Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie
banner
Kardiologia

Prof. Bartuś o sieci kardiologicznej i sytuacji pacjentów w czasie pandemii

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 24 marca 2021 12:55

Prof. Bartuś o sieci kardiologicznej i sytuacji pacjentów w czasie pandemii - Obrazek nagłówka
Fot. Thinkstock/Getty Images
W drugiej części wywiadu Medexpressu profesor dr hab. n. med. Stanisław Bartuś ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, mówi o sieci kardiologicznej w kontekście wyzwań systemu, opiece kardiologicznej i sytuacji pacjentów kardiologicznych w czasie pandemii SARS-CoV-2.

Czy sieć kardiologiczna jest rozwiązaniem na problemy polskiej kardiologii?

Prof. Stanisław Bartuś: System leczenia interwencyjnego chorób serca, zwłaszcza leczenia zawałów serca, utracił znaczną część finansowania w kilka lat temu. Spowodowało to, że większość ośrodków, zwłaszcza dużych, akademickich, przestało się bilansować. Podobnie jak na całym świecie, również w Polsce to właśnie te środki wykonują najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne zabiegi, co jest całkowicie zrozumiałe. Dysponują one dużo większym potencjałem i doświadczeniem kadry, ale również zapleczem wielospecjalistycznym umożliwiającym nie tylko przeprowadzenie chorych przez trudny zabieg ale również opiekę pozabiegową i leczenie powikłań, które muszą się u takich pacjentów pojawiać. Pomimo, iż ośrodki te otrzymują 10% więcej środków, to w dalszym ciągu większość znajduje się na granicy opłacalności, przez co w takich ośrodkach trzeba bardzo ostrożnie stosować nowe, nierefundowane przez NFZ technologie, bez których chory często nie ma szans na przetrwanie zabiegu. Stąd też słuszny pomysł stworzenia dla tych ośrodków rozwiązania, które będzie dla nich kołem ratunkowym.

Na pytanie, czy sieć kardiologiczna jest rozwiązaniem na problemy kardiologii interwencyjnej, nie umiem odpowiedzieć. W tej chwili wdrażany jest pilotaż tego systemu, którego autorami, jak informuje Minister Zdrowia są Panowie Profesorowie Hryniewiecki i Szumowski. To wybitni kardiolodzy, którzy w Narodowym Instytucie Kardiologii w Aninie będą mogli przetestować to rozwiązanie. Sam program dopuszcza powstawanie tzw. ośrodków referencyjnych, po jednym w każdym województwie, tam gdzie jest kardiochirurgia i możliwość używania urządzeń wszczepialnych, w szczególności pomp do wspomagania leczenia lewej komory. Niestety w Polsce takich ośrodków jest bardzo mało, na pewno nie tyle co województw, dlatego to założenie prawdopodobnie będzie musiało być skorygowane. Dodatkowo są województwa jak mazowieckie, śląskie, małopolskie, które mają więcej niż jeden wiodący ośrodek kardiologiczny. Z pewnością jednak po fazie testowej, jeśli system się sprawdzi, trzeba będzie uwzględnić potrzeby ośrodków, które do tej pory były referencyjnymi dla wielu szpitali powiatowych, tak aby nie stały się jeszcze bardziej deficytowe. Sieć kardiologiczna jest w tym momencie w fazie testów. W założeniu powinna rzeczywiście poprawić funkcjonowanie ośrodków, które w tej chwili są głęboko niedofinansowane i deficytowe. Dawniej kardiologia była dobrym źródłem finasowania szpitali, ale przede wszystkim potężnym kołem napędowym rozwoju naukowego dla uniwersytetów. Wszyscy wiemy, że im lepsza jest opieka kardiologiczna, tym niższa umieralność i komfort życia społeczeństwa. Przekłada się to na możliwość szybkiego powrotu do wykonywania zawodu naszych pacjentów, dzięki czemu nie stają się oni ciężarem dla swoich rodzin i społeczeństwa. Wydaje mi się, iż takie właśnie cele przyświecały organizatorom programu i wszyscy chcielibyśmy aby on właśnie tak funkcjonował.

A jeśli chodzi o opiekę koordynowaną w niewydolności serca, jak to może wyglądać na osi czasu? Kiedy możemy się spodziewać rezultaty przybliżonych do rezultatów w zawale serca?

