Moja Gdynia
Opublikowano 14 lutego 2026 22:05
Wszyscy piszą o Gdyni, więc nie może zabraknąć także i mnie: urodzonego tamże w Szpitalu Miejskim na Placu Kaszubskim już ponad 78 lat temu. Wtedy ten szpital obecnie pod wezwaniem Św. Wincentego a Paulo był chyba jeszcze i ponownie (po wojennej przerwie) prowadzony przez Siostry Szarytki ze Zgromadzenia w/w Świętego, których klasztor znajdował się w budyneczku przylegającym do szpitala. Siostry wybudowały ten szpital jeszcze przed II Wojną i wtedy był on bardzo nowoczesny. Tego oczywiście nie pamiętam, ale pamiętam (i jestem wdzięczny), jak się mną opiekowały, kiedy jako ośmioletni chłopiec po urazie sportowym wylądowałem na tamtejszej pediatrii. Potem już jako pielęgniarki chyba stamtąd zniknęły, a w końcu oddały szpital miastu.
Kolejnym ważnym budynkiem pochodzącym jeszcze sprzed II Wojny jest „ubezpieczalnia”, czyli przychodnia ambulatoryjna mieszcząca się przy ulicy obecnie Armii Krajowej, poprzednio 22 lipca, a jeszcze wcześniej Eugeniusza Kwiatkowskiego. Była to przychodnia przedwojennej Kasy Chorych i z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że powojenna legitymacja ZUS mojego Ojca to była kopia jego przedwojennej legitymacji Kasy Chorych. Na najwyższym piętrze tego budynku do emerytury pracowała moja Mama: główna księgowa gdyńskiego ZOZu.
Przychodnia dla dzieci znajdowała się w innym przedwojennym budynku na ulicy 10 lutego naprzeciwko Szkoły Podstawowej nr 1, wtedy im. Ludwika Waryńskiego do której chodziłem. Szkoły już w tym budynku nie ma, przychodni zresztą też nie – jej miejsce zajęła prokuratura.
Przychodnię przeniesiono do nowego budynku na ul. Żwirki i Wigury, na której drugim końcu na rogu z ulicą Świętojańską mieszkałem. W przychodni pracowała dr Kunert (imienia już nie pamiętam), która namówiła mnie, abym poszedł na medycynę. Chyba czuła, że jakoś się w tym sprawdzę.
Tematy
Wiesław W. Jędrzejczak




