OZZL: Lekarze umierają na dyżurach. Odpowiedzialne kolejne rządy RP

153759660
Thinkstock/GettyImages
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy przedstawił oświadczenie po kolejnej śmierci lekarza na dyżurze.
Alicja Dusza 2017-09-08 11:40

Kilka dni temu w Medexpressie informowaliśmy o kolejnym lekarzy, który zmarł w trakcie dyżuru. 59-letni chirurg w szpitalu we Włoszczowie dostał zawału serca. Lekarza nie udało się uratować. Zmarł na stole operacyjnym.

To drugi taki przypadek w ostatnim czasie. 24 sierpnia br. Prokuratura Rejonowa w Wieliczce została powiadomiona o nagłym zgonie lekarki w godzinach nocnych w dniu 23 sierpnia.
Rezydentka pełniła dyżur w całodobowej przychodni lekarskiej w Niepołomicach od godz. 18.00. Dyżur miał zakończyć się o godz. 8.00 następnego dnia. Przed dyżurem w godz. od 8.00 do 16.00 pracowała w jednej z klinik w Krakowie. W trakcie dyżuru lekarka poczuła się źle i upadła. Mimo reanimacji nie udało się przywrócić akcji serca.

Teraz głos w sprawie zabrał Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy:

"Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy z niepokojem odnotowuje kolejne przypadki śmierci lekarzy w czasie pełnienia dyżurów medycznych. Nie ma wątpliwości, że – bardziej lub mniej bezpośrednią – przyczyną tych tragedii było przepracowanie. Lekarze w Polsce pracują zdecydowanie za dużo i – w większości przypadków – są do tego zmuszani przez swoich pracodawców. Przyczyną tego jest wielki niedobór lekarzy w stosunku do potrzeb. Bez tej nadmiernej pracy lekarzy szpitale nie mogłyby funkcjonować. Przepracowani lekarze stanowią zagrożenie dla siebie i swoich pacjentów.

Odpowiedzialność za doprowadzenie do takiej sytuacji spada na kolejne rządy RP, z obecnym włącznie. Publiczna ochrona zdrowia nie była i nadal nie jest priorytetem dla rządzących. Jest jedynie wykorzystywana do walki politycznej i propagandy" - informuje OZZL.

Lekarze uważają, że rządzący przeznaczają zbyt mało pieniędzy na ochronę zdrowia.

"Tymczasem kolejne rządy, włącznie z obecnym, przeprowadzają coraz to nowe pseudoreformy, pod hasłem „uszczelniania” publicznej ochrony zdrowia, byleby tylko uzasadnić niepodnoszenie nakładów. Nie zmieniają tego faktu doraźne dodatki, jak zapowiadana ostatnio „specustawa” o dopłacie z budżetu państwa do NFZ, czy pieniądze przeznaczane przez poprzednie rządy dla szpitali pod hasłem kolejnych „restrukturyzacji”. Wręcz przeciwnie – utrwalają one patologiczny system, w którym lepszy lub gorszy dostęp do leczenia zależy od kaprysów rządzących lub ich doraźnych interesów.

Pracownicy ochrony zdrowia, obok pacjentów są drugą wielką grupą społeczną krzywdzoną przez takie działania. Na nich spada bowiem krytyka i niezadowolenie chorych z trudnego dostępu do leczenia, oni muszą „łatać dziury” wynikające z niedoboru personelu medycznego, ich zaniżone wynagrodzenia są buforem łagodzącym niedostateczne nakłady na lecznictwo. Są oni zmuszani moralnym szantażem do akceptacji złych warunków pracy, niskich wynagrodzeń i pracy ponad siły, a ich próby buntu przeciwko tej sytuacji przedstawiane są jako działania na szkodę chorych" - możemy przeczytać w oświadczeniu.

Zdaniem OZZL do takich sytuacji dochodzi również dlatego, że lekarze zatrudniani są na kontraktach, dlatego nie przestrzegany jest Kodeks Pracy.

"Odnosi się to również do lekarskich dyżurów. Powszechne zatrudnianie dyżurujących lekarzy na podstawie umów cywilno prawnych jest pretekstem do omijania przepisów o czasie pracy. Lekarze stają się wówczas formalnie „przedsiębiorcami”, nie pracownikami. Nie ma jednak faktycznych przeszkód aby również ich objąć przepisami o czasie pracy. Takie rozwiązanie stosuje się np. wobec kierowców"- pisze OZZL.

OZZL po raz kolejny wzywa ministra i premier do przygotowania przepisów, które spowodują, że wszyscy lekarze pracujący w publicznej ochronie zdrowia, również ci, zatrudnieni na podstawie umów cywilno-prawnych będą objęci przepisami o czasie pracy.

Źródło: OZZL

PDF

Zobacz także