Polowanie na doktora
Opublikowano 23 września 2026 08:11
Prawicowi dziennikarze zrobili sobie zwierzynę łowną z dr Kacprzyka (o którego istnieniu bez tej afery bym nawet nie wiedział). Ostatni akt polowania polegał na tym, że zgłosił się do niego pacjent (dziennikarz przykrywkowiec) i wciągnął go w luźną rozmowę, którą nagrywał ukrytym mikrofonem. Następnie, co lepsze urywki z tej rozmowy rozpowszechnił. I odezwał się tłum „oburzonych”. Ale nie na wyczyn tego dziennikarza.
Tymczasem, prawdziwym skandalem jest nie to, co w poufnej (każda rozmowa z lekarzem jest poufna) powiedział ten młody człowiek tylko to, co zrobił ten dziennikarz. Jeżeli bowiem od lekarza wymagamy zachowania tajemnicy lekarskiej to aby ten wymóg mógł działać musi być symetryczny. Jeżeli pacjent ma prawo nagrywać po kryjomu lekarza i wykorzystywać te nagrania przeciwko niemu (przestępstwa z tego wyłączam) to trzeba przyznać takie prawo również lekarzowi.
Ludzie z lekarzami rozmawiają o różnych sprawach, nie tylko bezpośrednio związanych z ich chorobą i gdybym ja nagrał i upublicznił to, co mi mówili przy takiej okazji różni bardzo ważni politycy to mógłbym zakończyć niejedną karierę. Ale kontakt lekarza z pacjentem i pacjenta z lekarzem opiera się na wzajemnym zaufaniu i nigdy mi nie przyszło do głowy abym mógł to zaufanie zawieść. Ludzie w takich rozmowach mówią różne rzeczy: odreagowują, badają odbiór, starają się usprawiedliwić itd. A lekarz też jest człowiekiem i też musi odreagować.
Spotkanie pacjenta z lekarzem to jest zawsze spotkanie dwóch ludzi, których pierwotnie łączy nieszczęście pacjenta, któremu mu zaradzić lekarz ale potem przekształca się we wzajemne zaufanie, w którym lekarz udzielając pomocy nie może obawiać się, że tym samym staje się ofiarą.









