Wiedza jest karabinem, a leki amunicją. Doświadczenia ukraińskich farmaceutów lekcją dla Polski
Opublikowano 21 kwietnia 2026 16:02
Z tego artykułu dowiesz się:
- Wojna zmienia zasady gry w ochronie zdrowia – Farmaceuci i apteki stają się kluczowym elementem systemu medycznego w czasach kryzysu, a ich rola zyskuje na znaczeniu w porównaniu do tradycyjnych instytucji zdrowotnych.
- Farmaceuci jako bohaterowie kryzysu – W obliczu wojny w Ukrainie, farmaceuci udowodnili, że są pierwszym punktem wsparcia dla pacjentów, a ich kompetencje mogą uratować życie w sytuacjach zagrożenia.
- Apteki jako centra wsparcia zdrowotnego – Coraz częściej apteki pełnią rolę nie tylko punktów sprzedaży leków, ale także miejsc, gdzie pacjenci mogą otrzymać fachowe porady zdrowotne i informacje niezbędne do radzenia sobie z kryzysami zdrowotnymi.
- Przygotowanie na przyszłe kryzysy – Eksperci podkreślają konieczność przekształcenia aptek w elementy systemu obrony cywilnej, co wymaga zmian w prawie oraz odpowiedniego wyposażenia, by mogły one skutecznie funkcjonować w czasie zagrożenia.
- Mobilne punkty apteczne jako odpowiedź na kryzys – W obliczu zniszczeń infrastruktury, mobilne apteki stały się kluczowym rozwiązaniem, łączącym dostęp do leków z możliwością konsultacji medycznych w terenie.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że mimo wielu mankamentów, fundamentalna stabilność systemu ochrony zdrowia jest czymś oczywistym. Pierwszym sprawdzianem była pandemia COVID-19, która pokazała jak szybko ten ustalony porządek może się załamać. Kolejnym, jeszcze poważniejszym sygnałem, jest wojna w Ukrainie i związane z nią ryzyko dla bezpieczeństwa Polski. Doświadczenia naszego wschodniego sąsiada jasno pokazują, że w warunkach wojny farmaceuci i apteki przestają być jedynie elementem systemu ochrony zdrowia. Stają się jego fundamentem. Mówili o tym uczestnicy międzynarodowej konferencji „Apteka w czasie wojny i kryzysu. Farmaceuci jako element odporności państwa”, która odbyła się 16 kwietnia w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Najłatwiej dostępny element systemu ochrony zdrowia
Przez lata zawód farmaceuty był sprowadzany do roli tylko sprzedawcy leków, z pominięciem jego rzeczywistych kompetencji. Od czasów pandemii zaczęło się to zmieniać: apteki stają się miejscem prowadzenia profilaktyki czy udzielania porad zdrowotnych, związanych chociażby z antykoncepcją awaryjną.
- Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich, możemy obserwować rosnącą rolę farmaceutów. Widzimy to też po pandemii COVID-19, kiedy szereg funkcji, na czas kryzysu, ale i po jego ustaniu, przejęli oni na siebie. Pracujemy nad tym, by budować kompetencje farmaceutów w różnych obszarach i będziemy dalej współpracować w tym zakresie – mówiła podczas otwarcia konferencji Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia.
Eksperci podkreślają, że apteki są najłatwiej dostępnym elementem systemu ochrony zdrowia. Każdego dnia odwiedza je około dwóch milionów pacjentów. W sytuacji kryzysowej ta dostępność staje się bezcenna, bo to właśnie tam w pierwszej kolejności skierują swoje kroki osoby wymagające pomocy medycznej.
Pełnimy de facto tę samą rolę, co nocna i świąteczna pomoc lekarska, a jednak – powiedzmy to głośno – robimy to niemal bez systemowego wsparcia państwa. Jesteśmy punktami szczepień, prowadzimy opiekę farmaceutyczną, a przede wszystkim: jesteśmy pierwszym, najszybszym punktem kontaktu dla pacjenta, który nie może doczekać się na wizytę u specjalisty. To w aptece pacjent dowiaduje się, „gdzie dalej szukać pomocy”. To my zdejmujemy ciężar z przeładowanych oddziałów ratunkowych. – podkreśla Piotr Zadrożny, wiceprezes Związku Pracodawców „Farmacja”.
- Wyzwaniem teraźniejszości staje się przygotowanie farmaceutów do roli, jaką powinni pełnić w zapewnianiu prawidłowego funkcjonowania państwa w sytuacji kryzysowej. Kluczowe jest umiejscowienie ich w strukturach obrony cywilnej oraz koordynacja i komunikacja pomiędzy nimi i strukturami zarządzania kryzysowego. Odpowiednia wiedza farmaceutów w obliczu działań kryzysowych, funkcjonowanie aptek w sytuacji mobilizacji, to tylko niektóre wyzwania, z jakimi nasz zawód może się mierzyć – podkreślał prof. Piotr Luliński, dziekan Wydziału Farmaceutycznego WUM.
