Subskrybuj
Logo małe
Szukaj
Szczyt Zdrowie 2026

Partnerstwa publiczno-prywatne w ochronie zdrowia i profilaktyce

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 18 czerwca 2026 07:01

W podejściu do profilaktyki zdrowotnej wiele się w ostatnich latach zmieniło na plus, ale nie ma wątpliwości, że aby można mieć nadzieję na sukces, trzeba znacznie dalej idących zmian. Również jeśli chodzi o współpracę między państwem a sektorem prywatnym – mówiono podczas tegorocznej edycji kongresu Szczyt Zdrowie.
Partnerstwa publiczno-prywatne w ochronie zdrowia i profilaktyce - Obrazek nagłówka

- Nikt nie ma dziś wątpliwości, że profilaktyka to inwestycja, która po prostu się opłaca. A jednak ciągle wydaje się, że co innego myślimy i mówimy, a inaczej wyglądają decyzje: tak dużo bowiem wydajemy na leczenie, że nie stać nas na profilaktykę – mówił prowadzący panel „Partnerstwa publiczno-prywatne w ochronie zdrowia i profilaktyce” prof. Mariusz Gujski, oceniając, że brakuje takiej mądrości, która spowodowałaby radykalny wzrost nakładów po stronie publicznego płatnika. Być może więc rozwiązaniem jest lub będzie większa rola partnerstwa publiczno-prywatnego w tym obszarze?

Przykładem takich działań, jak podkreślał Grzegorz Krycki, prezes PZU Zdrowie, jest porozumienie, jakie zawarli ministrowie zdrowia, aktywów państwowych i infrastruktury oraz szefowie największych spółek skarbu państwa, które przewiduje zaangażowanie państwowych podmiotów gospodarczych w działania na rzecz profilaktyki zdrowotnej. – W grę wchodzą zarówno działania skupione na informowaniu czy promocji profilaktyki zdrowotnej jak i jej realizacja czy finansowanie – zaznaczył prezes PZU Zdrowie. Podpisanie porozumienia poprzedziło spotkanie, którego gospodarzem był minister aktywów państwowych, podczas którego w węższym gronie – z udziałem m.in. prezesów największych spółek (Orlen, PGE, PZU SA) oraz prezesa Grzegorza Kryckiego zastanawiano się, jak najlepiej wykorzystać potencjał państwowych potentatów.

A możliwości są ogromne, biorąc pod uwagę choćby zasięgi klientów PZU SA (ponad 22 mln osób) i PGE (niewiele mniej). – Można wykorzystywać zgody marketingowe, by przekazywać informacje o programach profilaktycznych, finansowanych przez NFZ – stwierdził. Możliwe jest np. dołączanie takich informacji do rachunków czy umieszczenie ich na przykład w aplikacjach. Ale plany idą dużo dalej. – PZU Zdrowie ma siły i środki, żeby realizować programy profilaktyczne bez angażowania pieniędzy publicznych – zadeklarował Grzegorz Korycki, przypominając, że chodzi o 130 własnych i 2,5 tysiąca współpracujących placówek. – Już dziś aktywnie zachęcamy do profilaktyki i realizujemy programy finansowane przez NFZ – przypominał też o doświadczeniu, w oparciu o które możliwe jest przygotowanie takich programów, które będą finansowane ze środków spółek skarbu państwa. W grę wchodzą zarówno istotne kampanie informacyjne, jak i inne akcje promujące dbanie o zdrowie. Jednym z pomysłów jest wspólna akcja z PKP Intercity „Pociąg do zdrowia”.

O tym, że państwo przez lata nie traktowało priorytetowo profilaktyki zdrowotnej, mówiła dr Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP i wiceprzewodnicząca Senackiej Komisji Zdrowia, jednocześnie wyraźnie zaznaczając, że w tej chwili sprawy przeszły na zupełnie inny poziom. Na promocję zdrowia, edukację zdrowotną i profilaktykę uwrażliwiły się wszystkie kręgi decydentów, zarówno na poziomie parlamentu jak i administracji rządowej. – W ubiegłym roku Senat, w tym roku Sejm akcentuje znaczenie profilaktyki, temat podjęły ministerstwa – wskazywała. Rosną też – bardzo wyraźnie, wręcz skokowo - wydatki na ten cel.