Prof. S.B: Jeśli chodzi o opiekę koordynowaną w niewydolności serca czyli KONS, została ona uruchomiona niestety tylko w niektórych ośrodkach. Dodatkowo pandemia przekreśla możliwości wdrożenia programu na szerszą skalę, ponieważ wiele ośrodków kardiologicznych stało się ośrodkami zaangażowanymi w leczenie chorych na Covid-19, szereg rozwiązań, w tym również to będzie musiało poczekać. Opieka koordynowana w zawale serca, jak wiemy, przyniosła od razu korzyści. Fakt, że na 140 ośrodków leczących zawał serca mniej niż połowa ma w tym momencie otwarty ten program, świadczy, że nie osiągnął on nawet połowy swoich możliwości, a powinien. Bo we wszystkich tych ośrodkach leczeni są chorzy z zawałem serca. Ci pacjenci nie będą umieli szukać opieki w innych ośrodkach, muszą być objęci opieką tam gdzie zaczęli się leczyć. To samo dotyczy niewydolności serca chociaż, tutaj przyznaję, skala może być dużo większa i przy nieco mniejszych możliwościach. Korzyści z KONS powinny być obserwowane teoretycznie po roku. Jednak chorzy często wracają do szpitala wielokrotnie, a jednorazowy koszt ich leczenia często przekracza 50-60tys złotych przy standardowej refundacji na poziomie poniżej 15 tysięcy złotych. Oczywiście korzystamy z możliwości i uprzejmości NFZ jeśli idzie o indywidualne rozliczenie tych chorych, ale trzeba sobie zdać sprawę, że rozwiązanie systemowe dla tej grupy chorych będzie bardzo trudne i kosztowne. Wprowadzenie pilotażowo programu a następnie rozprzestrzenienie go tylko w wybranych ośrodkach, skupiających leczenie skrajnej niewydolności serca, pochłonie ogromne pieniądze.

Jak na koniec naszej rozmowy podsumuje Pan Profesor pandemię w kontekście pacjentów kardiologicznych oraz tego jak funkcjonuje jednoimienny szpital uniwersytecki?

Prof. S.B: Zarówno z punktu widzenia przewodniczącego Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych jak i szeregowego pracownika szpitala, muszę podkreślić iż w zakresie kardiologii na pewno stanęliśmy na wysokości zadania. Tutaj opieka została natychmiast zorganizowana, i to już w marcu 2020. Przygotowaliśmy stosowne dokumenty i rozwiązania organizacyjne dla wszystkich pracowni opiekujących się pacjentami z zawałem serca. Opracowaliśmy szereg rozwiązań, które do dziś funkcjonują i sukcesywnie są modyfikowane, ulepszane w miarę pojawiania się nowych możliwości i rozwiązań, choćby w zakresie diagnostyki samej wirusa. To samo dotyczy szpitala uniwersyteckiego w Krakowie. Jestem dumny, że mogłem być częścią tej organizacji, że miałem wspólnie z Kolegami z Zarządu AISN możliwość organizacji opieki kardiologicznej na poziomie krajowym, także w szpitalu uniwersyteckim w Krakowie. Jestem również dumny ze wszystkim moich kolegów kardiologów, w szczególności kardiologów interwencyjnych, których mam zaszczyt reprezentować, ponieważ z zaangażowaniem i poświęceniem opiekowali chorymi. Niestety panika wywołana przez doniesienia medialne spowodowała, że duża część chorych z zawałami serca przestała zgłaszać się do szpitala. Zauważyliśmy to już pierwszych miesiącach pandemii. Zarząd AISN warz z Zarządem Głównym PTK rozpoczął w maju 2020 akcję medialną pt.: „#nie zostań w domu z zawałem serca”. W akcji uczestniczyli kardiolodzy praktycznie ze wszystkich ośrodków kardiologicznych w Polsce. W lokalnej i ogólnopolskiej prasie, radiu, telewizji oraz w Internecie pojawiały się informacje dla pacjentów i ich rodzin, by nie pozostawili w domu z objawami zawału serca, ale wzywali pogotowie lub zgłaszali się do lekarza. Informowaliśmy, że dla tych pacjentów szpital jest dużo bardziej bezpiecznym miejscem. Myślę, że dzięki dobrej współpracy ze strony całego środowiska lekarskiego liczba chorych zgłaszających się do leczenia zabiegowego zawału serca wróciła prawie do normy. Natomiast jest faktem, że ilość zabiegów w wielu ośrodkach, zwłaszcza w szpitalach jednoimiennych, znacznie spadła. To wynikało głównie z rozporządzeń, które zmieniały organizację leczenia. Nie ma jeszcze statystyk, co do ilości wykonanych w ubiegłym roku zabiegów i hospitalizacji wg rozpoznań. Wydaje się jednak, iż obecnie widzimy więcej pacjentów z niewydolnością serca, niż w latach ubiegłych. Mamy też dużo więcej chorych zgłaszających się z bardzo uszkodzonym sercem, którzy przechodzili prawdopodobnie zawały w domu. W związku z czym wielu z tych pacjentów niestety nie będzie mogła wrócić do normlanego funkcjonowania. Jak wiemy, śmiertelność ze wszystkich przyczyn pod koniec ubiegłego roku w Polsce wzrosła, jednak nie tylko z powodu wirusowego zapalania płuc, ale przede wszystkim dlatego, że pacjenci nie zgłaszali się do lekarza albo mieli przekładane i odwołane zabiegi. Wielu pacjentów, z powodu odłożonych procedur czy własnej decyzji o niezgłoszeniu się na operację z obawy przed zarażeniem, czekając na lepsze czasy, niestety zmarło. Natomiast jeśli idzie o tzw. epidemię niewydolności serca, zgodnie z informacjami pozyskanymi z ośrodków kardiologii inwazyjnej, wydaje się że tych chorych jest obecnie dużo więcej. Mamy nadzieję, iż częściowo przynajmniej wynika to z przekształcenia niektórych oddziałów internistycznych w oddziały zakaźne. Myślę, że płatnik oraz MZ udostępni wkrótce te statystyki.

Podobne artykuły

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.

Zobacz także