Czy powstanie Narodowy Program Zapobiegania Samobójstwom?

Fot. MedExpress TV
- Samookaleczenia, według niektórych statystyk, dotyczą kilkunastu procent nastolatków. To zjawisko narasta - powiedziała w rozmowie z Medexpressem dr hab. Barbara Remberk, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
Martyna Chmielewska 2019-02-12 11:24

Martyna Chmielewska: Coraz więcej dzieci próbuje się zabić. Co jest tego głównym powodem?

Barbara Remberk: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Samobójstwo czy działanie skierowane przeciwko sobie jest złożonym zjawiskiem trochę medycznym i społecznym. Widzimy, że coraz więcej dzieci zgłasza się do szpitali z myślami samobójczymi. Samookaleczenia dotyczą według niektórych statystyk kilkunastu procent nastolatków. To zjawisko narasta.

M.Ch.: Jaką rolę w przypadku dzieci i młodzieży, którzy mają myśli samobójcze, pełnią czynniki wewnętrzne (zaburzenia psychiczne, depresja), a jaką środowiskowe?

B.R.: W psychiatrii najczęściej jest tak, że czynniki wewnętrzne i zewnętrzne sumują się. Wiemy, że w samobójstwach dokonanych czyli takich, które zakończyły się śmiercią, jest też czynnik dziedziczny, czyli skłonności do działań przeciwko sobie. Wiemy również o istnieniu tzw. efektu Wertera. Nazwa tego zjawiska pochodzi od reakcji młodzieży na książkę pt. „Cierpienia młodego Wertera”. Wiemy też, że jeżeli samobójstwo popełni uczeń w danej szkole, czy idol muzyczny, to jest ryzyko, że osoby z jego otoczenia lub związane z tą postacią, mogą także myśleć o zrobieniu czegoś przeciwko sobie.

M.Ch.: Po czym poznać, że dziecko może próbować się zabić? Na co rodzice powinni zwrócić uwagę? Jakie sygnały mogą być niepokojące?

B.R.: Zaczynając od końca, kiedy dziecko mówi nam, że chce się zabić, ma myśli samobójcze, to trzeba natychmiast reagować tzn. zgłosić się do specjalisty lekarza, psychologa. Jeżeli mamy do czynienia bezpośrednio z taką sytuacją, to zawsze mamy izby przyjęć szpitali. W każdym regionie znajduje się szpital, który pełni ostry dyżur. Może to wydawać się oczywiste, ale zdarza się, że takie oczywiste sygnały bywają lekceważone. Z takich mniej oczywistych rzeczy są: zmiana zachowania dziecka, wycofanie się z relacji społecznych, zerwanie kontaktu ze znajomymi, gorsze wyniki w nauce, niechęć chodzenia do szkoły. Zachowania te nie zawsze świadczą o zamiarach samobójczych, ale są sygnałem, że może dziać się coś złego.

M.Ch.: Rodzice często bagatelizują problem. Choć dziecko dziwnie się zachowuje, to opiekunom wydaje się, że to chwilowy stan, który szybko minie. Czy Pani zdaniem powinna być wprowadzona edukacja dla rodziców?

B.R.: Tak. Powinna być wprowadzona edukacja nie tylko dla rodziców, ale też dla społeczeństwa. Takie działania kierujemy też do nauczycieli, bo szkoła jest miejscem, w którym dużo rzeczy można zobaczyć. Człowiek w głębokiej depresji czy innym kryzysie najczęściej sam już nie szuka pomocy. To intensywne poszukiwanie pomocy należy do jego bliskich.

M.Ch.: Jak Pani zdaniem ta edukacja powinna wyglądać?

B.R.: Na pewno społeczeństwo powinno mieć wiedzę o czynnikach ryzyka, rzeczach, o których wspomniałam, a których nie należy lekceważyć. Ludzie powinni wiedzieć co zrobić w kryzysowych sytuacjach. Trzeba wiedzieć, gdzie zgłosić się z problemem.

M.Ch.: Jakie działania należy podjąć, aby przeciwdziałać próbom podejmowania samobójstw wśród dzieci i młodzieży?

B.R.: Działania mogą być szerokie. W wielu krajach tworzy się narodowe programy zapobiegania samobójstwom. W Polsce jest grupa robocza przy Ministerstwie Zdrowia, która zajmuje tematyką samobójstw, ale na razie nie doprowadziła do wprowadzenia narodowego programu. To jeden z kierunków. Drugim jest zapobieganie samobójstwom. Chodzi o to, żeby zatrzymać człowieka, zorientować się, co się z nim dzieje. Musi być profilaktyka zdrowia psychicznego, wsparcie rodziców w procesie wychowawczym. Dzieci powinni mieć łatwy dostęp do pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. Te wszystkie niespecyficzne oddziaływania też są bardzo ważne.

PDF

Zobacz także