Karabinem jest wiedza, kulami są leki
Zdaniem ekspertów, należy utrzymać rozpoczęty w pandemii kierunek zmian, który polega na redefinicji roli apteki, nie tylko jako miejsca wydawania leków, ale również miejsca udzielania świadczeń zdrowotnych, w którym pacjent będzie mógł uzyskać kompetentną i pełną wiedzę medyczną.
- Te dwa miliony pacjentów odwiedzających codziennie apteki to nie tylko osoby realizujące recepty, ale też przychodzące po informację, jak leczyć drobne dolegliwości. Farmaceuta jest w systemie takim elementem, który może łatwo transformować i przyjmować rolę również innych profesjonalistów opieki medycznej, kiedy to będzie niezbędne – mówił mgr farm. Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny.
- Musimy pamiętać, że karabinem dla farmaceutów jest wiedza, a kulami są leki. Dlaczego apteki powinny się znaleźć w systemie odporności państwa? Najprostsza odpowiedź jest taka, że nawet najlepszy lek nie zadziała, jeśli nie dotrze do pacjenta. Pacjent, który umiera z powodu braku leków, osłabia odporność państwa – dodawał mgr farm. Marcin Bochniarz, prezes Podkarpackiej Okręgowej Rady Aptekarskiej w Rzeszowie.
Specjaliści ratownictwa stawiają sprawę jasno: jeśli na poważnie spojrzymy na zagrożenia wynikające z wojny, to dostrzeżemy, że każda para rąk i każdy człowiek, który przeszedł przeszkolenie i wie, jak się zachowywać w środowisku taktycznym, jest na wagę złota.
– Farmaceuci stanowią ogromny potencjał ludzi, którzy mogą wspierać służby ratunkowe w ratowaniu pacjentów w różnych stanach zagrożenia życia. Udzielenie pomocy w środowisku taktycznym przez farmaceutę to nic innego, jak przedłużenie życia i danie szansy na przeżycie pacjentowi, który w innych okolicznościach zostaje bez opieki. Każdy medyk w Polsce powinien przejść szkolenie z medycyny taktycznej (TECC - Tactical Emergency Casualty Care – red.) – ocenił prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Robert Gałązkowski, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Wydziału Nauk o Zdrowiu WUM. Pierwsze, pilotażowe szkolenie TECC ma już za sobą grupa 24 pracowników warszawskiej sieci „Aptek z uśmiechem”.
„Apteka będzie wykorzystywana jako mała wytwórnia leków”
Zdaniem ekspertów apteki należy postrzegać również jako rozproszony system magazynowania zasobów niezbędnych do przeżycia społeczeństwa. W przeciwieństwie do dużych magazynów czy hurtowni, apteki są trudniejsze do zniszczenia w sposób systemowy. Ich siłą jest właśnie to rozproszenie.
– Apteki zwykle gromadzą miesięczny zapas leków, dostosowany do profilu miejscowej ludności. To, przy odpowiednich procedurach, pozwala zapewnić dostęp do leków dla społeczeństwa w tych pierwszych, kluczowych momentach sytuacji kryzysowej. Już dziś farmaceuci mogą wystawiać recepty w przypadku zagrożenia zdrowia, co pozwala na zachowanie ciągłości terapii. Apteki mogą przejąć część zadań ochrony zdrowia, a w tych terenach, które ewentualnie przylegałyby do linii frontu, mogą zapewnić dostęp do leków krytycznych i wspomóc system ratownictwa medycznego – zauważył Dominik Lakota, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Naczelnej Izbie Aptekarskiej.
Czy Polska jest gotowa do takiego przemodelowania? Eksperci mówią, że aby tak się rzeczywiście stało, apteki muszą oficjalnie stać się podmiotem ochrony ludności. Powinny zostać doposażone w sprzęt, który umożliwi im funkcjonowanie w czasie kryzysu: agregaty prądu czy systemy łączności. Konieczne są też zmiany w prawie, które doprowadzą do poluzowania niektórych rygorów związanych z pracą aptek i farmaceutów.
– Chodzi o to, by można było na przykład ewakuować leki czy sporządzać produkty lecznicze, mając substraty, a niekoniecznie mając receptę. Dziś to jest niezgodne z prawem – mówił Marcin Bochniarz.
