Jak samorząd lekarski radzi sobie z „czarnymi owcami”
Opublikowano 21 września 2026 20:23
To prawie tak samo logiczne, jak obwinianie Donalda Tuska przez drugą stronę politycznej barykady za to, że były minister sprawiedliwości musiał brać pieniądze od Zondakrypto. „Na taką miłość nas skazali”, jak pisał wielki poeta (nawet jeśli miał zupełnie co innego na myśli).
Ale ostatnia odsłona „przygód” młodego lekarza, ubolewającego, że nie może jeździć swoim drogim samochodem i zarzekającego się, że nie jest przecież głupi (bo „wyczuł” reportera), to jest tylko pożałowania godna ciekawostka. Ta upubliczniona rozmowa wpisuje się w szerszy kontekst nabrzmiałej w ostatnich dniach sprawy odpowiedzialności zawodowej lekarzy i pytania, jak samorząd lekarski radzi sobie z „czarnymi owcami”. Bo w mediach nie brakuje pytań, dlaczego w zasadzie Dawid Kacprzyk może pracować z pacjentami, dlaczego nie ma zawieszonego PWZ. Przedstawiciele samorządu mogą tylko rozłożyć ręce – postępowanie w sprawie lekarza trwa i wiadomo, że potrwać może jeszcze długo.
Samorząd rzeczywiście ma nieco związane ręce i trudno nie zauważyć, że tutaj do gry mogłaby wejść prokuratura. Ta może wnioskować o zawieszenie PWZ w związku z prowadzonym postępowaniem, ale takiego wniosku nie ma. Kacprzyk nie został jeszcze przesłuchany, i zasadne wydaje się pytanie, czy przez przypadek prokuratura nie nazbyt szeroko zakreśliła ramy prowadzonego śledztwa – wiadomo, że osoba, która może mieć postawione zarzuty, przesłuchiwana jest na końcu, ale państwo nie może manifestować swojej bezradności.
Niedawno publikowane wyniki sondażu pokazały, że mniej niż co piąty Polak ocenia działania rządu w sprawie afery w Szpitalu Południowym jako wystarczające. Co drugi – ocenia je diametralnie inaczej. Status lekarza, który uruchomił lawinę, jest oczywiście tylko jednym z elementów – ale z całą pewnością ocen rządu nie poprawi. Zwłaszcza że politycy opozycji już wyczuli „krew” i nie zamierzają brać jeńców, atakując Koalicję Obywatelską, ministra sprawiedliwości, i – przy okazji – samorząd lekarski, wokół którego atmosfera po kolejnym fiasku dyskusji w Komisji Zdrowia na temat odpowiedzialności zawodowej, zrobiła się wyjątkowo gęsta. Politykom koalicji rządzącej pozostaje skupiać się tylko na tym ostatnim wątku, więc izby lekarskie też mają o czym myśleć. Powinny w każdym razie sprawę potraktować poważnie.
W gruncie rzeczy jest to przecież sprawa smaku. Tak, smaku - w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia, by po raz drugi przywołać Zbigniewa Herberta. Nawet jeśli „potęga smaku” to ostatnie, co można mieć na myśli w kontekście d..y, w której zmieściło się wszystko, poza porsche.







