Zmiany na liście "S". Zaoszczędzone pieniądze mają trafić na nowe terapie
Opublikowano 27 sierpnia 2026 17:33
W czwartek MZ opublikowało zarządzenie ministra zdrowia, które wprowadza mechanizm negocjacji resortu z podmiotami odpowiedzialnymi. Mówiąc w dużym uproszczeniu, jeśli firma będzie chciała utrzymać lek na liście „S”, w sytuacji gdy doczekał się on wielu odpowiedników, będzie musiała mocno obniżyć cenę. Kluczem, oprócz ceny, ma być dostępność dla pacjentów, więc w lepszej sytuacji będą firmy, których leki dopiero niedawno się zgeneryzowały lub producenci odpowiedników nie są w stanie zapewnić odpowiednio dużego wolumenu leków.
Podczas czwartkowego spotkania z mediami wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk zapewniała, że środki uwolnione dzięki negocjacjom pozostaną w systemie refundacyjnym i mają finansować m.in. nowe leki dla seniorów, nowoczesne terapie onkologiczne, leczenie chorób rzadkich.
Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia wykaz dla osób powyżej 65. roku życia obejmuje obecnie około 94 proc. leków dostępnych w refundacji aptecznej. Program rozrósł się w 2023 roku, gdy wprowadzono do niego, jednoczasowo, szereg zmian: obniżeniu granicy wieku o dekadę (z 75 do 65 lat) towarzyszyło poszerzenie listy o ponad 2 tysiące leków, jednocześnie wyłączono „bezpiecznik”, czyli limit wydatków oraz przeniesiono ciężar finansowania programu do NFZ bez dotacji przedmiotowej z budżetu państwa (gdy we wrześniu 2016 roku MZ uruchamiało program, środki na listę 75+ pochodziły właśnie z budżetu).
Już jesienią 2025 roku resort zdrowia wysyłał sygnały, że program leków dla seniorów (to lista „S” kosztuje najwięcej, listy bezpłatnych leków dla ciężarnych i osób niepełnoletnich stanowią ułamek kosztów) jest w tej formie nie do utrzymania – a pieniądze na niego przeznaczane, mówiąc bardzo oględnie, nie są wydawane optymalnie. Program rzeczywiście poprawił dostęp pacjentów do farmakoterapii, ale jednocześnie osłabił działanie konkurencji cenowej w grupach limitowych, ani lekarze, ani pacjenci nie mają też żadnej motywacji, by korzystać z tańszych odpowiedników. - Rozmawiając o listach leków bezpłatnych przez miesiące i lata, koncentrowaliśmy się na tym, jak wygenerować oszczędności przez to, że coś usuniemy, dodamy albo zabierzemy. Problem nie polega jednak na tym, czy usuniemy jakieś leki i zaoszczędzimy, bo byłyby to pozorne oszczędności - mówiła Kacperczyk. Dlatego MZ, zamiast spodziewanych decyzji o skracaniu listy, zapowiada utrzymanie wszystkich leków na liście (a nawet jej poszerzanie, bo są schorzenia, a więc i pacjenci, którzy w tej chwili z bezpłatnych terapii korzystają w mniejszym zakresie), jednocześnie „zapraszając” firmy do negocjacji. Rozpoczęcia postępowania może się spodziewać np. podmiot, którego terapia, jeśli chodzi o koszt DDD (definiowanej dawki dobowej), przekracza 150 proc. kosztu DDD odpowiednika.
- Jeśli na rynku jest dostępny bezpieczny i skuteczny lek, który kosztuje 40 zł, państwo nie powinno płacić 400 zł za taki sam lek o innej nazwie handlowej. Różnicę wolimy przeznaczyć na leczenie pacjentów, a nie na marżę dla firmy farmaceutycznej - mówiła wiceminister Kacperczyk.