– Farmaceuta powinien mieć możliwość wystawiania recept na leki recepturowe, bo w czasach kryzysu apteka prawdopodobnie będzie wykorzystywana jako mała wytwórnia leków. Na bazie leków gotowych, które mamy w wysokich dawkach, moglibyśmy wytwarzać takie, które miałyby mniejsze dawki, a w warunkach przerwania łańcucha dostaw byłyby niedostępne. Taka możliwość daje nam też ogromne szanse na produkcję na cele wojskowe. Możemy na przykład wytwarzać środki dezynfekujące czy leki dermatologiczne na oparzenia, skaleczenia lub rany – wymieniała dr n. farm. Bożena Grimling, konsultant krajowy w dziedzinie farmacji aptecznej.
Do kwestii związanych ze zmianami w prawie odniósł się Główny Inspektor Farmaceutyczny. Łukasz Pietrzak przyznał, że przepisy trzeba zmieniać jeszcze zanim nastąpi kryzys i trwają prace w tym kierunku.
Działali bez rekomendacji, ale z pełną odpowiedzialnością
O tym, dlaczego tak ważne jest przygotowanie aptek i farmaceutów do pracy w warunkach taktycznych, najlepiej mogą świadczyć doświadczenia walczącej z rosyjskim agresorem Ukrainy.
– W pierwszych dniach wojny nastąpił moment, w którym nie działały już żadne algorytmy czy przepisy prawa. Łańcuchy dostaw zostały zerwane. Leki, które w czasach pokoju wydawały się w oczywisty sposób dostępne, nagle stały się krytycznie niezbędnym zasobem. Kiedy całe miasta czy obwody zostały oderwane od reszty kraju pojawiła się konieczność podejmowania decyzji niezwłocznie, mając do dyspozycji tylko takie zasoby, jakie były w danym miejscu dostępne, bez odgórnych rekomendacji, ale z pełną odpowiedzialnością za życie pacjentów i bezpieczeństwo personelu – podkreślała dr Iryna Mykychak, doradca Ministra Zdrowia Ukrainy.
– Doskonale pamiętam pierwszy dzień wojny i to jak moja żona, lekarka, wręczyła mi spis leków, które trzeba dokupić. Poszedłem do apteki w atakowanym już Charkowie. Były tłumy ludzi, ale farmaceuci ich uspokajali, zapewniali, że leki są. Udowodnili, że są niewidzialnymi bohaterami. Nie noszą mundurów, nie jeżdżą czołgami, ale bez nich sobie nie poradzimy. Stali się osobami, do których ludzie chodzą po pomoc, gdy ich szpital lub przychodnia zostały zniszczone przez agresora – dodawał Mykola Hranovskyi, Pierwszy Sekretarz Ambasady Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej.
„Nie schodzimy do schronów, bo rakiety są szybsze niż alarmy”
Ukraińscy eksperci podkreślali, że utrzymanie funkcjonowania aptek jest fundamentalnie ważne dla budowania poczucia bezpieczeństwa u ludzi. Działająca apteka jest symbolem funkcjonującego państwa, bo jeśli pacjent może kupić lek, to oznacza to, że działa transport, system finansowy i dystrybucja. Gdy apteki przestają pracować, społeczeństwo bardzo szybko odczuwa, że system się załamał.
– Pierwszego dnia wojny w liczącej około 350 tysięcy mieszkańców Sałtiwce (osiedle w północno-wschodniej części Charkowa – red.) pracowały cztery apteki. W całym ponad milionowym mieście czynnych było 30. Niewiele osób chciało przyjść do pracy, kiedy nad głowami latały drony i rakiety. Teraz w Charkowie apteki są czynne nawet w czasie ataków. Nie schodzimy do schronów, bo rakiety są szybsze niż alarmy. W jednej z aptek zginął pacjent i zaczęliśmy się zastanawiać, jak powinniśmy pomagać ludziom. Przeprowadziliśmy szkolenia z medycyny taktycznej i bardzo ściśle współpracujemy ze służbami ratowniczymi – mówiła Yuliia Klymeniuk, ekspert ds. polityki farmaceutycznej i regulacji, członek rady Stowarzyszenia Farmaceutów Ukrainy.
„Trzeba uznać, że apteka jest strukturą o krytycznym znaczeniu”
Przedstawiciele ukraińskiego systemu ochrony zdrowia przyznają, że nie byli odpowiednio przygotowani do pracy w warunkach wojennych i wiele problemów trzeba było rozwiązywać pod presją czasu. Ich doświadczenia powinny jednak nakłonić inne kraje, w tym Polskę, do tego, by zawczasu przygotować grunt do działania taktycznego.
– Przed wojną wszystko działało dobrze, mieliśmy stabilny system. Teraz wiemy, że trzeba być przygotowanym do tego, że 90 procent aptek może się nie otworzyć, a do pozostałych 10 procent ustawią się długie kolejki osób, które wszystko z nich wykupią. Trzeba przechodzić na inny model, taki, w którym magazyn apteczny będzie musiał nie tylko obsłużyć zapasy na najbliższy czas, ale i duży wolumen pomocy humanitarnej. Kluczowy problem, z jakim zmierzyła się Ukraina, to zerwanie łańcucha dostaw – zauważyła Natalia Tulynowa, CEO i założycielka Fundacji Narodowa Agencja Pomocy Humanitarnej „Zdrowi”.
