Cyfrowe zdrowie – odporność na dezinformację, szanse i nowe kierunki rozwoju
Opublikowano 23 czerwca 2026 10:14
W trakcie panelu „Cyfrowe zdrowie – odporność na dezinformację, szanse i nowe kierunki rozwoju” przywołano m.in. raport NASK poświęcony właśnie dezinformacji zdrowotnej w polskiej cyberprzestrzeni. Natalia Gruenpeter, Zespół Analizy Trendów Narracyjnych i Fact-checkingu, Pion Ochrony Informacyjnej Cyberprzestrzeni NASK–PIB podkreślała, że wątki dotyczące szczepień, kwestionujące np. obowiązek szczepień czy zniechęcające do szczepień oraz tematy związane z edukacją zdrowotną, przede wszystkim ze sposobem jej wprowadzania do szkół są wiodące w obszarze dezinformacji zdrowotnej. Przeplata się z nimi trzeci, wyraźnie widoczny, który można nazwać „spiskowym”. Może występować jako samodzielna narracja i dotyczyć konkretnych instytucji, które mają być zaangażowane w działanie na szkodę ludzkości lub społeczeństwa, ale może towarzyszyć na przykład dyskusjom o szczepieniach, pojawiać się w ich tle. – Szacownie zasięgów treści dezinformacyjnych nie jest proste, bo social media, w których się one rozprzestrzeniają, umożliwiają budowanie siatek fikcyjnych, nieautentycznych kont – wskazywała ekspertka, rekomendując, by wszelkie informacje o ewentualnych zasięgach opatrywać takim właśnie zastrzeżeniem. Zwłaszcza że choć w internecie, w social mediach, dominują treści sensacyjne i polaryzujące, badania opinii społecznej nie potwierdzają ich realnych wpływów, choćby w obszarze szczepień obowiązkowych.
Skala dezinformacji, jak mówił dr Marcin Anaszewicz, zastępca dyrektora Centralnego Ośrodka Informatyki, jest jednak olbrzymia. – Mówimy o milionach publikacji i zasięgach liczonych w miliardach. Trzeba pamiętać, że nie są to marginalne problemy, bo mamy do czynienia z zaawansowaną, masową dezinformacją zdrowotną. Skuteczną, bo treści wielokrotnie powtarzane zaczynają budzić zaufanie – tłumaczył. Przeciwdziałanie dezinformacji jest konieczne, bo w znaczący sposób osłabia ona odporność systemu ochrony zdrowia – zaś ten system jest jednym z fundamentów odporności na kryzysy zarówno państwa jak i społeczeństwa.
Niestety, nie ma – w ocenie eksperta – prostej recepty na przeciwdziałanie dezinformacji. To raczej cały konglomerat działań, decyzji zapadających w obszarze regulacjami prawnymi, samoregulacjami w ramach poszczególnych zawodów medycznych, ale przede wszystkim całym obszarem związanym z edukacją. – Z jednej strony edukacją zdrowotną, z drugiej z podnoszeniem kompetencji cyfrowych społeczeństwa – mówił dr Anaszewicz, przypominając, że Polska należy do krajów, w których kompetencje cyfrowe są na bardzo niskim poziomie a nawet co drugi Polak nie ma ich wcale lub prawie wcale. Kraje UE są pod tym względem niezwykle rozwarstwione: jak w wielu innych rankingach, liderami są państwa nordyckie, zaś stawkę zamykają kraje Europy Południowo-Wschodniej.
