Salonik VIP 3
Opublikowano 1 lipca 2026 12:48
Dawno temu, kiedy pracowałem w Szpitalu na Szaserów opowiadano tam anegdotę o „generalskim przypadku”.
Otóż kiedy karetka przywoziła na izbę przyjęć znajdującego się najniżej w wojskowej hierarchii żołnierza służby zasadniczej z zapaleniem wyrostka robaczego to schodził do niego młodszy dyżurny chirurg, operował, jak umiał i po około dwóch tygodniach zdrowy i żywy żołnierz wracał do jednostki. Ale kiedy karetka przywoziła z tym samym problemem GENERAŁA to schodził do niego starszy dyżurny: patrzył: a! GENERAŁ i wzywał dyżurującego pod telefonem adiunkta. Czas płynął, adiunkt przyjeżdżał, widział GENERAŁA, wzywał profesora. Po pewnym czasie przyjeżdżał profesor, także widział GENERAŁA i wzywał drugiego profesora. W międzyczasie wyrostek pękał, rozwijało się zapalenie otrzewnej i GENARAŁ umierał na stole operacyjnym. Umierał, ale z wszelkimi honorami lekarskimi tj. pieczątkami dwóch profesorów i adiunkta. Gdyby był szeregowcem, to by żył.
Zmarły przed kilkunastu laty wybitny ekspert organizacji służby zdrowia prof. Jacek Ruszkowski mawiał: „pacjencie uciekaj jeśli poczekalnia do lekarza wygląda jak pięciogwiazdkowy hotel! To jest zasłona dla niekompetencji! Z lekarzem to trochę, jak z restauracją. Jak jest dobry, to poczekalnia jest pełna”.
Najlepsi lekarze nie pracują w „salonikach VIP” tylko „nabijają” głowy i ręce w wypełnionych trudnymi przypadkami szpitalach publicznych. W „saloniku VIP” może można „po znajomości” zrobić morfologię i podstawowe badania oraz podnieść samopoczucie: „ale jestem ważny”, ale po prawdziwą medycynę to lepiej się udać do kolejki.
Tematy
Wiesław W. Jędrzejczak





