Od glonu do Nobla z medycyny
Opublikowano 17 października 2026 12:10
Również w tym roku byłem wśród komentujących przyznanie Nagrody Nobla w TVP Nauka i należałem do tych, dla których była ona zaskoczeniem, przede wszystkim dlatego, że dotyczyła dziedziny z którą mam niewielki związek. Jednak sam fakt przyznania nagrody osiągnięciu nauk podstawowych nie był dla mnie zaskakujący.
Bardzo ciężko jest dokonać odkrycia badając bezpośrednio człowieka, gdyż jest to organizm niezwykle złożony i różnorodny a poszczególne zjawiska i procesy są przykryte bardzo grubą warstwą szumu informacyjnego złożonego z różnych przypadkowych zdarzeń.
Zwykle jest więc tak, że dokonuje się prawdziwych odkryć poszukując ich w prostszych organizmach, aby stopniowo przechodzić do potwierdzania w organizmach wyższych. Była więc kukurydza, były robaczki, były muszki, były myszki, ale żeby glony? A jednak!
Otóż jeśli chcemy, aby w tym wyścigu uczestniczył ktoś z Polski, to musimy najpierw finansować warsztaty pracy, gdzie te różne modele doświadczalne są dostępne, gdzie można się nauczyć technik badawczych i gdzie można próbować, jeśli ma się pomysł. I pytać o nowość, o odkrywczość, a nie od razu o zastosowanie.
Odkrywanie w medycynie to jest wymyślanie, planowanie i wykonywanie doświadczeń. Doświadczeń, w których najbardziej cenny jest niespodziewany wynik. A jeśli już jest to musi być odpowiednio potwierdzony i scharakteryzowany i na to też muszą być środki. Inaczej, będziemy w tym wyścigu tylko widzami. A w miarę jak inni będą nam uciekać coraz mniej będziemy rozumieć o co w tym wszystkim chodzi poza tym, że za sprawą Pana Nobla można dostać trochę „kasy”.








