Ekspert: maseczki i płyny do dezynfekcji rąk to pole do nadużyć

Dziś gościem Iwony Schymalli jest dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, założyciel fundacji „Razem w chorobie”.
Iwona Schymalla 2020-05-13 09:01

Dużo mówimy o testach na koronawirusa, ale w kontekście tego, że w Polsce wykonuje się ich zbyt mało, że powinni być testowani medycy. Jaka jest skuteczność i wiarygodność tych testów? Czy jest również jakaś gradacja?

Z testów, które są dzisiaj dostępne najlepsze wydają się być testy molekularne, które potwierdzają obecność wirusa w organizmie badanego w ciągu kilku minut. Mają one jednak zróżnicowaną czułość. W związku z tym trudno jest je porównywać. Słysząc o testach molekularnych myślimy, że wszystkie są takie same, ale to nie jest prawdą.

Druga grupa to testy immunologiczne, wykrywające obecność immunoglobulin, które powstały w organizmie w wyniku kontaktu z jakimś wirusem. Testy immunologiczne, które wykrywają immunoglobuliny typu M, są w mojej opinii bardzo dobre, bo mówią o aktualnym zakażeniu wirusem. Natomiast testy immunologiczne wykrywające immunoglobuliny typu G mówią, że mieliśmy kontakt z wirusem. Nie do końca wiemy kiedy, bo u każdego człowieka odpowiedni poziom immunoglobulin utrzymuje się krócej lub dłużej.

Są również badania stosunku CD4 do CD8, to są specjalne białka (nie chciałbym w tej chwili wchodzić w szczegóły) i one również mogą informować o zakażeniu wirusowym. Z tym, że możliwość korzystania z tej metody w Polsce, z tego co wiem, jest dość ograniczona.

Kogo i jak testować?

Powiedziałbym tak, że wszyscy powinni móc korzystać z najlepszych testów. Natomiast trzeba pamiętać o tym, że ich dostępność w sytuacji pandemii wirusa SARS-Cov2 jest ograniczona. Każdy kraj ma ich tyle ile udało się mu kupić lub wyprodukować. Tej bariery nie da się przeskoczyć. Chciałbym, aby każdy był testowany, ale w obecnej sytuacji trzeba zachować rozsądek. Myślę, że państwo polskie stara się testować tyle ile może. Żaden rząd nie chce ograniczać testowania, natomiast wprowadza takie zasady, które są możliwe do realizacji. Elementem kluczowym są możliwości laboratoriów. A ich przepustowość jest przecież ograniczona. Być może dojdziemy kiedyś do sytuacji, że testy będą mogli zrobić absolutnie wszyscy.

W przestrzeni publicznej obowiązkowo musimy nosić maseczki, rękawiczki oraz np. przed wejściem do sklepu czy apteki stosować płyny do dezynfekcji rąk. Czy nie uważa Pan, że powinna zostać wprowadzona kontrola dotycząca skuteczności tych preparatów. Czy naprawdę działają? Czy ktoś powinien tego pilnować?

Bezwzględnie. Nadszedł czas, by PZH czy konsolidacja Instytutów ustaliła listę producentów preparatów efektywnie działających na SARS-Cov2. Sam obserwowałem jak w aptece na pytanie o skuteczność sprzedawanego tam płynu do dezynfekcji klient otrzymał zdawkową odpowiedź, która niczego nie wyjaśniała. To jest niedopuszczalne. Wydaje mi się, że w handlu detalicznym, w tym także aptecznym, „krąży” bardzo dużo płynów, których efektywność letalna w stosunku do wirusa, jest znikoma. Niepokojącym zjawiskiem jest także rozcieńczanie tych płynów.

Kolejnym polem do nadużyć są maseczki. Wątpliwej jakości, często absurdalnie drogie. Czy mimo popytu nie należałoby regulować ich ceny?

