Koronawirus: W walce z epidemią niezbędne jest czyste powietrze

Fot. Getty Images/iStockphoto
Naukowcy twierdzą, że istnieje powiązanie między poziomem zanieczyszczenia powietrza a liczbą zakażeń koronawirusem. Ich zdaniem nie da się walczyć z epidemią i w bezpieczny sposób zmniejszać blokad gospodarczo-społecznych bez podjęcia działań na rzecz zmniejszenia smogu.
Kalina Gierblińska 2020-04-30 10:42

Jasne błękitne niebo nad słynnymi wielkimi miastami stało się, paradoksalnie, symbolem obecnie trwającej pandemii. Można powiedzieć ─szczęście w nieszczęściu. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zanieczyszczenie powietrza jest globalnym kryzysem zdrowia publicznego, ponieważ co roku z tego powodu umiera siedem milionów ludzi: 4,2 milionów osób ginie z powodu powikłań wywołanych zanieczyszczonym powietrzem, a 3,8 milionów zgonów rejestrowanych jest z powodu chorób wywołanych zanieczyszczeniem powietrza pochodzącym z gospodarstw domowych (np. stare piece). Przypomnijmy, do tej pory na koronawirusa zachorowało 3,19 milionów ludzi, a z powodu COVID-19 zmarło 228 tysięcy. Czy są tu jakieś zależności?

Zdaniem włoskich, amerykańskich i angielskich naukowców tak, choć ta teza wymaga jeszcze ostatecznych potwierdzeń. Z kolei już badania przeprowadzone w 2003 roku w czasie epidemii SARS (spokrewnionego z SARS-CoV-2) wykazały, że osoby zakażone były o 84 procent bardziej narażone na śmierć, jeśli przebywały na obszarach o wysokim poziomie zanieczyszczenia powietrza. Obecne wnioski ekspertów dotyczą dwóch rzeczy. Po pierwsze, istnieje wyższe ryzyko chorób układu oddechowego i serca w miejscach o większym zanieczyszczeniu i według European Public Health Alliance zanieczyszczenie powietrza osłabia układ odpornościowy, pogarszając tym samym zdolność do zwalczania infekcji. Po drugie, cząsteczki zanieczyszczonego powietrza działają jak nośniki do skuteczniejszego przenoszenia wirusa.

Podczas gdy rządy wielu krajów wprowadziły obostrzenia związane z epidemią koronawirusa, globalny poziom zanieczyszczenia powietrza drastycznie spadł. Według tegorocznego wskaźnika jakości powietrza (AQI; określa m.in. pomiar pyłu zawieszonego PM2.5 i PM10) w miastach o historycznie najwyższym poziomie niebezpiecznego dla zdrowia aerozolu atmosferycznego (PM2,5) zaobserwowano wyraźny jego spadek od czasu wprowadzenia blokad gospodarczych: w Wuhan o 44 procent, w Seulu o 54 procent, w New Dehli o 60 procent. Natomiast w Los Angeles odnotowano najdłuższy rekordowy okres czystego powietrza, od 7 do 28 marca. Poziomy stężenia PM2,5 spadły o 31 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku i 51 procent w porównaniu do średniej z poprzednich czterech lat. Przypomnijmy, że pył ten może osadzać się głęboko w płucach i przenikać do innych narządów i krwioobiegu, powodując poważne zagrożenie dla życia. Niestety te wyniki są prawdopodobnie tylko chwilowym sukcesem. Jakość powietrza ponownie pogorszy się, kiedy zostaną otwarte fabryki, a ludzie utkną w korkach na autostradach. Naukowcy jednogłośnie podkreślają, że poziomy zanieczyszczeń muszą być maksymalnie ograniczone, aby zminimalizować skutki drugiej fali koronawirusa.

Maria Neira, dyrektor ds. środowiska, zmian klimatu i zdrowia w WHO powiedziała, że świat nie będzie mógł wyjść z kryzysu gospodarczego i zdrowotnego, jeśli jakość tego, czym oddychamy się nie zmieni. Dziś, jak nigdy wcześniej, widać, że na wzrost gospodarczy ma bezpośredni wpływ zdrowie publiczne. Neira twierdzi, że ograniczenie zanieczyszczenia powinno stanowić nie tylko istotną korzyść zdrowotną, ale także główną zachętę ekonomiczną. Jej zdaniem rządy muszą wziąć pod uwagę ustalenia naukowe przy podejmowaniu decyzji o złagodzeniu blokad. Jak podkreśliła, musimy uniknąć pokusy, w imię ożywienia gospodarki, powrotu do intensywnego wykorzystywania paliw kopalnych czy nadmiernego korzystania z samochodów. Niektóre miasta opracowały już plany, aby tego uniknąć, np. Mediolan, leżący w najbardziej dotkniętym epidemią we Włoszech regionie Lombardii, chce wprowadzić nakaz częstszego korzystania ze środków transportu miejskiego. Powstanie tam 35 kilometrów nowych ścieżek rowerowych, a metro będzie działać tylko z 30 procentową przepustowością, aby umożliwić zachowanie dystansu społecznego (czyli liczba pasażerów zostanie zmniejszona z 1,4 miliona do 400 000 osób).

