farmakoterapii, bo pozwoli mu ona kontrolować zaburzenia psychiczne. Wiąże się z tym psychoedukacja - równie ważna, bo pozwala nauczyć rozpoznawać przez pacjenta objawy, które zagrażają nawrotom choroby. Zaburzenia psychiczne to nie tylko przewlekłość choroby, ale również duża częstotliwość jej nawrotów. Stąd ważne jest, aby ta umiejętność została zdobyta przez pacjenta. Z drugiej strony trudno oczekiwać, by ją pacjent zdobył, jeśli np. lekarz jest zdystansowany lub kiedy psycholog nie daje mu wystarczającego wsparcia. Przy niewłaściwej psychoedukacji, rzeczywiście, pacjenci przestają brać leki. Sytuacja ich pogarsza się z każdym nawrotem choroby. To z kolei prowadzi do ich wypadania z ról społecznych, rodzinnych czy zawodowych. 50 proc. pacjentów, którzy po pierwszej hospitalizacji mają rozpoznaną np. schizofrenię, może wrócić do pracy.  Natomiast po czwartej czy piątej hospitalizacji bez takiej możliwości będzie ich już 74 proc.

Pracodawcy boją się zatrudniać osoby z chorobami psychicznymi. Czy taki chory może być dobrym pracownikiem?

Ależ tak, może być dobrym pracownikiem. Jeżeli choroba  jest prawidłowo prowadzona, kontrolowana przez lekarza i pacjenta, osoby bliskie i opiekunów, nie stanowi bariery do wykonywania zawodów: informatyka, nauczyciela a nawet lekarza. Tak jak ktoś, kto ma zawał serca, z tego powodu nie pracuje i bierze leki, nie jest zdolny do pracy. Tak samo nie ma powodów, by wyłączać osobę chorującą psychicznie z aktywności zawodowej. Ważna jest postawa pracodawców. Stygmatyzacja chorych bardzo utrudnia powrót do „normalnego” życia. Stygmat choroby psychicznej polega na strachu przed nieodpowiedzialnością chorego oraz tym, że może on narazić na straty, nie wiadomo, co zrobi, czy będzie zdyscyplinowany. Wcale tak nie jest. Może być doskonałym pracownikiem. Przecież ktoś może być leczony przez kardiologa czy endokrynologa, to też można uznać, że nie powinien być zatrudniony, bo też są niepewni. Niestety, w  powszechnej świadomości pracodawców jest strach przed zatrudnianiem ludzi cierpiących z powodu zaburzeń psychicznych jako niepewnych. Przychodzi do mnie nauczycielka, która cierpi na depresję, ma jednak obawy przed uzyskaniem zwolnienia od psychiatry. Bo pracodawca będzie wiedział, że ona leczy się u psychiatry. Depresja w sensie funkcjonowania nie zagraża nikomu. To raczej cierpienie samego chorego. Nauczycielka prosi mnie, żeby dać jej zwolnienie od jakiegoś innego lekarza, byle nie od psychiatry, bo to jest stygmat. Ten przykład pokazuje przekonanie panujące w społeczeństwie. Należy zatem edukować w tej kwestii nie tylko lekarzy, ale pracodawców, że mogą pomóc i wesprzeć tych ludzi. Nie ma nic gorszego dla chorego, jak wypaść  z życia społecznego. To nasila chorobę, bo człowiek na marginesie czuje, że jest odepchnięty, że nikt go nie zauważa. W konsekwencji odbije się to na wszystkich, bo taki człowiek otrzymuje rentę i tak ktoś musi na niego łożyć, czyli ten pracodawca też będzie na niego łożył. W globalnym aspekcie takie traktowanie chorych psychicznie odbije się na społeczeństwie, ponieważ jeśli nie wrócą oni do „życia” społecznego, będą musieli być przez to samo społeczeństwo utrzymywani. A może być inaczej. Przedsiębiorca może być zadowolony z tego pracownika. Myślę, że najważniejszym elementem, o który warto walczyć dla ludzi, to praca, bo ona definiuje, kim jesteśmy.

Podobnie było z osobami niepełnosprawnymi. Zachęty finansowe ze strony państwa spowodowały, że pracodawcy zaczęli chętniej zatrudniać niepełnosprawnych. Czy propozycja ulg dla pracodawców przy zatrudnianiu osób chorych psychicznie nie byłaby również dobrym pomysłem?

Zdecydowanie tak. Zdjęłoby to stygmat osób chorujących psychicznie jako osób nieodpowiedzialnych i gorszych pracowników, niegodnych zaufania i niekontrolujących siebie. Należałoby też wyedukować pracodawców, by nie zatrudniali wówczas chorych psychicznie tylko z powodu profitów. By nie mieli do chorych dystansu, nie tworzyli złej relacji i gorszych warunków funkcjonowania w zespole, niż dla pracownika bez stempla choroby psychicznej. Przecież ten człowiek to czuje i nie znajduje się w komfortowej sytuacji.

Sam też jestem prezesem Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Wykluczeniu Osób z Zaburzeniami Psychicznymi. Działam w nim od  lat i apeluję, aby chorych psychicznie nie wykluczać i pomagać im. Stowarzyszenie zrzesza nie tylko chorych, ale też osoby zdrowe: lekarzy, polityków, księży, pracodawców i innych. Chodzi o to, by tzw. zdrowi zmienili swój stosunek do chorujących psychicznie. Traktowali ich jako partnerów, a nie „nieszczęśników”. Chciałbym, aby chorzy psychicznie byli tak wspierani jak np. chorzy na raka, którzy nie tracą z tego powodu pracy, nie są stygmatyzowani, kiedy przyznają się, tak jak znani celebryci, że są chorzy. 

PDF

Zobacz także