Ceny maseczek są zdecydowanie zbyt wygórowane. Rozumiem, że producenci w Chinach czy Indiach korzystając z popytu, dyktują warunki. Jednak maseczki produkujemy też w Polsce. Państwo powinno zastanowić się nad regulacją cen. Maseczki powinny być na każdą kieszeń, bo tylko tak będziemy mogli liczyć na ich powszechne stosowanie. Maseczek jest wystarczająco dużo, ale z powodu kosmicznej ceny są noszone zbyt długo albo wcale. Czyli założenia ochrony nie są spełnione.

Zajmijmy się jeszcze samym wirusem SARS-Cov2. Ponoć jest to wirus, który bardzo łatwo mutuje. Już znamy trzy szczepy tego wirusa. Czy są jeszcze inne i czy to jest dla nas zagrożenie?

Każda mutacja patogenu jest zagrożeniem, bo może powodować, że szczepionka, którą otrzymamy okaże się nie w pełni skuteczna. Widać to na przykładzie szczepionki przeciw grypie, która w każdym sezonie musi być inna. Nie zawsze udaje się też osiągnąć, rok do roku, taką samą skuteczność, bo nie zawsze można precyzyjnie przewidzieć w jakim kierunku wirus grypy zmutuje. To nie jest prosta algebra. Wracając do pytania, wszystkie patogeny mutują mniej lub bardziej i musimy być na to przygotowani. Dzisiaj możemy powiedzieć, że patogeny różnią się między sobą w różnych krajach Europy. Za wcześniej jest, by rozmawiać o tym na ile te różnice są utrudnieniem w leczeniu. To też jest problem, który spędza sen z powiek zespołom, które pracują nad szczepionkami.

W jakich grupach leków poszukujemy w tej chwili leku na Covid-19?

Pierwsza grupa, o której najwięcej wiemy to są środki przeciwmalaryczne. Prawdopodobnie mają one niesatysfakcjonującą lub bardzo małą skuteczność. Początkowy entuzjazm co do nich, po badaniach klinicznych, wyhamował. Interferony są poboczną grupą, ponieważ wyniki tu też nie są takie, jakich się spodziewano. Kolejną grupą, która według mnie dobrze rokuje, są przeciwciała monoklonalne albo inne struktury, które doprowadzają do burzy cytokinowej. To są na przykład preparaty, które mamy przeciwko interleukiny np. szóstej. Duże nadzieje wiążemy lekiem remdesivir. To był lek pierwotnie stosowany w leczeniu eboli. Okazał się jednak w przypadku tej choroby średnio skuteczny. Firma wrzuciła go do szuflady mówiąc, że może kiedyś się przyda. Teraz jest ponownie badany i wydaje się obiecujący. Jakie będą wyniki trudno powiedzieć. Interesujący jest też kierunek izolacji przeciwciał z organizmów tzw. ozdrowieńców. Z ich krwi wydziela się surowicę i pobiera przeciwciała. Podaje się je w ciężkich przypadkach. Jest to skuteczna metoda, niemniej ma ograniczone zastosowanie. Natomiast ze szczepionkami jest tak, że one nie leczą. Szczepionka jest po to, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Osobie chorej nie pomoże.

Jeszcze jedno pytanie od pacjenta i osoby, która prowadzi Fundację zajmującą się sprawami pacjentów. Czy nie niepokoi Pana fakt, że zostały zawieszone procesy refundacyjne? Jak długo może to potrwać? Jak długo pacjenci nie będą mieli dostępu do coraz nowszych terapii?

To sytuacja stresująca zarówno dla pacjentów jak i pracowników służby zdrowia. Nie możemy doprowadzić do tego, by wirus rządził nauką, naszym życiem i zdrowiem. Musimy zachować równowagę i rozsądek. Wydaje mi się, że nowe produkty lecznicze powinny wchodzić na listy refundacyjne z prostej przyczyny: ludzie, którzy chorują na inne choroby muszą się leczyć mimo pandemii. I proszę pamiętać, że zawsze osoby z chorobami współistniejącymi w przypadku różnych epidemii są najsłabsze. Przegrywają w nierównej walce.

PDF

Zobacz także