eDiLO startuje. Cyfrowa karta pacjenta onkologicznego to nie tylko projekt informatyczny
Opublikowano 12 sierpnia 2026 07:30
Jednocześnie eDiLO pokazuje ważną zmianę w prawie ochrony zdrowia. System teleinformatyczny przestaje być jedynie narzędziem administracyjnym. Coraz częściej staje się elementem samej organizacji procesu diagnostyczno-terapeutycznego.
A skoro może wpływać na termin badania, przepływ informacji czy ciągłość leczenia, jego nieprawidłowe funkcjonowanie może mieć również konsekwencje prawne.
Nie wszyscy przechodzą na eDiLO jednego dnia
Wbrew temu, co może sugerować data 11 sierpnia, nie oznacza ona jednoczesnego przejścia całego systemu ochrony zdrowia na nowe rozwiązanie.
Wdrożenie ma charakter etapowy. Od 11 sierpnia do 30 września 2026 r. dostęp do aplikacji mają uzyskać placówki SOLO III pełniące jednocześnie funkcję Wojewódzkich Ośrodków Monitorujących. Od 1 października system ma zostać udostępniony pozostałym podmiotom KSO – SOLO I, II i III, ośrodkom kooperacyjnym oraz innym podmiotom uprawnionym do wystawiania karty, w tym lekarzom POZ.
Ustawodawca przewidział także okres przejściowy. Do 31 grudnia 2026 r. karta może być nadal wystawiana i prowadzona według dotychczasowych zasad. NFZ wskazuje wprost, że placówki, które nie zakończyły pełnej integracji eDiLO z własnymi systemami szpitalnymi HIS, mogą nadal korzystać z AP-DILO.
Dodatkowo pacjenci poniżej 18. roku życia oraz pacjenci z rozpoznaniami nowotworów hematoonkologicznych mają być do końca 2026 r. obsługiwani na dotychczasowych zasadach.
To rozwiązanie pragmatyczne, ale tworzy okres, w którym równolegle funkcjonują różne rozwiązania informatyczne i modele obiegu informacji.
I właśnie tutaj zaczyna się problem prawny.
„Awaria systemu” nie jest odpowiedzią na pytanie o odpowiedzialność
Wyobraźmy sobie prostą sytuację.
Lekarz prawidłowo kwalifikuje pacjenta. Informacja zostaje wpisana do systemu szpitalnego, ale nie trafia do eDiLO. Albo odwrotnie – dane znajdują się w eDiLO, ale nie zostały prawidłowo odwzorowane w HIS.
Koordynator widzi nieaktualny etap leczenia. Pacjent nie otrzymuje informacji o dalszym badaniu. Dochodzi do opóźnienia diagnostyki.
Kto odpowiada?
Stwierdzenie, że „nie działał system”, dopiero rozpoczyna analizę prawną.
Trzeba ustalić, gdzie powstała nieprawidłowość: po stronie użytkownika, systemu HIS, mechanizmu integracyjnego, infrastruktury centralnej czy wymiany danych pomiędzy systemami. Trzeba też zbadać, czy placówka miała procedurę pozwalającą wykryć błąd i zapewnić ciągłość procesu mimo awarii.
Cyfryzacja nie znosi bowiem obowiązku prawidłowej organizacji udzielania świadczeń.
Nie można przyjąć, że przeniesienie określonej czynności do systemu teleinformatycznego automatycznie przenosi odpowiedzialność za cały proces na dostawcę technologii albo administratora systemu centralnego.
HIS, eDiLO i człowiek – kto jest źródłem prawdy?
Okres przejściowy ujawnia kolejny problem: co zrobić, gdy dane znajdujące się w kilku systemach nie są identyczne?
Która informacja jest dla personelu wiążąca? Kto powinien ją zweryfikować? Co zrobić, jeżeli lekarz widzi jedno, koordynator drugie, a pacjent dysponuje jeszcze inną informacją?
To nie są pytania wyłącznie dla informatyków.
Powinny znaleźć odpowiedź w procedurach organizacyjnych placówki.
