Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie

Prof. Kozłowska-Wojciechowska o drożdżówce ministerialnej: Nie wprowadzajmy absurdu!

MedExpress Team

Alicja Dusza

Opublikowano 28 grudnia 2015 07:00

Prof. Kozłowska-Wojciechowska o drożdżówce ministerialnej: Nie wprowadzajmy absurdu! - Obrazek nagłówka
Jak mamy walczyć z otyłością wśród dzieci i młodzieży i dlaczego rozporządzenie sklepikowe nie przynosi zamierzonych rezultatów? O tym z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską z Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM rozmawia Alicja Dusza.

Jak mamy walczyć z otyłością wśród dzieci i młodzieży i dlaczego rozporządzenie sklepikowe nie przynosi zamierzonych rezultatów? O tym z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską z Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM rozmawia Alicja Dusza.

Co nie zadziałało w rozporządzeniu sklepikowym, że mamy taką falę krytyki?

Nie można przeprowadzać rewolucji z poniedziałku na wtorek i nie przygotowując do tego najbardziej zainteresowanych, czyli ludzi młodych, do których była adresowana reforma. Dzieci nie zostały przygotowane tylko postawione przed faktem, że nagle z ich sklepików zniknęły ulubione dania. Nie najlepsze dla nich, ale ich ulubione. Nikt ich do tego nie przygotował, nie powiedział, że takie dania mogą sobie zjeść raz w tygodniu, nie codziennie. Dziecku trzeba wytłumaczyć dlaczego, tak się stało. Nam dorosłym się wydaje, że dziecko tego nie zrozumie. Nieprawda! Zrozumie fenomenalnie. Mam na to dowody. Robiłam badania jeszcze Komitetu Badań Naukowych, które posłużyły do ekspertyz dla Ministerstwa Edukacji w latach 90., gdzie wprowadzenie jednej godziny edukacji żywieniowej do szkoły dało taki efekt, że dzieci zrozumiały, co to znaczy zdrowe i prozdrowotne odżywianie oraz co oznacza właściwy wybór jedzenia. Ale nie tylko one z tego skorzystały, ponieważ projekt był opatrzony bardzo kolorowymi dobrymi mateiałami, więc dzieci chętnie zanosiły je do domów. Rodzice z kolei takie przyniesione materiały ze szkoły traktują bardzo serio. Okazało się później, że rodzice z tych materiałów też wielu rzeczy się nauczyli. Naprawdę można to zrobić niedużym kosztem, ale bardzo odpowiedzialnie. Wtedy dziecko byłoby przygotowane do rewolucji sklepikowej. Nagłe zabranie dzieciom tego do czego były przyzwyczajone, stało się dla nich dramatem.

Gdzieniegdzie sklepiki w ogóle zniknęły.

No tak. Pamiętajmy, że taki sklepik nie jest miejscem charytatywnym, bo ktoś kto go prowadzi, chce mieć z tego pieniądze. Także szkoła za wynajem pomieszczenia przeznaczonego sklepik oczekuje jakichś pieniędzy. W związku z czym nie zapominajmy, że obracamy się w jakimś biznesie. Wprowadzenie tych zmian do sklepików szkolnych stało się nagle dramatem w małych miastach i na wsiach. Dlaczego? Musimy pamiętać, że szkoły często dofinansowywały również asortyment sklepików szkolnych, który był dla dzieci z uboższych rodzin podstawą wyżywienia przynajmniej w jakiejś części dnia. Największy spór przysporzyły drożdżówki, wiemy dlaczego, przez używany do ich wypieku tłuszcz. Ale jak weźmiemy ulubione ciastka Polaków, nie wymienię ich nazw, ale są one najczęściej kupowane, to one są robione na tłuszczu piekarniczym, gdzie jest najwięcej kwasów trans. A warto powiedzieć, że rzadko który piekarz z małej piekarni akurat z tego tłuszczu piekarniczego korzysta. W związku z czym nie dramatyzujmy, że jedno jest doskonałe, a drugie zabójcze. To jest nieprawda. Natomiast, jeśli pozbawiamy tego dzieci, to one sobie poradzą. Powstał „czarny rynek” z wieloma produktami, które wcześniej znajdowały się w tych sklepikach. Dzieci zaczęły handlować chipsami.

Albo zajadały się tymi produktami po zajęciach w szkole.

Tak. Na dodatek co sprytniejsi producenci robią solniczki w kształcie długopisów i dzieci za dozę z takiego długopisu płacą rówieśnikom, z tego co słyszałam, 50 groszy, kiedy kilogram soli kosztuje złotówkę. Tak więc kwitnie handel. Może przy okazji dzieci nauczą się marketingowych i biznesowych zachowań, ale przecież nie o to chodzi.

Mleko się już wylało. A teraz Ministerstwo chce analizować rozporządzenie sklepikowe. Poza tym ma powstać drożdżówka idealna. Co Pani myśli o takim pomyśle?

Już dawno wyrosłam z ideałów i w związku z tym w takie cuda nie wierzę. Jeżeli powstanie receptura ministerialna na drożdżówkę, to czy powstanie służba sprawdzająca wyrób drożdżówki ministerialnej? Nie wprowadzajmy absurdu! Nauczmy dzieci wyboru. Przekazujmy rodzicom informacje o tym, jak mają odżywiać się dzieci w każdym wieku. Dziecko nie jest małym dorosłym. Skoro mamie czy tacie nie wystarcza czasu albo pieniędzy czy siły na zrobienie odrębnego posiłku dla dziecka zgodnie z jego zapotrzebowaniem, i siadają przy stole, na którym znajdują się różne rzeczy, to czy z tego powodu będziemy zabierać dzieci rodzicom? Niedawno mieliśmy sytuację z sadownikami, którzy nie mogli sprzedać swoich jabłek, więc były one niemal za darmo albo zupełnie darmo oddawane. Jaki był tego efekt? Ludzie na ulicach szli i jedli jabłka. Czy ich zachowanie było protestem czy zachowaniem patriotycznym nie ma znaczenia. Ale pokazuje jakie mogą być wzorce. Dofinansujmy np. jabłka. Chcieliśmy kiedyś przeprowadzić akcję dofinansowania mleka. Były mleczarnie, które chciały mleko w małych kartonach pakować dla dzieci. Ale powstały w odpowiedzi na to jakieś komitety, które twierdziły, że mleko zabija dzieci. Jest mnóstwo działań nie opartych na rzetelnej wiedzy. Jeżeli mamy w reklamach żywności przede wszystkim chipsy, burgery i frytki, to dziecko na nie patrzy i nie ma cudu - będzie uważało, że skoro jest w TV, to musi być to dobre.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.

Zobacz także