O dezinformacji, przekonywał ekspert, musimy myśleć i dyskutować globalnie, podobnie jak o walce z nią. Dezinformacja ma bowiem wymiar globalny – przede wszystkim dlatego, że jej narzędziem są globalni gracze, platformy big-tech. – Nie jest problem to, że ktoś napisze coś niemądrego, głupiego, nieprawdziwego, ale to, że zasięg tego materiału jest masowy. Social media i algorytmy wręcz promują nieprawdziwe informacje, budzące kontrowersje, strach, emocje – tłumaczył. Takie spojrzenie wymusza zmianę perspektywy: za dezinformację nie jest odpowiedzialny pojedynczy obywatel (na pewno nie jedynie i nie w pierwszym rzędzie). – Ta odpowiedzialność w największym stopniu spoczywa na platformach cyfrowych – podkreślał Marcin Anaszewicz, przypominając, że każda dezinformacja – w obszarze zdrowia, wojny w Ukrainie, praw kobiet etc. – ma jeden główny cel: chodzi o wprowadzanie niepokoju, podsycanie poczucia zagrożenia, również w celach czysto komercyjnych.
Dlatego państwo musi sytuację monitorować ale też przynajmniej próbować przeciwdziałać takim praktykom, przesuwając punkt ciężkości w zakresie odpowiedzialności właśnie na platformy cyfrowe. To one powinny monitorować, analizować, moderować i wreszcie usuwać treści dezinformacyjne. Firmy „muszą zrozumieć”, że świadczą usługi, oferują produkt na rynku. W przypadku żywności, samochodów, kosmetyków itd., producenci muszą spełniać określone normy bezpieczeństwa dla konsumentów. – Nie można działać legalnie i jednocześnie dostarczać produkt, który stwarza realne niebezpieczeństwo. Usługi cyfrowe tej regule, całkowicie a na pewno w dużej części, jednak nie podlegają – zwracał uwagę.
Jednym ze sposobów na przeciwdziałanie dezinformacji jest tworzenie i udostępnianie wartościowych treści. Intuicyjnie uważa się, że powinni to robić przede wszystkim profesjonaliści medyczni. Nie wszyscy jednak, jak przyznał prof. Robert Gałązkowski, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego WUM, chcą i potrafią działać w obszarze social mediów. Aktywność ta wymaga zarówno umiejętności jak i pewnej odporności psychicznej, ze względu na skalę hejtu, z którą trzeba się liczyć i z którym mierzą się ci medycy, którzy podjęli rękawicę i udostępniają treści medyczne oparte na dowodach naukowych. Ekspert zwracał uwagę, że w tej chwili treści wiarygodne, naukowe i te, którymi takimi nie są, w praktyce są „równoważne”. – Z jednej strony możemy mieć materiał na temat przeżywalności w określonym typie nowotworu, podparty badaniami, mówiący o kilku miesiącach z drugiej – opowieść, że znajoma sąsiadki miała taką diagnozę, poszła do „kogoś” i żyje już cztery lata – mówił, wskazując na realną groźbę podważania zaufania do nauki.
W ocenie prof. Gałązkowskiego walka z dezinformacją powinna łączyć działania państwa, profesjonalistów medycznych i tradycyjnych mediów. Chodzi, również, o możliwość przekładania naukowych treści na język dostępny dla przeciętnego odbiorcy, bo tylko znakomita mniejszość potrafi zrozumieć treści zamieszczane przez towarzystwa naukowe czy specjalistyczne publikacje. Należy też promować w social mediach kanały, które udostępniają wiedzę zamiast dezinformacji.
W trakcie dyskusji wracał jak bumerang temat edukacji zdrowotnej, która ma szansę dużo zmienić w obszarze świadomości społeczeństwa na temat zdrowia, profilaktyki – i przez to przyczynić się do wzmocnienia zaufania do medycyny. – Walka z dezinformacją powinna zaczynać się w klasie, w szkole czy przedszkolu, ale też w gabinecie lekarskim, pielęgniarskim, przy łóżku chorego – podkreślał dr Anaszewicz. Również – na salach wykładowych uczelni medycznych, bo równie ważna jest edukacja zdrowotna dzieci i młodzieży jak też kształcenie kadr medycznych pod kątem wyzwań, w tym dotyczących komunikacji i walki z dezinformacją. Bo profesjonaliści medyczni, również lekarze, niekiedy – zdaniem eksperta – popełniają błędy, które dezinformację wręcz wzmacniają. Należy ich uczyć, jak takich błędów unikać. Kluczowym wyzwaniem jest popularyzowanie wartościowych treści, wskazywał, przypominając, że są pomysły – wychodzące z resortu nauki – premiowania takich działań. Chodzi o to, by „po jasnej stronie mocy” pojawiło się jak najwięcej autorytetów.