Parlamentarzystka zgodziła się, że profilaktyka jest właściwym obszarem budowania partnerstwa publiczno-prywatnego również dlatego, że wpisuje się w społeczną odpowiedzialność biznesu. Kluczowym zaś zadaniem państwa jest prowadzenie i animowanie wszechstronnej edukacji. Po pierwsze, obywateli – by byli zainteresowani profilaktyką zdrowotną. – Ważną kwestią jest też budzenie zainteresowania wśród pracodawców. Budowanie świadomości, że profilaktyka to inwestycja, z której zwrotem jest zdrowy czy zdrowszy pracownik, a to oznacza mniejszą absencję chorobową – wyliczała.

W ocenie dr Gorgoń-Komor w ostatnich dwóch latach zaszły w obszarze profilaktyki duże zmiany, najbardziej spektakularną jest program Moje Zdrowie, który cieszy się dużym zainteresowaniem, ale poziom świadomości zdrowotnej ciągle jest zbyt niski.

Wyzwaniem pozostają też relacje między tym co „publiczne” i tym co „prywatne” w ochronie zdrowia. Wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia przypomniała, że wydatki prywatne na zdrowie oscylują wokół 1,8 proc. PKB i choćby dlatego trudno, by system publiczny ignorował sektor prywatny – a tak się w tej chwili, funkcjonalnie, dzieje. Choćby dlatego, że obydwa systemy się „nie widzą”, informacje na temat pacjenta – na przykład wyniki jego badań czy status zdrowotny nie przepływają między sektorami. – Jak połączyć te światy? – zastanawiała się, podkreślając, że zwrot z inwestycji w profilaktykę będzie możliwy tylko w warunkach współpracy. Również między sektorami, ale uczestniczyć w niej muszą wszyscy: państwo, pracodawcy, profesjonaliści medyczni, obywatele.

- Profilaktyka, przede wszystkim pierwotna, to rzeczywiście jest inwestycja, ale zwrot z niej jest widoczny raczej w okresach pokoleniowych niż rocznych, i to jest pewien problem – zwracał uwagę Dariusz Dziełak, dyrektor Biura Partnerstwa Publicznego i Innowacji NFZ, dodając że wzrost nakładów na profilaktykę rzeczywiście trzeba nazwać skokowym, skoro w 2024 roku w stosunku do 2023 wzrosły o ok. 100 proc. – i tempo zostało utrzymane w 2025 roku. To przede wszystkim zasługa programu Profilaktyka 40 Plus oraz – w jeszcze większym stopniu – jego następcy, czyli programu Moje Zdrowie. – Zainteresowanie jest bardzo duże, również po stronie świadczeniodawców, którzy zachęcają pacjentów do uczestnictwa.

W ocenie eksperta ciągle nie udaje się natomiast wykorzystać w profilaktyce potencjału medycyny pracy, która niejako „przymusza” do badań miliony czynnych zawodowo obywateli. Choć mówi się o takiej potrzebie od lat, ciągle pozostaje to w sferze planów czy wyzwań.

Prof. Bolesław Samoliński, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego, Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii WUM oraz Zakładu Alergologii i Immunologii UCK WUM również wskazywał na dużą rolę medycyny pracy w zakresie profilaktyki, szczególnie tego obszaru, który odpowiada za jak najwcześniejsze wykrycie chorób, co pozwala leczyć je szybko, taniej i skutecznie. Zwracał jednak uwagę, że profilaktyka to przede wszystkim zapobieganie chorobom, promocja zdrowia i edukacja – z ogromną rolą władz publicznych, nie tylko Ministerstwa Zdrowia, bo kluczową rolę odgrywają a na pewno powinny odgrywać placówki opiekuńcze i edukacyjne (a na późniejszym etapie życia, również np. pracodawcy). Trzeci obszar to wprost medycyna naprawcza, w ramach której system powinien oferować leczenie możliwie jak najmniej obciążające i gwarantujące przebieg choroby bez zaostrzeń, hamujące progresję choroby – by pacjent mógł w miarę normalnie funkcjonować chorując lub mimo choroby po prostu w pełni żyć.

