Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie

Lekarze oskarżani o śmierć pacjentów zakażonych koronawirusem. Są wzywani do prokuratury

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 11 lutego 2021 12:02

Lekarze oskarżani o śmierć pacjentów zakażonych koronawirusem. Są wzywani do prokuratury
 - Obrazek nagłówka
- Rodziny pacjentów oskarżają lekarzy o śmierć bliskich. Posądzają medyków o celowe doprowadzenie do zgonu pacjenta. Donoszą na nas do prokuratury - powiedział Medexpressowi lekarz - rezydent Tomasz Karauda z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. Barlickiego w Łodzi.

Martyna Chmielewska: Pandemia nie odpuszcza. Nadal z powodu koronawirusa umiera wiele osób. Wiemy, że pracuje Pan na oddziale zakaźnym. Z jakimi największymi problemami boryka się Pan podczas opieki nad pacjentami?

Tomasz Karauda: Wyzwań jest bardzo dużo. W szpitalu, w którym pracuję, jest wielu pacjentów. Czasami jeden lekarz prowadzi 10-20 chorych. To jest bardzo dużo! Problem braku personelu medycznego jest u nas bardzo istotny. Pracuję również poza oddziałem covidowym w powiatowej internie. Widzę z jakimi problemami borykają się lekarze, którzy leczą pacjentów internistycznych, którzy nie chorują na Covid-19. Przykładowo pacjent, który wymagał pilnej dializy, był w skąpomoczu, dostawał płyny oraz antybiotyki i należało go pilnie przewieźć do stacji dializ. Niestety na zamówienie transportu trzeba było poczekać kilka godzin. Pacjent walczył o każdą minutę swojego życia. Chorego w ostatniej chwili udało się dowieźć na miejsce i uniknąć tragicznego scenariusza. Podam inny przykład. Sytuacja miała miejsce podczas mojego dyżuru w szpitalnym oddziale ratunkowym. Pacjentka z zawałem serca wymagała pilnego transportu do szpitala z hemodynamiką. Niestety nie było transportu. A wszystko dlatego, że brakowało medyków i wystarczającej liczby samochodów transportujących tego typu pacjentów. Ktoś mógł przypłacić życiem z powodu niewydolności sytemu.

M.Ch.: Pacjenci mają coraz gorszy dostęp do opieki medycznej. Czego Pan się najbardziej obawia w związku z epidemią koronawirusa?

T.K.: Boję się, że z powodu wolnego tempa szczepień któregoś dnia zobaczę w karetce tatę albo mamę. Jako państwo nie mamy oczywiście wpływu na liczbę przekazywanych szczepionek. Jesteśmy uzależnieni od umowy, która zobowiązuje wszystkie kraje członkowskie UE. Boję się trzeciej fali epidemii koronawirusa, wersji brytyjskiej i afrykańskiej wirusa, które są bardziej zakaźne i szybciej rozprzestrzeniają się między ludźmi. One mogą powodować (szczególnie afrykańska wersja wirusa), cięższy przebieg choroby. Już w ciągu ostatnich miesięcy widać było niewydolność systemu, z powodu którego wielu ludzi nie mogło dostać się do specjalisty. Osoby, które nie chorowały na Covid-19, umierały z powodu zaostrzenia swoich chorób. Nie wyobrażam sobie scenariusza, kiedy będzie wielokrotnie więcej chorych na Covid-19. Wtedy będzie jeszcze trudniej zająć się zarówno zakażonymi pacjentami, jak i innymi chorymi, którzy cierpią np. na niewydolność serca, choroby nowotworowe itd.

M.Ch.: Pod koniec grudnia ruszyły masowe szczepienia przeciwko koronawirusowi. Są one dobrowolne i bezpłatne. Medycy, jako najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem, poszli na pierwszy ogień szczepień. Czy Pan się zaszczepił?

T.K.: Tak. Na naszym oddziale trzy czwarte medyków przechorowała Covid-19. Bywało, że lekarzy, którzy pracują w szpitalu, hospitalizowaliśmy na naszym oddziale jako pacjentów. Zmagali się z niewydolnością oddechową. Walczyliśmy o ich życie. Na szczęście żadna z tych osób nie zmarła. Myślę, że pandemia nie będzie tak dotkliwa, gdy uda nam się zaszczepić 80 i 70-latków. Na oddziale zakaźnym, w którym pracuję, są przede wszystkim pacjenci powyżej 70 lat.

M.Ch.: Jak sobie radzą pacjenci podczas walki z chorobą? Co jest dla nich najtrudniejsze? Na co najczęściej się skarżą?

