Koronawirus w Polsce: Przed nami dwa możliwe scenariusze: zły i bardzo zły

Fot. MedExpress TV
- Od początku byłem przeciwnikiem restrykcyjnego noszenia maseczek. Doprowadziło to do tego, że Polacy mają dość nakazów i zakazów - powiedział Medexpressowi prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.
Martyna Chmielewska 2020-07-24 11:15

Martyna Chmielewska: Epidemia koronawirusa ciągle zbiera śmiertelne żniwo. Aktualnie mamy 41 589 zakażonych osób, w tym 1658 osób zmarło. Okazuje się, że najwięcej przypadków z powodu koronawirusa jest na Śląsku. Według danych z 23 lipca w województwie śląskim wykryto aż 14 781 zakażonych osób od początku pandemii. Wczoraj w Polsce wykryto 418 nowych przypadków zachorowań. Jest to najwyższa liczba od 17 czerwca. Jak Pan ocenia naszą sytuację epidemiologiczną?

Robert Flisiak: Sytuacja epidemiologiczna jest stabilna. Mieliśmy najwyższą liczbę zakażeń od dłuższego czasu. Pamiętajmy, że epidemię w Polsce mamy od początku marca. Wtedy liczba dziennych, rejestrowanych zakażeń zaczęła stopniowo rosnąć. Tak naprawdę od połowy marca osiągnęła poziom wahający się między 200 a 600 rejestrowanych zakażeń, więc te 400 nowych zakażeń to jest średnia wartość z okresu trzymiesięcznego.

M.Ch.: Czy pierwsza fala koronawirusa już się skończyła? Czy mamy już do czynienia z drugą falą?

R.F.: Nie chciałbym mówić o falach zwłaszcza w przypadku Polski. A wszystko dlatego, że nie byliśmy w stanie wykazać momentu najwyższej liczby występujących dziennie zakażeń. Liczba testów (a od tego zależy przede wszystkim liczba rejestrowanych zakażeń) wykonywanych codziennie w Polsce była niewspółmiernie mała w stosunku do liczby mieszkańców naszego kraju. W związku z tym, tak jak powiedziałem, liczba zakażeń jest stała. Będzie ona taka przez kolejne miesiące, prawdopodobnie przez jesień i zimę. Mam nadzieję, że liczba faktycznych zakażeń SARS-CoV2 nie będzie przekraczała granicy 600 dziennie. Na pewno jesienią pojawi się więcej chorych osób, które będą zgłaszać się z objawami infekcji dróg oddechowych. To jest nieuchronne. Nadejdzie moment, gdy pojawią się zakażenia z powodu różnych czynników wywołujących podobne objawy.

M.Ch.: Jakie zatem scenariusze mogą nas spotkać w najbliższym czasie?

R.F.: W zasadzie można się spodziewać dwóch scenariuszy. Pierwszy: liczba zidentyfikowanych zakażeń SARS-CoV2 będzie się utrzymywała właśnie na takim poziomie 600 dziennie. Nałoży się na to liczba wielu tysięcy rejestrowanych innych infekcji. Da to bardzo duże oblężenie przede wszystkim oddziałów chorób zakaźnych, bo to właśnie tam będą chorzy kierowani. Drugi scenariusz: liczba zakażeń SARS-CoV2 zacznie gwałtownie rosnąć ze względu na sprzyjające warunki atmosferyczne do wywołania wszelkich zakażeń przenoszonych drogą powietrzną. Zostaną sparaliżowane izby przyjęć oddziałów zakaźnych. Dojdzie do zwiększenia liczby cięższych postaci klinicznych.

M.Ch.: Który według Pana scenariusz jest bardziej prawdopodobny?