Przed pełnym wdrożeniem eDiLO warto więc określić zasady weryfikacji danych, postępowanie w przypadku niedostępności systemu, ścieżkę zgłaszania incydentów, odpowiedzialność poszczególnych osób oraz sposób dokumentowania działań podejmowanych w trybie awaryjnym.
Kluczowe jest jedno: awaria systemu nie może oznaczać awarii procesu leczenia.
Umowa z dostawcą HIS przestaje być tylko sprawą IT
Znaczenia nabiera również relacja z dostawcą systemu HIS.
Jeżeli ciągłość ścieżki pacjenta zależy od prawidłowej integracji systemów, to dostępność oprogramowania, czas reakcji na awarię, zasady aktualizacji, interoperacyjność oraz odpowiedzialność dostawcy przestają być wyłącznie technicznym załącznikiem do umowy.
Stają się elementem zarządzania ryzykiem prawnym podmiotu leczniczego.
Dyrektor szpitala powinien więc wiedzieć nie tylko, czy system został „wdrożony”, ale również co stanie się w przypadku jego częściowej niedostępności, kto odpowiada za integrację i jak szybko dostawca ma obowiązek usunąć błąd mogący wpływać na proces leczenia.
W praktyce właśnie takie pytania pojawiają się zwykle dopiero po pierwszym poważnym incydencie.
Lepiej zadać je wcześniej.
Pacjent zobaczy więcej
Istotą eDiLO nie jest wyłącznie przekazywanie informacji pomiędzy profesjonalistami medycznymi.
NFZ wskazuje, że karta ma służyć bieżącemu agregowaniu i udostępnianiu informacji również samemu pacjentowi.
To zmienia perspektywę.
Rozbieżność między dokumentacją a systemem może stać się dla pacjenta widoczna znacznie szybciej. Pacjent może zapytać, dlaczego jego ścieżka wygląda inaczej niż ustalony plan leczenia, dlaczego nie widać kolejnego etapu albo dlaczego dane nie odpowiadają informacjom otrzymanym od lekarza.
Jakość danych przestaje więc być wyłącznie kwestią jakości dokumentacji.
Staje się częścią jakości opieki.
Największym ryzykiem może być człowiek
Przy wdrażaniu nowych systemów dużo mówi się o cyberbezpieczeństwie, serwerach, integracji i interoperacyjności. Tymczasem wiele błędów powstaje znacznie prościej: ktoś nie uzupełni pola, wybierze niewłaściwy status, nie zweryfikuje komunikatu albo przyjmie, że „system zrobi to sam”.
Dlatego wdrożenie eDiLO powinno obejmować nie tylko konfigurację oprogramowania.
Potrzebne są szkolenia personelu, jasne przypisanie odpowiedzialności i kontrola prawidłowości procesu w pierwszych tygodniach funkcjonowania rozwiązania.
Informatyzacja procesu medycznego nie eliminuje czynnika ludzkiego. Czasami wręcz zwiększa znaczenie prawidłowego działania człowieka, bo pojedynczy błąd może zostać automatycznie powielony w kilku systemach.
Technologia nie może być nowym wąskim gardłem
eDiLO należy oceniać jako próbę uporządkowania i ujednolicenia ścieżki pacjenta onkologicznego. Sam NFZ wskazuje, że etapowe wdrożenie ma umożliwić sprawdzenie działania aplikacji w środowisku produkcyjnym oraz przygotowanie Wojewódzkich Ośrodków Monitorujących do wspierania innych placówek.
Ale sukces tego rozwiązania nie będzie zależał wyłącznie od jakości aplikacji centralnej.
Będzie zależał także od tego, czy podmioty lecznicze potraktują eDiLO jako projekt jednocześnie informatyczny, organizacyjny, prawny i kliniczny.
Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: czy eDiLO działa?
Brzmi ono inaczej:
czy w sytuacji, w której eDiLO nie zadziała, system ochrony zdrowia nadal będzie wiedział, co zrobić z pacjentem?
Bo cyfryzacja może skrócić jego drogę przez system.
Nie może jednak stworzyć na tej drodze nowego, cyfrowego wąskiego gardła.







