Łukasz Rokicki: Brak terapii kosztuje więcej niż jej refundacja
Opublikowano 13 lipca 2026 09:32
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak brak refundacji terapii CAR-T wpływa na finanse państwa? Dowiedz się, dlaczego koszt jednorazowego podania nie jest jedynym wydatkiem, który należy brać pod uwagę.
- Jakie są doświadczenia krajów europejskich? Poznaj przykłady państw, które skutecznie wprowadziły refundację terapii CAR-T i jakie przyniosło to korzyści ich systemom ochrony zdrowia.
- Czy brak decyzji o finansowaniu nowoczesnej terapii to oszczędność? Odkryj zaskakujące dane dotyczące wzrostu kosztów leczenia pacjentów z szpiczakiem plazmocytowym w ciągu ostatniej dekady.
- Jak choroba wpływa na życie rodziny pacjenta? Zrozum, jakie niewidoczne koszty ponoszą bliscy chorych oraz jakie konsekwencje zdrowotne i finansowe wynikają z nieobecności w pracy.
Łukasz Rokicki:
– Kiedy rozmawiamy o nowoczesnych terapiach, pierwsze pytanie bardzo często brzmi: „Ile dana terapia kosztuje?”. Moim zdaniem powinniśmy zacząć zadawać inne: „Ile państwo kosztuje brak skutecznego leczenia?”. Z tej perspektywy warto spojrzeć na doświadczenia krajów europejskich, w których terapia CAR-T jest refundowana. Obecnie jest to 13 państw, między innymi Czechy, Hiszpania i Belgia, w tym kraje o PKB o wiele niższym od polskiego. Systemy ochrony zdrowia w całej Europie stoją dziś przed podobnym problemem. Pacjentów z chorobami nowotworowymi jest coraz więcej, żyją oni dłużej, pojawiają się nowe możliwości terapeutyczne, a jednocześnie rosną koszty leczenia.
Polska nie jest więc wyjątkiem. Różnica polega na tym, jak poszczególne państwa próbują sobie z tym wyzwaniem radzić. Coraz częściej odchodzi się od patrzenia wyłącznie na cenę pojedynczego leku czy terapii. Analizuje się cały proces leczenia pacjenta i wszystkie koszty ponoszone przez państwo w kolejnych latach.
Pokazują to dane dotyczące szpiczaka plazmocytowego z krajów Europy Środkowej. W ciągu dziesięciu lat średni roczny koszt przypadający na jednego pacjenta wzrósł z około 57 tys. do 113 tys. euro. Pokazuje to coś bardzo ważnego: brak decyzji o finansowaniu nowoczesnej terapii nie oznacza oszczędności. Pacjent nie znika przecież z systemu. Nadal wymaga leczenia, otrzymuje kolejne terapie, korzysta z opieki szpitalnej oraz pomocy lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia.
Konsekwencje choroby sięgają jednak znacznie dalej. To także nieobecność w pracy, renty, świadczenia społeczne, utrata produktywności oraz ograniczenie aktywności zawodowej członków rodziny, którzy stają się opiekunami chorego. Dlatego największym problemem jest dziś silosowe patrzenie na finanse publiczne: jedna instytucja widzi koszt terapii, inna ponosi koszt świadczeń, a jeszcze inna wypłaca renty i zasiłki. A pacjent i jego rodzina ponoszą natomiast koszty, których często nie widać w oficjalnych analizach. Dlatego inwestujmy w nowoczesne terapie podawane jednorazowo, dzięki którym pacjent może zapomnieć o swojej chorobie a system ochrony zdrowia zostaje odciążony.