Podstawowym problemem, w ocenie prof. Samolińskiego jest zdecydowanie obszar profilaktyki pierwotnej, do czego przyczynia się bez wątpienia „bardzo skromny” poziom finansowania, który nie zmienił się od 2015 roku, czyli od uchwalenia ustawy o zdrowiu publicznym. – Mamy problem z uruchomieniem Narodowego Programu Zdrowia, który nie został uchwalony w terminie. Jest nowa koncepcja ustawy o zdrowiu publicznym, która powinna pomóc promować dobre praktyki i uporządkować wydatki.

Bo na profilaktykę poza NFZ wydajemy nawet 3 mld zł, ale nie widzimy efektów – wyliczał. Tymczasem rosną zagrożenia: otyłość, nikotynizm, nadmierne spożycie alkoholu. – To będzie brzemienne w skutkach – przestrzegał. Jak bumerang wróciło stwierdzenie obecne praktycznie w każdej debacie poświęconej tej tematyce: zdrowie publiczne powinno być obecne we wszystkich politykach publicznych. – Nam, specjalistom w dziedzinie zdrowia publicznego marzy się powstanie takiej kapituły, może nawet mini-rządu, z uprawnieniami do zarządzania polityką zdrowotną we wszystkich obszarach. Wtedy będziemy mogli mówić o spójnej, dalekowzrocznej polityce, o budowaniu zdrowego społeczeństwa.

To wielkie marzenie, ale nawet największe zaczynają się czasami od małych kroków. Piotr Nowicki, menedżer ochrony zdrowia, podkreślał, że w profilaktyce kluczowe są wiedza i koordynacja. Aby korzystać z oferty badań czy szczepień, sam zainteresowany musi wiedzieć nie tylko, że są potrzebne i przynoszą korzyści, ale mieć też wiedzę operacyjną: kiedy, na jakich warunkach, gdzie może się, na przykład, przebadać. W jego ocenie system nie wykorzystuje w dostateczny sposób potencjału świadczeniodawców, a konkretnie – ich ścian. – Nie promujemy w dostateczny sposób działań profilaktycznych. W szpitalach i przychodniach pacjenci i ich bliscy patrzą na gołe ściany, a mogliby w tym czasie czytać plakaty informacyjne na temat profilaktyki – wskazywał, dodając, że takie materiały powinien do placówek posiadających kontrakt dostarczać NFZ z obowiązkiem ich eksponowania. Przy niewielkich, dosłownie groszowych, wydatkach, można byłoby uzyskać realny efekt.

Duże nadzieje na przełom, w ocenie Macieja Karaszewskiego, dyrektora Departamentu Lecznictwa, MZ, może przynieść edukacja zdrowotna, od września przedmiot już obowiązkowy. – To ważny element budowy świadomości zdrowotnej społeczeństwa, bo dzieci zadają pytania rodzicom. Na przykład, czy wykonali badania profilaktyczne. Lub – dlaczego nie zgodzili się na szczepienie przeciw HPV, skoro w szkole mówiono, że ta szczepionka chroni przed chorobami nowotworowymi – mówił, wyrażając nadzieję, że edukacja zdrowotna pozwoli skutecznie rozprawiać się z mitami na temat zdrowia.

Dyrektor Karaszewski zgodził się, że państwo przez długi czas nie robiło zbyt wiele w zakresie profilaktyki, ale jego zdaniem sytuacja zupełnie zmieniła się w ciągu ostatnich „dwóch, trzech lat”. Wyrazem tego jest choćby przełom w szczepieniach (zwłaszcza osób dorosłych), możliwy dzięki zmianom w refundacji szczepień oraz ich organizacji (w tym – możliwości szczepień w aptekach). To przekłada się również na poziom wydatków na szczepienia – co eksperci oceniają jako jedną z najlepszych i najbardziej efektywnych inwestycji w zdrowie publiczne. – Państwo z opóźnieniem, ale zaczyna realnie działać.