Słowo-klucz to kompetencje. Z jednej strony – kompetencje komunikacyjne profesjonalistów medycznych, z drugiej – kompetencje zdrowotne społeczeństwa. Prof. Mateusz Jankowski, Szkoła Zdrowia Publicznego CMKP podkreślał, że kompetencje zdrowotne są niezbędne, by pozyskiwać i przetwarzać informacje niezbędne do podejmowania decyzji dotyczących zdrowia – i te decyzje (właściwe) podejmować. – Musimy nauczyć obywateli, w jaki sposób i gdzie pozyskiwać takie informacje – zwracał uwagę. Edukacja zdrowotna ma sprawić, między innymi, by obywatele byli w stanie weryfikować źródła informacji.
Mec. Katarzyna Czyżewska, Kancelaria Adwokacka Czyżewscy z kolei zwracała uwagę, że budując strategie walki z dezinformacją medyczną trzeba pamiętać o głównej zasadzie, która „rządzi” social mediami: algorytmy budują bańki informacyjne. W związku z tym autorytety medyczne, zamieszczając treści prozdrowotne mają olbrzymią szansę trafić do osób przekonanych o ich racji i podzielających opinie, skłonnych wierzyć medycynie. Bardzo małą natomiast – do nieprzekonanych i praktycznie zerową do tych, którzy naukę kontestują. Prowadzenie kampanii przeciw dezinformacji wymaga profesjonalizmu i łączy się z dużymi nakładami, dużo łatwiej (i efektywniej) jest działać przez tradycyjne media, wykorzystując sensownie choćby formaty telewizyjne.
Pytana o regulacje, jakie mogłyby pomóc w walce z dezinformacją, ekspertka przyznała, że choć takie są, mają dużą słabość: nie nadążają za rzeczywistością, za postępem technologicznym. Wskazała, że na razie podstawowym narzędziem jest ustawa o ochronie konsumentów, która pozwala na przeciwdziałanie praktykom naruszającym zbiorowe prawa konsumentów. – Działania dezinformacyjne niewątpliwie w tę kategorię się wpisują – podkreśliła.
W Sejmie procedowana jest nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta (tzw. lex szarlatan) – na jej podstawie RPP będzie mógł również działać w obszarze dezinformacji zdrowotnej czy medycznej, będzie mieć prawo wydawać decyzje i wymierzać dotkliwe kary.
Problemem jest jednak owo „nienadążanie”. Przede wszystkim AI, które użytkownicy traktują jako źródło wszelkiej wiedzy – mimo że jest to jedynie narzędzie, po pierwsze niedoskonałe (halucynacje), po drugie – skonstruowane w taki sposób, by utrzymywać jak najdłużej kontakt z użytkownikiem, a to oznacza, że reagujące w sposób najbardziej oczekiwany. Raczej potwierdzające opinie niż z nimi polemizujące. To zaś oznacza, że osoba wątpiąca w szczepienia przez sposób zadawania pytań bardzo szybko umocni się w przekonaniu do swoich racji. Osoba będąca w kryzysie psychicznym może doprowadzić się do zaostrzenia problemów w kontakcie z AI. W USA, jak mówiła prawniczka, są już pierwsze pozwy przeciw twórcom najbardziej popularnych narzędzi AI, za suflowanie wysoce szkodliwych treści.
