Prof. Szczylik: Pakiet onkologiczny to kpina

47-49_Szczylik_N4C6640
Fot. Jacek Persa
Jak pakiet onkologiczny oceniają specjaliści? O tym z prof. Cezarym Szczylikiem, kierownikiem Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego rozmawia Alicja Dusza.
Alicja Dusza 2015-02-04 07:00

Jak pakiet onkologiczny oceniają specjaliści? O tym z prof. Cezarym Szczylikiem, kierownikiem Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego rozmawia Alicja Dusza. 

Jak pan profesor ocenia pakiet onkologiczny po miesiącu jego funkcjonowania?

Dziś uroczyście przyjęliśmy pacjenta z zieloną kartą. Nie był to pacjent, który do nas trafił od lekarza pierwszego kontaktu, tylko z wysokospecjalistycznego szpitala. To może za wcześnie, by podsumowywać pakiet onkologiczny, ale wydaje mi się, że duża część diagnostyki, jest przerzucana na duże ośrodki. Dzieje się tak, bo nie rozwiązano wielu problemów takich jak np. nie podpowiedziano lekarzom rodzinnym, w jaki sposób należy takich pacjentów prowadzić. Mam konkretne zarzuty, co do tego. Moim zdaniem powinien być przeprowadzony program pilotażowy przynajmniej w dwóch NFZ: „biednym” i „bogatym”. Uważam, że zanim ten program wdrożono, to najpierw organizator, czyli Ministerstwo Zdrowia lub jego agendy, powinno lekarzom pierwszego kontaktu przygotować listę placówek preferencyjnych, w których odbywałyby się badania. Lekarz wiedziałby, kto ma podpisany kontrakt, w jakich godzinach pracuje, jakie są telefony kontaktowe, dzięki czemu, w sposób płynny, kierowałby na określone badania. Lekarz POZ nie może kierować na wszystkie badania. Natomiast wysyłając do jakiegoś specjalisty, bo tak przewiduje pakiet, trafia na „mur” niemożności czasowej specjalistów, którzy już dziś są oblężeni. Dodatkowy strumień pacjentów, którzy wpłyną do specjalistów, nie będzie mógł być w czasie przewidzianym przez pakiet, przyjęty. Dlatego zadanie nie będzie zrealizowane. Podobnie będzie, jeśli pacjent już trafi do specjalisty, to od niego musi ponownie trafić do pracowni radiologicznych i diagnostycznych. Oczywiście, po zdiagnozowaniu, wykonaniu badania tomograficznego, samo badanie fizyczne niczego nie daje, dlatego że musi być ono jeszcze opisane, ale po opisaniu pacjent musi trafić na biopsję. Lekarzom pierwszego kontaktu nie zaproponowano miejsc, w którym wykonuje się biopsję. Nie uzgodniono, jaka liczba patologów jest do dyspozycji w danym regionie. Nie uzgodniono warunków kontraktowania z tymi patologami. Przypomnę, że połowa patologów przeszła z placówek państwowych do prywatnych, w których obowiązują inne stawki. Nie uzgodniono również, w jaki sposób preparaty zunifikowane mają być opisywane. Bo powinny być już opisywane zgodnie z normami unijnymi. O takich zresztą wspominali patolodzy na jednym z ostatnich sympozjów. Nie słyszałem o czymś, co można by nazwać dyskusją ze środowiskiem patologów, by policzono patologów i by lekarzom pierwszego kontaktu oraz specjalistom w danym regionie wskazano placówki, w których wykonuje się szybką diagnostykę biopsyjną, a następnie patologiczną. Według mnie, są to poważne uchybienia w tym programie. Dziś widziałem pacjenta, który przyjechał do mnie z Katowic ze skierowaniem od lekarza z kontynuacją leczenia. Bo pamiętajmy o tym, że mamy nie tylko pacjentów pierwszorazowych. Pakiet onkologiczny obejmuje również pacjentów, którzy już mają zdiagnozowanego raka i są w trakcie leczenia. Trzeba prowadzić ich leczenie tzw. follow-up’y. My nie możemy, tak jak ten pacjent usłyszeć, że badanie rezonansem odbędzie się we wrześniu. Dlatego moim zdaniem pakiet onkologiczny niczego nie zmienił. Konstruując pakiet, trzeba przewidzieć kolejne kroki, zbudować właściwe kanały informatyczne, które w sposób płynny poprowadzą od lekarza pierwszego kontaktu i specjalisty do konkretnych placówek w regionie. Tymczasem pacjenci jeżdżą z Katowic do Warszawy, z Warszawy do Gdańska, z Sopotu do Białegostoku, a stąd Bóg wie gdzie jeszcze. Można powiedzieć, że system nie pracuje, nie został właściwie przygotowany. On został zaproponowany. Dziś przeczytałem, że jest to wielki program ministra Arłukowicza. A ten program, to kpina! Program przygotowuje się starannie i weryfikuje w mikroskali, po tym dopiero wprowadza na skale ogólnokrajową.  Pacjenci onkologiczni nie są zwykłymi pacjentami i założenia programu onkologicznego co do nich są słuszne, by skrócić im diagnostykę, ale żeby dokonać tego skrótu nie można opierać się na hasłach. Myśmy się na takich hasłach dawno się „przejechali”. Myślę, że najbliższy czas pokaże, że będziemy musieli zweryfikować założenia pakietu onkologicznego, a przede wszystkim przygotować go do funkcjonowania w polskiej rzeczywistości. Pragnę przypomnieć, że radiolodzy do dzisiejszego dnia mają pięciogodzinny dzień pracy. W świetle dzisiejszego uzbrojenia pracowni wiadomo jest, że opisują w domach. Już nie muszą siedzieć przy urządzeniach. Mimo że urządzenia są już absolutnie bezpieczne. Niemniej jednak pięciogodzinny dzień pracy,  nadal istnieje. Myślę, że to w skrócie taka ocena, tego co wprowadzono od 1 stycznia.

Wspomniał pan o pierwszym pacjencie, który trafił do pańskiej kliniki z tzw. zieloną kartą, czyli można powiedzieć, że w szpitalach specjalistycznych dopiero ruszył pakiet?

To był pacjent nie z kartą od lekarza pierwszego kontaktu, to placówka wysokospecjalistyczna wystawiła temu pacjentowi skierowanie i zieloną kartę. Do tej pory nie trafił do nas pacjent od lekarza pierwszego kontaktu. Można powiedzieć, że to zgodne z oczekiwaniem dlatego, że pakiet onkologiczny zakłada dziewięciotygodniowy okres przepływu tych informacji. W zasadzie dopiero teraz tacy pacjenci powinni się pokazywać.

Dziś Światowym Dzień Walki z Rakiem. No właśnie, czy ten pakiet onkologiczny może być skutecznym narzędziem w walce z rakiem?

To mi przypomina demonstracje pierwszomajowe w PRL, kiedy wszystkie słuszne hasła były wyniesione, a klepaliśmy siermiężną biedę. To wygląda mniej więcej tak samo.  

 Przeczytaj również: Lekarze POZ oceniają pierwsze błędy pakietu onkologicznego

PDF

Zobacz także