T.K.: Największym wyzwaniem dla pacjenta na oddziale zakaźnym jest samotność, brak kontaktu szczególnie osób starszych z rodziną, brak kontaktu fizycznego z lekarzami. Na oddziale jestem „ufoludkiem”. Do pacjentów muszę trochę głośniej mówić, ponieważ jestem zasłonięty kaftanem i maską. Zakażenie koronawirusem polega na duszeniu się. To tak jakby ktoś nas trzymał pod wodą i na chwilę wynurzał, by z powrotem zanurzyć pod wodę. Pacjenci czują, że z każdym dniem mają mniej oddechu i muszą dramatycznie o niego walczyć. Nigdy nie zapomnę 50-letniego pacjenta, bez istotnych chorób, którego stan zdrowia pogarszał się z dnia na dzień. Któregoś dnia na moim dyżurze usiedliśmy obok siebie. Chory oddychał CPAP (to wsparcie oddechowe, trochę wentylacja mechaniczna, ale wciąż wspierająca własny oddech pacjenta). Wiedzieliśmy, że następna będzie intubacja, czyli znieczulenie ogólne i wprowadzenie rurki intubacyjnej, następnie nastąpi podłączenie do respiratora. Rozmawialiśmy o tym. Pacjent wiedział, że ma kilkanaście procent szans na przeżycie. Walczył do końca. Mówił, że da radę. Po rozmowie z rodziną, zdecydował abyśmy go zaintubowali, zawalczyli o jego życie. Niestety nie udało się go uratować. Odszedł. Inna historia dotyczy starszego małżeństwa. Oboje trafili do szpitala. Dałem im wspólny pokój. Mężczyzna wyzdrowiał. Stan kobiety pogarszał się. W końcu chcieliśmy mężczyznę wypisać ze szpitala. Ale błagał, aby go zostawić przy żonie. Powiedział, że chce być z nią na dobre i na złe. Był przy niej do końca. Siedział przy niej, odgarniał jej włosy, trzymał za rękę. Kobieta zmarła. To historie nieprawdopodobnego cierpienia, trudnych chwil.

M.Ch.: Czy zdarzają się sytuacje, że np. rodziny pacjentów posądzają lekarzy o śmierć bliskich?

T.K.: Dzielimy pacjentów na dwie grupy. Duża część pacjentów jest szczęśliwa, że wychodzi z choroby. Jest nam wdzięczna. Mieliśmy nawet pacjenta, który nie zgadzał się na wypis ze szpitala. Twierdził, że czuje się w nim dobrze i bezpiecznie. A w domu nie wie, jak będzie. Natomiast smutną stroną tej pracy są reakcje pacjentów. Nie są one dla nas zrozumiałe. Wynikają też z niezrozumienia choroby przez rodzinę pacjenta. Przebieg zakażenia koronawirusem bywa gwałtowny. Rodziny pacjentów zastanawiają się, czy nie popełniono błędu. Czasami pacjent jest przyjmowany w średnim stanie, następnego dnia jest w gorszym stanie, a kolejnego dnia umiera. Pamiętam, jak przyjmowałem mamę mojej lekarki. Była w dobrym stanie. Zaopatrzyłem pacjentkę we wszystko. Na kolejnym dyżurze zorientowałem się, że pacjentka zmarła. Zdarza się, że jesteśmy wzywani do prokuratury za nieumyślne spowodowanie śmierci. Byłem świadkiem sytuacji, gdzie lekarze zostali oskarżeni o popełnienie przestępstwa, celowego doprowadzenia do śmierci. Jest to dla nas bardzo trudna sytuacja. Dajemy z siebie wszystko co najlepsze, a musimy się tłumaczyć z tego, jak leczymy.

M.Ch.: Jak tego typu zdarzenia wpływają na lekarzy? Jak medycy sobie radzą w trudnych chwilach?

T.K.: Walczymy o pacjentów, staramy się im pomóc. Sytuacje są czasami bardzo trudne – pacjenci źle rokują. Przyjaźnimy się z wieloma z nich. Będąc lekarzem, nigdy nie widziałem, aby w tak krótkim czasie doszło do tylu zgonów. Część z nas, aby odreagować dramatyczne sytuacje, uprawia sport, bierze dodatkową pracę na innych oddziałach. Jestem wierzący. W trudnych chwilach pomaga mi modlitwa. Mój tata jest pastorem. Zwierzam mu się ze swoich problemów. Staram się w ten sposób oczyścić umysł, "zdjąć ciężar z barków".

M.Ch.: Wiemy, że lekarze mają problem z otrzymaniem dodatku covidowego za opiekę nad pacjentami podejrzanymi o zakażenia. Wielu medyków otrzymało pieniądze, ale mniejsze niż im się należą, część nie otrzymała ich wcale. Jak to wygląda u Pana?

T.K.: Dodatek to gratyfikacja dla osób, które narażają swoje życie i zdrowie, pracując z zakażonymi pacjentami. Pracując w kombinezonie, odwadniamy się. Czasami przez kilka godzin nie mamy możliwości napicia się czy zjedzenia posiłku. W szpitalach bardzo często wybuchają ogniska Covid-19. Pacjent jest przyjęty z negatywnym wynikiem. Po zrobieniu kolejnego testu okazuje się, że wynik jest dodatni. Stanowi to zagrożenie dla wszystkich pacjentów i całego personelu. Medycy zarówno na zakaźnych, jak innych oddziałach narażają swoje zdrowie. Moim zdaniem rząd powinien wszystkim medykom wypłacić dodatek albo nie dawać go wcale.

Podobne artykuły

Msolecka
Felieton Małgorzata Solecka

Zakupy covidowe. Coś tu pachnie

27 lutego 2024
iStock-1361760808
23 stycznia 2024

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.