Czy stać nas na refundację in vitro?

Halina Pilonis

Opublikowano 21 marca 2013, 06:55

99911814 Thinkstock/GettyImages
Halina Pilonis

Opublikowano 21 marca 2013, 06:55

Program, w ramach którego będzie finansowana procedura zapłodnienia in vitro, ruszy 1 lipca br., jednak specjaliści od finansów w ochronie zdrowia obawiają się, że zmniejszy to pulę środków na świadczenia „gwarantowane”.

- Budżet na ochronę zdrowia nie jest z gumy, a technologie medyczne wpisywane do koszyka konkurują o środki finansowe na ich realizację – twierdzi Krzysztof Łanda, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia, prezes Fundacji Watch Health Care. - Już dziś podstawową chorobą systemu ochrony zdrowia jest deficyt rozumiany jako dysproporcja między zawartością koszyka gwarantowanego a środkami z podstawowej składki zdrowotnej. Nakładane przez NFZ limity prowadzą do kolejek, dzięki którym płatnik broni się przed bankructwem. Koszty zaś przerzucane są na pacjentów, a wielu ludzi jest po prostu nieleczonych. Politycy nie rozumieją, że objęcie nowych technologii medycznych finansowaniem ze środków publicznych zmniejsza pulę pieniędzy na finansowanie „gwarantowanych” – coraz częściej tylko teoretycznie – świadczeń zdrowotnych – dodaje Łanda.

Specjaliści innych dziedzin są za

O finansowanie in vitro zapytaliśmy specjalistów z tych dziedzin medycyny, w których potrzeby finansowe wydają się być jednymi z największych. – W przypadku leczenia wszystkich nowotworów nasze wyniki są bardzo słabe w porównaniu do krajów europejskich. Jeśli jednak u nas na jednego mieszkańca na leczenie onkologiczne przeznacza się 50 euro, a średnia europejska wynosi 200 euro, nie należy spodziewać się sukcesów terapeutycznych. Bez zwiększenia nakładów nie da się dogonić Europy – mówi prof. Krzysztof Krzemieniecki, konsultant w dziedzinie onkologii województwa małopolskiego. Zapytany jednak, czy należy wydawać publiczne środki na finansowanie procedury zapłodnienia in vitro, odpowiada, że tak. – Zawsze podział zbyt małej ilości środków wydaje się niesprawiedliwy. Zważywszy jednak, że populacja Polaków wymiera i jest nas coraz mniej, jestem za finansowaniem in vitro, bo jak się nam liczba mieszkańców całkiem skurczy, to w ogóle zabraknie pieniędzy na leczenie czegokolwiek – mówi prof. Krzemieniecki. Dodaje, że błędem jest ciągłe zastanawianie się nad tym, jak podzielić zbyt małe środki. Jego zdaniem należy myśleć, jak zwiększyć tę pulę.

Prawicowa opozycja krytykuje

O in vitro trudno rozmawiać w Polsce bez podtekstów politycznych czy światopoglądowych. Szef Sejmowej Komisji Zdrowia, były wiceminister zdrowia w rządzie PiS, Bolesław Piecha, zapytany tylko o kwestie finansowe, nie ma wątpliwości. – Wobec ogromnych potrzeb zdrowotnych w Polsce, kolejek do wizyty u specjalisty, umierających dzieci, które nie doczekały przyjazdu karetki, finansowanie in vitro nie jest podyktowane potrzebami zdrowotnymi. To decyzja polityczna mająca poprawić wizerunek rządu – mówi. – Ludzie cierpią z wielu powodów, jednym nie podoba się własny wygląd, inni chcieliby zmienić płeć. Jednak nie finansujemy takich operacji ze środków publicznych – dodaje. Jako przykład podaje Kanadę, gdzie in vitro jest wyłączone z finansowania ze środków publicznych. Innego zdania jest były minister zdrowia Marek Balicki. – Czy 260 mln zł to dużo? Moim zdaniem nie. Prawie takie pieniądze przeznaczane są na ewidencjonowanie składek przez ZUS i system e-WUŚ. Tymczasem skutki stresu związanego z niepłodnością mogą mieć dewastacyjne konsekwencje dla zdrowia. W ramach ubezpieczenia zdrowotnego mamy prawo do leczenia nie tylko zębów czy rehabilitacji, ale także do leczenia niepłodności – mówi Balicki.

Bezpłodność to też choroba

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przekonuje, że program ma pomóc wszystkim bezpłodnym parom, aby niezależnie od zasobności portfela mogły z tej metody skorzystać. Na pytanie, dlaczego akurat za tę procedurę resort zamierza płacić, podczas gdy istnieje wiele, na które nie wystarcza środków, odpowiada, że w ramach programów zdrowotnych finansowanych jest kilkanaście innych procedur, między innymi leczenie chorych na AIDS czy hemofilię. – I dlatego nie zamierzamy finansować in vitro w ramach pieniędzy NFZ, aby nie uszczuplać środków na gwarantowane świadczenia, tylko w ramach programów zdrowotnych. Niepłodność jest taką samą chorobą jak wszystkie inne. Tak samo nam doskwiera, decyduje o poczuciu bezpieczeństwa, długości i jakości życia. Nie zgadzam się, aby ludzi z niepłodnością kwalifikować inaczej niż pozostałych chorych. No chyba, że chcemy tworzyć inne zasady, niż te, które wyznacza WHO – mówi Arłukowicz. – Politycy dyskutują o in vitro od 20 lat, najczęściej wtedy, kiedy pojawia się potrzeba polityczna. Tymczasem bezpłodne pary borykają się z tym problemem codziennie – dodaje. – To także jest bardzo ważne w związku z procesami demograficznymi, z którymi mamy obecnie do czynienia w Polsce – podkreśla. Obecnie ludność Polski jest przeciętnie młodsza niż ludność większości krajów UE, ale jak wynika z prognozy Eurostatu, ta korzystna dla nas różnica będzie się zmniejszać i w połowie obecnego wieku odsetek osób w wieku 65 lat i więcej będzie w Polsce wyższy od przeciętnego dla krajów UE.

Cały artykuł można przeczytać w kwietnowej Służbie Zdrowia.

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

podobne

PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31