Wyrazem tego są również inne narzędzia, choćby przywoływane już Moje Zdrowie, cieszące się ogromnym zainteresowaniem. Przedstawiciel MZ zapowiedział, że program będzie systematycznie rozwijany: jeszcze pod koniec tego roku CeZ ma mieć gotowy do wdrożenia indywidualny plan zdrowia w wersji cyfrowej. Będzie też możliwie uruchomienie dla osoby przeprowadzającej rozmowę podsumowującą, czy pacjent zrealizował udostępnione mu badania w ramach programów profilaktycznych. Poradnia POZ zyska też możliwość zapisania pacjenta na konkretny termin takich badań.

Dyrektor Karaszewski zaznaczył też, że jeśli chodzi o konsumpcję tytoniu i alkoholu państwo nie pozostaje bierne, bo procedowane są i wchodzą w życie kolejne obostrzenia. – Jeśli chodzi o alkohol, to szczyt mieliśmy w pandemii, w tej chwili konsumpcja maleje. Młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że alkohol szkodzi i częściej sięgają po substytuty – ocenił.

- Państwo rzeczywiście zintensyfikowało wiele działań w obszarze profilaktyki. Mamy do czynienia z wprost fantastycznym wzrostem szczepień ochronnych wśród dorosłych dzięki świetnej refundacji i ułatwieniom w dostępie – zgodził się z przedmówcami prof. Samoliński. Jednak w jego ocenie ciągle nie mamy strategii, która mogłaby doprowadzić do poprawy zdrowotności społeczeństwa. Nie ma strategii zapobiegania chorobom i wykrywania ich na jak najwcześniejszym etapie. – Do tego potrzebujemy bardzo dobrego monitoringu, którego nadal nie mamy – stwierdził.

Ekspert wskazał, że problemy zdrowia publicznego nie są zerojedynkowe. – Przypomnimy, że w latach 70. nikotynizm w Polsce dotyczył 76 proc. społeczeństwa. Dziś mówimy o 28-30 proc. Dużo, ale niepokoi zwłaszcza wczesna inicjacja szkolna. Co poszło nie tak, że to zjawisko się nasila, w kontekście już nie tradycyjnych papierosów? – zastanawiał się, przywołując badania przeprowadzone w ramach NPZ. – O popularności nowych urządzeń przesądza to, że nie czuć. Można „zapalić” i zaraz po tym rozmawiać z nauczycielem bez obaw, że się zorientuje. To jest główna motywacja młodych do zmiany tradycyjnych papierosów na e-papierosy – wskazywał. Można się domyślać, że ułatwia to również w znaczący sposób sięganie po pierwszego e-papierosa.

Prof. Samoliński zwrócił również uwagę na poważne zaniedbanie państwa w tym obszarze: - Nie mamy instytucji, która monitorowałaby skład produktów obecnych na rynku. To wręcz zdumiewające, bo to zdecydowanie jest odpowiedzialność państwa – stwierdził. – Mamy luki w systemie kontroli. My naprawdę nie wiemy, co się w tych produktach znajduje, możemy to tylko oceniać po skutkach – przyznał.

Z jednej strony w zdrowiu publicznym możemy więc mówić o sukcesie (szczepienia), jednak z drugiej – co najmniej o braku sukcesów. Pilnie potrzebujemy systemu, potrzebujemy ram ustawowych, potrzebujemy też – jak mówił ekspert – sensownego podziału odpowiedzialności, bo choć decyzje zapadają na szczeblu centralnym, polityka zdrowotna prowadzona jest „na dole” – i chodzi o to, by mogła być prowadzona w sposób sensowny.

Nie wykorzystujemy też możliwości, jakie stwarzamy. Edukacja zdrowotna, przekonywał prof. Samoliński, będzie tego dobitnym przykładem, jeśli zgodnie z koncepcją MEN będzie prowadzona przez nauczycieli, przeszkolonych, ale nie mających pojęcia o temacie. – To jest nieporozumienie. Mamy armię specjalistów od zdrowia publicznego, którzy powinni móc wejść do szkół, by zmienić je w środowisko sprzyjające zdrowiu. Nie chodzi tylko o realizację lekcji, nie chodzi o mówienie uczniom, że zdrowiej jest jeść warzywa niż mięso z grilla – przekonywał, stawiając kropkę nad i: - Edukacja zdrowotna powinna być prowadzona przez osoby z kompetencjami w zakresie zdrowia publicznego.

