Lek jest refundowany. Tylko że nie można go kupić. Dostępność farmakoterapii ma trzeci wymiar
Opublikowano 23 września 2026 16:52
Recepta nie gwarantuje dostępu do terapii
18 września 2026 r. Główny Inspektorat Farmaceutyczny opublikował kolejne zestawienie dostępności produktów leczniczych. W przypadku niskodawkowych kropli z atropiną GIF wskazał brak zapasu w hurtowniach i przewidywane dostawy dopiero na początku 2027 r. Przy reboxetynie utrudnienie wiąże się z czasowym wstrzymaniem wprowadzania do obrotu, a w obrocie nie ma odpowiedników. Jednocześnie w przypadku cytrynianu klomifenu dostępność się ustabilizowała po realizacji dostawy.
To nie jest obraz powszechnego braku leków w Polsce. GIF sam podkreśla, że niedobory są zjawiskiem zmiennym i wieloczynnikowym. Często istnieją zamienniki lub alternatywne terapie. Ale właśnie przypadki, w których odpowiednika nie ma albo przerwa w dostawach jest długa, pokazują słabość prostego myślenia o dostępności leczenia.
Trzy warunki realnego dostępu do leku
W praktyce dostęp do farmakoterapii ma co najmniej trzy poziomy. Po pierwsze, produkt musi być prawnie dopuszczony do obrotu. Po drugie, pacjent musi być w stanie go sfinansować - samodzielnie albo przy wsparciu refundacji. Po trzecie, lek musi fizycznie znajdować się w łańcuchu dostaw wtedy, gdy jest potrzebny.
Polska debata publiczna bardzo często koncentruje się na dwóch pierwszych poziomach. Dyskutujemy o rejestracji, cenie, refundacji i odpłatności pacjenta. Tymczasem dla chorego lek refundowany, którego nie ma w hurtowni ani aptece, jest w danym momencie równie niedostępny jak lek zbyt drogi.
Niedobór nie jest tylko problemem farmaceuty
Farmaceuta stoi na końcu łańcucha i to on najczęściej przekazuje pacjentowi informację o braku produktu. Przyczyna może jednak znajdować się tysiące kilometrów wcześniej: w jednym zakładzie wytwarzającym substancję czynną, w ograniczonej liczbie producentów, w decyzji podmiotu odpowiedzialnego o czasowym wstrzymaniu dostaw, w problemie jakościowym, nagłym wzroście popytu albo zaburzeniu transportu.
Dlatego nie wystarczy sprawnie zarządzać brakami już po ich wystąpieniu. Dojrzała polityka lekowa powinna pytać także o odporność systemu: gdzie powstają kluczowe substancje, ilu jest niezależnych dostawców, czy istnieje alternatywna produkcja i jak szybko można zwiększyć podaż w razie kryzysu.
Europa zmienia język: z ceny na bezpieczeństwo dostaw
Właśnie w tym kierunku idzie projekt unijnego Critical Medicines Act. Komisja zaproponowała go w 2025 r., a w maju 2026 r. Rada UE i Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie. Uzgodniony tekst zakłada m.in. wzmacnianie europejskich zdolności produkcyjnych, dywersyfikację łańcuchów dostaw, wspólne zakupy oraz wprowadzenie wymogów związanych z odpornością w zamówieniach publicznych dotyczących leków krytycznych.
Na 21 września 2026 r. nie są to jeszcze przepisy obowiązujące. Procedura ustawodawcza nadal trwa, a ostateczne głosowanie Parlamentu jest planowane na późniejszy termin. Nie zmienia to znaczenia kierunku: bezpieczeństwo lekowe staje się pełnoprawnym elementem polityki zdrowotnej Unii.
Nie każdy brak uzasadnia krajową produkcję
Łatwo w tym miejscu przejść do hasła, że wszystkie ważne leki powinny być produkowane w Polsce albo co najmniej w Unii Europejskiej. To byłoby nadmierne uproszczenie. Produkcja farmaceutyczna wymaga skali, inwestycji i wyspecjalizowanych łańcuchów dostaw. Utrzymywanie wielu równoległych źródeł albo dużych zapasów również kosztuje.
Potrzebna jest zatem ocena ryzyka, a nie gospodarczy autarkizm. Dla jednych produktów wystarczy sprawny monitoring i możliwość szybkiego importu. Dla innych - szczególnie leków krytycznych, bez odpowiedników i z bardzo skoncentrowaną produkcją - uzasadnione może być wymaganie większej redundancji, dodatkowych zapasów lub dywersyfikacji źródeł.
Bezpieczeństwo lekowe powinno wejść do rachunku systemu
Najważniejsza zmiana polega na tym, że dostępność leku przestaje być wyłącznie kwestią magazynu i logistyki. Staje się elementem bezpieczeństwa zdrowotnego. Tak samo jak system nie może opierać dostaw energii na jednym źródle bez oceny ryzyka, tak w przypadku wybranych leków nie powinien zakładać, że globalny łańcuch dostaw zawsze zadziała.
Dla pacjenta pojęcia takie jak „odporność łańcucha dostaw” brzmią abstrakcyjnie. Jego test jest prosty: czy lek, który lekarz uznał za potrzebny, da się rzeczywiście otrzymać w odpowiednim czasie. Dlatego pełne prawo do farmakoterapii nie składa się tylko z decyzji rejestracyjnej i refundacyjnej. Trzeci filar to realna dostępność produktu. I właśnie ten filar europejska polityka lekowa zaczyna dziś traktować znacznie poważniej.
Źródła i weryfikacja
- GIF, „Dostępność produktów leczniczych w Polsce 18.09.2026” — link
- GIF, serwis „Dostępność lekowa” — link
- Komisja Europejska, Critical Medicines Act — link
- Rada UE, provisional agreement on Critical Medicines Act, 12.05.2026 — link
- Parlament Europejski, procedure 2025/0102(COD) — link
Michał Modro • 21 września 2026 r.