– Trzeba uznać, że apteka jest strukturą o krytycznym znaczeniu, ale nie mogą to być tylko słowa. Ważne jest to, by uprościć przepisy dotyczące importu leków i obrotu nimi, używania agregatów czy możliwości magazynowania paliwa – tak, by nie trzeba było tego robić potem, w warunkach kryzysu. Nie da się przecież zmienić od razu dwudziestu ustaw – radził Edem Adamanow, dyrektor Państwowego Centrum Eksperckiego Ministerstwa Zdrowia Ukrainy.
Telemedycyna na kołach
Eksperci dodawali, że oprócz zakłócenia szlaków logistycznych, praca w obszarach przyfrontowych wiąże się z tym, że brakuje personelu, trwają ostrzały i są problemy z łącznością czy dostępem do energii. Problemy te były szczególnie dotkliwie odczuwalne w trakcie rosyjskiej okupacji, ale nie mniej wyzwań wiązało się z reanimacją systemu w warunkach deokupacji. Wiele aptek zostało doszczętnie zniszczonych i nie wiadomo było, czy da się je jeszcze odbudować. Odpowiedzią na te wyzwania stały się m.in. mobilne punkty apteczne, utworzone w ambulansach. Okazało się, że ich kompetencje wykroczyły daleko poza rolę dostarczyciela leków dla miejscowej ludności.
– W takiej mobilnej aptece można połączyć się ze swoim lekarzem, który wypisze e-receptę gotową do zrealizowania. W obszarach działań wojennych przez długi czas nie było prądu i łączności. Apteki, które pracowały na agregatach i Starlinkach, stawały się miejscami, do których ludzie przychodzili nie tylko po leki, ale też po to, by dać swoim bliskim znać, że żyją, napisać do nich e-maila. Te apteki wydają też na przykład nieodpłatnie leki dla zwierząt – mówiła Yuliia Klymeniuk.
Doktryna rosyjska to świadome zabijanie medyków
Dr Iryna Mykychak przyznała, że wyzwania, jakie stanęły przed broniącą się Ukrainą mogły zniszczyć system, a jednak ten system nie tylko przetrwał, ale i odegrał ogromną rolę w budowaniu odporności kraju. – Farmaceuci i apteki mają w nim szczególne miejsce. W aptece pacjent otrzymuje pomoc, leczenie i poczucie bezpieczeństwa. Doświadczenie systemu farmaceutycznego w czasie wojny jest ważne nie tylko dla Ukrainy, ale dla całej Europy – podkreślała.
Za poświęcenie na rzecz ludności wielu farmaceutów zapłaciło najwyższą cenę i, jak podkreślają eksperci, również na to trzeba być przygotowanym, gdy działania agresora są prowadzone z pogwałceniem wszelkich norm.
– Doktryna, którą wprowadziła Rosja wobec personelu medycznego na Ukrainie to nic innego, jak świadome zabijanie. Jak dochodzi do jakiegoś ataku i przyjeżdżają służby ratownicze, to następuje ponowne uderzenie – po to, by eliminować medyków, by nie byli w stanie ratować kolejnych ludzi. To złamanie wszelkich zasad szacunku człowieka do człowieka i wszelkich konwencji. Musimy przyjąć to do siebie i przygotowywać się na to. Dziś właśnie Ukraina jest tym państwem, które jest w stanie powiedzieć nam o tym jak najwięcej – powiedział prof. Robert Gałązkowski.
W podobnym tonie wyzwania związane z przygotowaniem systemu ochrony zdrowia na możliwy kryzys komentował prof. Rafał Krenke, rektor WUM.
– Często wydaje nam się, że trudne sytuacje nas nie będą dotyczyły. Nasz świat, zupełnie nieźle funkcjonujący przed 2020 rokiem, posypał się. Epidemia uderzyła w nas w sposób losowy, ale sytuacja, z którą mierzą się koleżanki i koledzy w Ukrainie, jest inna. Agresor uderza inaczej. On wie, gdzie uderzyć, by zniszczyć zakłady przemysłowe, by przeciąć szlaki komunikacyjne. To działanie celowe i świadome i my też musimy działać świadomie, by się temu przeciwstawić – ocenił prof. Krenke.
Izabela Rzepecka











![WUM_0013[20250922]](https://cdn.medexpress.pl/media/images/WUM_001320250922.2e16d0ba.fill-491x272.format-webp.webp)
