50 groszy w Getcie
Opublikowano 20 kwietnia 2026 08:37
Wpadło mi w ręce powielaczowe wydawnictwo: „Zeszyty Niezależnej Myśli Lekarskiej” z 1986 roku zawierające relację Adiny Blady Szwajger - lekarki z warszawskiego getta, ze szpitala na ulicy Siennej. I teraz tylko fragment:
„No i właśnie tego dnia przyszła 6-letnia Ryfka, która miała jeszcze w domu ojca, a w szpitalu brata starszego i trzyletnią siostrę. A matki już nie miała. Ta trzyletnia siostra zmarła. Ryfka – pamiętam, powiedziałam – tę paczuszkę dla siostrzyczki to zabierz, bo ona już nie żyje. A Ryfka podniosła na mnie te swoje czarne oczy, takie bez dna i powiedziała: bo jak człowiek musi uprać i sprzątnąć i ugotować, to nie starcza czasu i ja nie dopilnowałam dziecka…
Poszłam na parter po swoje ubranie. Zobaczyłam, że w hallu są ludzie i białe fartuchy. To znaczyło, że znów są ranni, bo na „wasze” stoi „Frankenstein”. To był taki żandarm, który się bawił strzelaniem do dzieci, jak do wróbli. Bo jak te dzieci wracały z żebrów przez dziurę w murze do getta, to wsuwały się do dziury jedno po drugim. A on czekał, aż ustawi mu się kilkoro: 4-5 sztuk i wtedy strzelał i tym jednym strzałem zabijał wszystkich.
I tego dnia był taki mały chłopak, może ośmio-, może dziesięcioletni i miał postrzał wątroby i nic mu nie można było pomóc, a ja jakoś tak przypadkiem stanęłam przy nim. Wtedy akurat otworzył oczy i spojrzał na mnie i wyciągnął rękę, w której ściskał 50 groszy. Powiedział: „daj mamie” i umarł.”
Cóż? A teraz? Inne dzieci, inne miejsce, inni sprawcy. Też będą takie relacje?
Tematy
Wiesław W. Jędrzejczak






