Co z nami będzie, nie wie nikt…
Opublikowano 19 marca 2026 13:11
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak pandemia wpłynęła na stan polskiego systemu zdrowia? Artykuł przygląda się trudnej rzeczywistości ochrony zdrowia, która po pandemii wraca do problemów sprzed kryzysu, a wręcz je zaostrza.
- Dlaczego dynamika wzrostu nakładów na zdrowie jest myląca? Autor zwraca uwagę na to, że obecne finansowanie jest oparte na nietrwałych podstawach, co może prowadzić do poważnych konsekwencji dla pacjentów.
- Kto ponosi odpowiedzialność za kryzys w systemie zdrowia? Artykuł wskazuje na rząd oraz decydentów, którzy podejmowali nieodpowiedzialne decyzje, a teraz będą musieli zmierzyć się z ich skutkami.
- Jakie zmiany mogą nastąpić w Ministerstwie Zdrowia? Zbliżająca się rekonstrukcja rządu może wpłynąć na przyszłość systemu zdrowia, ale pytanie o konkretne działania i ich efekty wciąż pozostaje otwarte.
Nie, żeby nie można było tego przewidzieć. Względny dobrobyt w ochronie zdrowia był budowany na bardzo ruchomych piaskach „kłamstwa przychodowego”. Ustawa 7 proc. PKB na zdrowie miała zapewnić takie finansowanie, które wystarczyłoby na wszystko. Tych, którzy alarmowali, że wzrost jest niewspółmiernie mały do kolejnych zadań, jakie mają być z niego realizowane, traktowano jak malkontentów sypiących piach w tryby. Chętniej słuchano – dotyczy to zarówno opinii publicznej jak i decydentów – ekspertów i publicystów podzielających zachwyt nad historycznym, bezprecedensowym, skokowym, wzrostem nakładów.
Przymiotniki można było mnożyć bez końca, dbając o właściwe relacje z Ministerstwem Zdrowia. Mowa o latach 2022-2023, gdy zapadały decyzje, za które teraz przyjdzie płacić rachunki, a będą je płacić – dosłownie i w przenośni – ci, którzy mają pecha i nie potrzebowali świadczeń zdrowotnych, gdy trwała ułuda dobrobytu i wszystko było nielimitowane (a kolejki i tak rosły), a przyszło im zachorować teraz lub przyjdzie – za chwilę. Obecny rząd – przede wszystkim premier – ponosi odpowiedzialność na równi z tymi, którzy – trzeba to w końcu powiedzieć głośno – podejmowali nieodpowiedzialne decyzje lub się pod nimi podpisywali. Finanse NFZ nie zdestabilizowały się z dnia na dzień ani nawet z roku na rok. To trwało dobrych kilka lat, aż doszliśmy do przysłowiowej ściany. Iść się dalej nie da. Można oczywiście próbować markować drobienie kroczków, co obecne kierownictwo MZ próbowało a nawet próbuje nadal, robić – ale to nie robi wrażenia. Ani na ścianie, ani na tych, którzy nacierają z tyłu. Do których należałoby się odwrócić twarzą i powiedzieć otwarcie, w jakim miejscu jesteśmy i z czym teraz trzeba się liczyć.
Nie ma widoków na taką komunikację i pewnie jeszcze nie raz usłyszymy, że wszystkie postulaty dotyczące poprawy sytuacji w systemie resort zdrowia albo realizuje, albo wręcz już zrealizował – przynajmniej do czasu „małej rekonstrukcji”, którą – jak poinformowało radio RMF FM – planuje premier. Po klęsce resortu zdrowia w sprawie ustawy podwyżkowej i w obliczu cięć, jakie muszą dotknąć pacjentów (nawet jeśli płatnik zapewnia, że szuka rozwiązań dla tych ostatnich najłagodniejszych, najmniej dotkliwych), wychodzi na to, że premier nie będzie miał wyjścia. W tej chwili główne pytanie brzmi nie „czy?” tylko „kiedy?”. No i oczywiście „kto?”. Krzesło w MZ jest niezwykle gorące, zawsze. Ewentualni chętni muszą jednak pamiętać, że ich niewielkie szanse na sukces (jak go mierzyć? Liczbą dni, tygodni, miesięcy, na stanowisku?) nie zależą od ich pozycji czy kompetencji, ale od tego, na co umówią się z szefem rządu. Na jaki zakres wsparcia będą mogli liczyć. Nie werbalnego, realnego.