W debacie pesymizm (czy też raczej realizm) przeplatał się z optymizmem. Na dający nadzieję sygnał zwrócił uwagę prezes PZU Zdrowie, który podkreślał, że coraz więcej pracodawców jest zainteresowanych nie tylko ofertą obejmującą zakres medycyny pracy czy abonamentów w ramach których pracownicy mają dostęp do diagnostyki i leczenia, ale również wariantami rozbudowanymi o panel profilaktyczny. – Pracodawcy mają świadomość, że profilaktyka przekłada się choćby na niższą absencję – wskazywał. Zainteresowanie pracodawców – co jeszcze bardziej optymistyczne – może również wynikać, przynajmniej w części, z oczekiwań pracowników, którzy również dojrzeli do dbania o swoje zdrowie. – Jeszcze dekadę temu takich oczekiwań nie było – zwracał uwagę prof. Mariusz Gujski.

Odnosząc się do zasadniczego wątku dyskusji, czyli partnerstwa publiczno-prywatnego Dariusz Dziełak przyznał, że NFZ może pozazdrościć PZU Zdrowie możliwości wynikających z posiadania własnych placówek – przepisy, w przypadku publicznego płatnika, w ogóle nie pozwalają na prowadzenie działalności gospodarczej. Patrząc jednak od drugiej strony – partnerstwo, jak mówił, zaistniało po raz pierwszy w sytuacji kryzysowej, w czasie pandemii. – PZU Zdrowie zajęło się wtedy obsługą platformy dedykowanej pulsoksymetrom, dostarczanym pacjentom z grup ryzyka – przypomniał. – Warto, na pewno w obszarze profilaktyki, praktykować je również poza czasem kryzysu.

Problem w tym, że brakuje regulacji. Piotr Nowicki przyznał, że o ile współpraca szpitala publicznego z taką firmą jak PZU Zdrowie, ze względu na strukturę właścicielską, może nie budzić kontrowersji, to już z podmiotem całkowicie prywatnym budziłaby wiele wątpliwości, a na pewno pytań, a więc na pewno również silny opór. – To mogłoby być partnerstwo publiczno-prokuratorskie – komentował półżartem Dariusz Dziełak. Warunkiem, zdaniem Piotra Nowickiego, przełamania obaw, są jasne regulacje, przepisy, określenie – co jest dopuszczalne, a co nie. Jeśli ich nie będzie, nikt nie będzie skłonny do podjęcia ryzyka.

Z przełamywaniem niemożności – również w zakresie tworzenia regulacji – jest jednak problem. Dyrektor Maciej Karaszewski przyznał, że Ministerstwo Zdrowia chce, na przykład, bardziej efektywnie wykorzystywać medycynę pracy w zakresie profilaktyki, ale przynajmniej na razie będzie się to ograniczać do zwiększania nacisku na promowanie badań profilaktycznych. Była koncepcja, by lekarz medycyny pracy mógł zapisać zgłaszającego się na wizytę pracownika na badania profilaktyczne (przede wszystkim w kierunku nowotworów) – ale jest to trudne, na razie niemożliwe, bo wymaga dostępu do systemów informatycznych, które lekarze pracujący poza umowami z NFZ nie mają.

Pracodawców (i pracowników) może natomiast ucieszyć informacja, że prowadzone są rozmowy z resortem finansów by odwrócić zmiany wprowadzone w ramach Polskiego Ładu i odstąpić od traktowania szczepień oferowanych przez pracodawców jako przychodu pracownika (przychodu wymagającego opodatkowania). Dyrektor Karaszewski przychylił się też do opinii prof. Samolińskiego w sprawie zaangażowania specjalistów w dziedzinie zdrowia publicznego. – To oni powinni prowadzić edukację zdrowotną, nie nauczyciele przeszkoleni na kursach – zaznaczył.

SZ 26 plansza K4 pion2

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie o pracę za darmo

Lub znajdź wyjątkowe miejsce pracy!

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)

Zobacz także