Prokuratura wyjaśnia, jak 4-latka zaraziła się malarią

Tomasz Kobosz

Opublikowano 13 wrzesnia 2017, 22:48

160115410 Fot. Thinkstock/Getty Images
Tomasz Kobosz

Opublikowano 13 wrzesnia 2017, 22:48

Dziewczynka nigdy nie wyjeżdżała w Włoch – kraju, w którym malaria nie występuje. Do szpitala Santa Chiara została przyjęta z powodu cukrzycy. W tym samym czasie w placówce leczono też rodzinę, której członkowie zarazili się malarią podczas wycieczki do Burkina Faso.

Eksperci w dziedzinie chorób zakaźnych sprawdzają, czy zarodźce wykryte u chorej na malarię rodziny to rzeczywiście ten sam szczep, który doprowadził do śmierci dziewczynki. Badają też, czy możliwe jest, że w północnej części Włoch pojawiły się komary zdolne do przenoszenia tych pasożytów.

Z kolei śledczy weryfikują hipotezę o nieumyślnym spowodowaniu śmierci przez kogoś z personelu medycznego – np. w wyniku powtórnego użycia jednorazowej igły.

Szpital stanowczo wyklucza tę ostatnią możliwość. Pracownicy podkreślają, że w placówce używa się jednorazowych igieł wyłącznie w sposób zgodny z ich przeznaczeniem.

Najmniej prawdopodobna wydaje się trzecia możliwość – żywy, zarażony komar mógł zostać przywieziony z Afryki w bagażu kogoś spośród chorych leczonych na malarię w szpitalu Santa Chiaran. Wprawdzie takie sytuacje mają często miejsce, jednak pacjenci ci nie przyjechali do szpitala ani z bagażami, ani bezpośrednio z lotniska, a dopiero po jakimś czasie od przylotu do kraju.

Lekarze nie spodziewali się malarii u małej pacjentki – zdiagnozowali u niej błędnie zapalenie gardła. Kiedy postawiono właściwą diagnozę, było już za późno na uratowanie dziecka – Sofia zmarła 2 dni później.

Źródło: The Local

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

Tematy

malaria / Włochy
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30