Czy rozwiązaniem będzie Digital Service Act, prawo unijne – w randze rozporządzenia, które ma rozwiązać problem dotychczasowej bezkarności platform cyfrowych? Na pewno daje narzędzia do pociągania firm technologicznych do odpowiedzialności, nałożenia na nie obowiązku moderacji i kontroli zamieszczanych treści. – Skuteczność tych regulacji dotychczas nie została sprawdzona – przyznała mec. Czyżewska. Rozporządzenie obowiązuje w całej UE, ale każdy kraj musi je uzupełnić krajowymi przepisami – Polska tego (jeszcze) nie zrobiła, choć projekty są przygotowane.
Narzędzia cyfrowe mogą zdrowiu szkodzić, mogą jednak ułatwiać zarządzanie nim. Jak mówił dyrektor Marcin Anaszewicz, cyfryzacja ochrony zdrowia jest częścią strategii cyfryzacji kraju, która przewiduje, że do 2035 roku wszystkie kluczowe usługi publiczne będą dostępne dla obywateli z poziomu telefonu. To dotyczy również usług zdrowotnych, takich jak rejestracja, dostęp do historii choroby i leczenia, wyników badań. Mamy już sukcesy, takie jak e-recepta. – To jedno z najciekawszych rozwiązań w Europie, które działa bardzo dobrze – chwalił.
Ekspert podkreślał, że istotną częścią strategii jest jakościowa zmiana w projektowaniu usług cyfrowych. – Nie przyjmujemy jako punkt wyjścia potrzeb państwa, ale potrzeby obywateli – zaznaczył, tłumacząc, że podstawą cyfryzacji jest mapa zdarzeń życiowych obywatela – takich jak narodziny dziecka, śmierć osoby bliskiej, ukończenie szkoły czy utrata pracy. – Nie zawsze tak było, część usług, które już funkcjonują, uwzględniała przede wszystkim perspektywę urzędów, państwa.
Takie podejście może również wzmocnić zaufanie do państwa, a to jest absolutnie fundamentalne, również dla ochrony zdrowia. – Był czas, że o tym zapomnieliśmy, a badacze alarmują, że z zaufaniem jest – w skali globalnej – coraz gorzej. W Europie średnie zaufanie do rządów wynosi trzydzieści kilka procent. Państwa nordyckie, bez zaskoczenia, przewodzą, bo w Finlandii wynosi ono ponad 70 proc. Polska notuje poziom ok. 37 proc. Bez zaufania do państwa bardzo ciężko wprowadzać reformy w jakimkolwiek obszarze – zaznaczył.
Dyrektor Anaszewicz podkreślał również, że w tej chwili główną przeszkodą w cyfryzacji ochrony zdrowia nie są kwestie technologiczne, bo technologia pozwala na rozwiązanie znakomitej większości, jeśli nie wszystkich, barier. Chodzi o to, by obywatele mieli zaufanie do nowych narzędzi. – Kiedy to będzie możliwe? Kiedy cały system opieki zdrowotnej będzie budzić zaufanie. Kiedy ludzie nie będą szukali alternatywy u szarlatanów – tłumaczył. Ważną częścią budowy tego zaufania jest też komunikacja włączająca – chodzi o język, który nie będzie wykluczać osób o mniejszych kompetencjach intelektualnych, który będzie zrozumiały dla bez mała każdej osoby korzystającej z urządzeń cyfrowych. To oznacza, również, dostosowanie narzędzi do potrzeb osób o różnych rodzajach niepełnosprawności.