Badanie prowadzone przez Xiao Wu i Rachel Nethery z Uniwersytetu Harvarda T.H. Chan School of Public Health wykazało, że nawet niewielki wzrost drobnych cząstek PM2.5 miał znaczący wpływ na przebieg epidemii w Stanach Zjednoczonych. Wzrost pyłu o zaledwie 1 mikrogram na metr sześcienny odpowiadał 15 procentowemu wzrostowi liczby zgonów na COVID-19. Dla porównania, bezpieczny limit wyznaczony przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska wynosi 12 mikrogramów PM2,5 na metr sześcienny, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia ma wytyczną 10 mikrogramów na metr sześcienny jako średnią roczną. W niektórych częściach Nowego Jorku roczne poziomy PM2,5 stale przekraczają ten bezpieczny próg. Naukowcy sugerują, że mogło to mieć wpływ na liczbę zarejestrowanych zgonów z powodu COVID-19 w stanie Nowy Jork. Z kolei, gdyby Manhattan obniżył średni poziom pyłów zawieszonych o zaledwie jedną jednostkę lub jeden mikrogram na metr sześcienny w ciągu ostatnich 20 lat, dzielnica najprawdopodobniej odnotowałaby o 248 mniej zgonów wywołanych epidemią koronawirusa.

Badanie jakości powietrza we włoskich prowincjach Lombardii i Emilia-Romania we Włoszech również wykazało korelację między śmiertelnością w wyniku COVID-19, a wysokim poziomem zanieczyszczenia powietrza. Lombardia stanowi ogromną większość zgonów w tym kraju: 13 679 z 27 682 Włoch. Specjaliści ds. zdrowia publicznego twierdzą, że wysoki poziom zanieczyszczenia w północnych Włoszech należy uznać za dodatkowy współczynnik wysokiego poziomu śmiertelności odnotowany na tym obszarze.

Co więcej, w innym wstępnym badaniu wykryto, że Sars-CoV-2 może „zaczepić się” nie tylko o PM2,5 ale też o cząstki PM10, czyli mieszaninę substancji toksycznych wywołanych m.in. procesami spalania paliw stałych i ciekłych. Naukowcy z kilku uniwersytetów we Włoszech sugerują, że wirus poprzez te cząsteczki potrafi się znacznie szerzej rozprzestrzeniać. Prace te, choć dla większości ekspertów wydają się przedstawiać słuszne wnioski, są wstępne i nie wiadomo jeszcze, czy wirus rzeczywiście pozostaje aktywny na cząstkach zanieczyszczeń w powietrzu.

Podobne badania, przeprowadzone przez Leonardo Setti’ego z Uniwersytetu Bolońskiego we Włoszech, czekają na potwierdzenie. Wcześniejsze testy naukowców wykazały, że cząsteczki zanieczyszczenia powietrza przenoszą drobnoustroje i wirusy powodujące ptasią grypę, odrę czy pryszczycę na znaczne odległości. Potencjalna rola niebezpiecznych pyłów w rozprzestrzenianiu się koronawirusa związana jest z szerszym pytaniem o sposób przenoszenia samego wirusa. Duże, zainfekowane nim krople z kaszlu czy kichania spadają na ziemię w odległości dwóch metrów, ale znacznie mniejsze krople, o średnicy poniżej 5 mikronów, mogą pozostawać w powietrzu i dalej się przemieszczać nawet do kilku godzin. Eksperci nie są pewni, czy te małe unoszące się w powietrzu krople mogą powodować infekcję koronawirusem, chociaż wiedzą, że Sars z 2003 roku rozprzestrzenił się właśnie w ten sposób.

Setti twierdzi, że krople o wielkości od 0,1 do 1 mikrona mają ułatwione dalsze „podróżowanie”, gdy zlewają się z cząstkami zanieczyszczeń, ponieważ połączona cząstka jest większa i mniej gęsta niż sama kropla i może dłużej pozostawać w powietrzu. Profesor Jonathan Reid z Bristol University w Wielkiej Brytanii, który bada transmisję koronawirusa w powietrzu jest do tego sceptycznie nastawiony. Jego zdaniem nieznaczna zmiana wielkości połączonych cząstek prawdopodobnie nie odgrywa tak dużej roli w rozprzestrzenianiu się wirusa.

Profesor Frank Kelly z Imperial College London uważa, dla odmiany, że ta teza jest bardzo interesująca, ale musiałyby to potwierdzić przynajmniej trzy grupy badawcze. Inny ekspert, profesor John Sodeau z University College Cork w Republice Irlandii, twierdzi że wnioski Setti’ego są wiarygodne, ale zwyczajowy przebieg badań naukowych w tym przypadku może zająć dwa lub trzy lata, aby potwierdzić takie ustalenia.

W jednym naukowcy i eksperci WHO są zgodni: w procesie wychodzenia z pandemii koronawirusa nie można zapomnieć o dążeniach do zachowania czystszego środowiska, które chroni zdrowie przed innym niewidzialnym zabójcą, jakim jest zanieczyszczone powietrze.

Źródło: CNN/The Guardian/BBC

PDF

Zobacz także