R.F.: Trudno powiedzieć. Nasza wiedza na tę chwilę nie jest wystarczająca. Wiele zależy od tego, na ile faktycznie nasza populacja środkowoeuropejska, polska, ma niezidentyfikowane predyspozycje do łagodniejszego przebiegu choroby, do rzadszego występowania zakażeń. Jest wiele możliwych teorii. Nie zostało to na tę chwilę wyjaśnione. Natomiast widzimy wyraźnie, że w naszym regionie zakażenia SARS-CoV2 przebiegają łagodniej niż na świecie, nawet w części Europy.

M.Ch.: Wiele osób nonszalancko podchodzi do noszenia maseczek, traktuje je po macoszemu. Czy może się to przyczynić zwiększenia zakażeń z powodu koronawirusa?

R.F.: Od początku byłem przeciwnikiem restrykcyjnego noszenia maseczek. Doprowadziło to do tego, że Polacy mają dość nakazów i zakazów Maseczki powinno zakładać się w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie jest większe skupisko ludzi, nie ma możliwości zachowania dystansu. Patrząc na obecne ogniska koronawirusa, to właśnie tak powinny wyglądać zalecenia. Ogniska pojawiają się w zamkniętych pomieszczeniach. Najlepszym przykładem są wesela. To właśnie tam ludzie tracą panowanie nad zachowaniem dystansu. Są tego różne powody: emocjonalne, używkowe. Ryzyko zakażenia w tym momencie gwałtowanie wzrasta.

M.Ch.: Wiemy, że w ostatnim czasie doszło do poluzowania obostrzeń. Z projektu rozporządzenia Rady Ministrów wynika, że po pierwsze dystans społeczny zostanie skrócony z 2 do 1,5 metra. Po drugie na targowiskach, konferencjach będzie mogło przebywać więcej osób. Po trzecie, w obiektach sportowych liczba osób zostanie podwyższona do 50 procent. Jak Pan to ocenia ?

R.F.: Nakazy i zalecenia powinny koncentrować się w miejscach, gdzie trudno jest kontrolować odległości między ludźmi oraz w pomieszczeniach zamkniętych. Na konferencjach łatwo jest kontrolować odległości. Podobnie dzieje się w kinach czy teatrach. Wystarczy wyznaczyć tam miejsca siedzące. Dlatego niezrozumiałe jest przyzwolenie na niekontrolowane imprezy, nad którymi nie można zapanować nad utrzymaniem dystansu. Niezrozumiałe jest poluzowanie obostrzeń podczas imprez sportowych.

M.Ch.: Jakie ma Pan największe obawy w związku z epidemią koronawirusa w Polsce? Co Pana najbardziej niepokoi?

R.F.: Najbardziej niepokoją mnie skutki epidemii koronawirusa. Obawiam się o chorych, którzy mają utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej, albo go w ogóle go nie mają. A wszystko dlatego, że opieka zdrowotna została sparaliżowana przez nadmierne restrykcje. Znosi się restrykcje w różnych sferach życia, natomiast z niezrozumiałych powodów nadal utrzymuje się w pełnej rozciągłości rozporządzenie ministra zdrowia z 28 kwietnia, które zakazuje setkom może tysiącom lekarzy i pielęgniarek zbliżania się do osób, które „nie są przynajmniej z podejrzeniem Covid-19”. Jest to niezrozumiałe, bo rozporządzenie zakłada, że personel opieki zdrowotnej zwłaszcza z oddziałów zakaźnych szerzy zakażenia. Zakłada się, że środki ochrony osobistej, które są stosowane nie mają żadnego znaczenia. To nieprawda. W oddziałach zakaźnych nie dochodziło do masowych zakażeń. Dochodziło tam co najwyżej do sporadycznych zakażeń. Na pewno odbywało się to z mniejszą częstością niż w jakichkolwiek innych oddziałach i jednostkach opieki zdrowotnej). Utrzymywanie rozporządzenia z 28 kwietnia jest największym problemem, z jakim boryka się obecnie polska służba zdrowia.

https://www.worldometers.info/coronavirus/

PDF

Zobacz także