Ważnym wątkiem jest również zmiana modelu korzystania z narzędzi cyfrowych. Jeszcze niedawno, jak mówił ekspert, 60 proc. Polaków szukało informacji na temat zdrowia w internecie. Dziś ciężar przesuwa się w kierunku AI. – Dostępność agentów AI sprawia, że informacji szukamy i będziemy szukać w chatach GPT. Wspólnie z NASK stawiamy na budowanie polskiego modelu AI – powiedział. Na razie można z niego korzystać jedynie w mObywatelu a narzędzie jest w fazie „dziecięcej”, ale w dającej się przewidzieć przyszłości ma być alternatywą dla komercyjnych rozwiązań – będzie zapewniać również informacje z obszaru zdrowia, na przykład pod kątem przygotowania do procedur medycznych czy tego, co obywatel powinien wiedzieć o profilaktyce zdrowotnej własnej i bliskich osób. Nawet jeśli nie stanie się on konkurencją dla narzędzi komercyjnych – będzie wiarygodnym źródłem wiedzy i wsparciem w zakresie usług publicznych (nie tylko zdrowotnych).
W dyskusji o rozwiązaniach i narzędziach cyfrowych nie mogło zabraknąć wątku analizy zbiorów danych. Prof. Mateusz Jankowski przywołał pionierski raport dotyczący leczenia szpiczaka plazmocytowego, który zespół ekspertów, klinicystów, przygotował razem z NFZ, wykorzystując dane zgromadzone przez płatnika. – Do tej pory mogliśmy korzystać z danych na poziomie jednego, ewentualnie kilku ośrodków, prowadzących leczenie, choć danych, gromadzonych w różnych miejscach, jest wielokrotnie więcej. Możliwość skorzystania z nich oznacza otwarcie nowych perspektyw dla lekarzy, dla naukowców, ale też dla płatnika i regulatora – przekonywał.
W raporcie dotyczącym leczenia szpiczaka plazmocytowego, choroby z „dość skomplikowanym schematem leczenia” szczególnie cenna była możliwość spojrzenia na całość populacji pacjentów objętych programem lekowym. – Widzimy, jak leczymy. Jakie są różnice między regionami. Dla pacjentów szczególne znaczenie mogą mieć różnice między poszczególnymi ośrodkami – wskazywał, dodając, że takie narzędzia – interaktywne – powinny powstawać dla wszystkich najważniejszych jednostek chorobowych. – Będziemy w stanie lepiej zarządzać konkretnym problemem zdrowotnym – zapewniał.
Ważne jest korzystanie ze wszystkich dostępnych zasobów danych – analizowanie ich i czytanie łączne. Jest to ważne z różnych względów, ale trzy kwestie należałoby traktować w sposób szczególny.
Dane z ZUS, CeZ i NFZ mogą dać odpowiedź, jaka część pacjentów, mimo dostępu do innowacyjnego leczenia nie osiąga pożądanego czy wystarczającego efektu terapeutycznego, na przykład przez brak adherencji. Dlatego lekarz powinien otrzymać informację z CeZ np. o brakach w realizacji recept. Najbardziej kosztowny bowiem jest lek, którego pacjent nie przyjmuje – mówił ekspert, przypominając, że roczne koszty braku adherencji sięgają 6 mld zł.
W kontekście starzenia się społeczeństwa na podstawi dostępnych dziś danych, można przygotować – w oparciu o dane NFZ i GUS – precyzyjnie policzone informacje o konsumpcji świadczeń w poszczególnych grupach wiekowych. – W dość prosty sposób można oszacować, na co będziemy chorować za dwie, trzy dekady, jakie będą główne problemy zdrowotne oraz koszty systemu.
Dane pozwoliłyby też oszacować koszty większego zapotrzebowania na opiekę zdrowotną w kontekście zagrożeń środowiskowych. – Wiemy, jak liczyć obciążenia w sezonach infekcyjnych. Ale podobnie trzeba przeliczyć wpływ czynników środowiskowych, takich jak wzrost temperatur czy poziom zanieczyszczenia powietrza – mówił ekspert, oceniając, że takie kompleksowe, oparte na danych, podejście zwiększy bezpieczeństwo i obywateli, i systemu.
Tematy
Szczyt Zdrowie 2026








![WUM_0007[20260519]](https://cdn.medexpress.pl/media/images/WUM_000720260519.2e16d0ba.fill-491x272.format-webp.webp)



